środa, 3 czerwca 2015

wątek 5 - rozdział 4#

          Rozdział 4# - Cześć      



          Pierwszy dzień szkoły po sporej nieobecności miał nastąpić już jutro. Kiedyś wzorowa uczennica, dzisiaj tajna agentka - Park Min Xiu na szczęście nigdy nie zapomniała o nauce i jest na bieżąco z materiałem. Mimo to, jej zadaniem jest by nie zwracać na siebie uwagi, więc musi trzymać swe wyniki na jak najniższym poziomie i nie może zdradzić nikomu swoich umiejętności. Niestety jest to trudne zadanie i oznacza całkowitą zmianę trybu  życia. Od teraz musi zapomnieć o swoich pacjentach (przynajmniej kiedy ją obserwują, czyli w godzinach zajęć szkolnych). Nikomu nie może się zwierzać, ani zawierać przyjaźni. Dobrze by było, gdyby stała się niewidzialna i przyglądała się tylko wszystkiemu z boku, ale jest to niemożliwe. Dostała więc, rolę szkolnego „chuligana”. Ludzie mają się jej bać i trzymać się z daleka. Proste i jasne… No może nie do końca proste, bo Xiu z natury jest raczej łagodną osobą i stara się unikać bójek, więc zazwyczaj po prostu ucieka. Czeka ją nie lada wyzwanie, bo musi udawać okrutną, bezlitosną i oziębłą. Udało się jej za to wynegocjować pewne szczegóły. Nie będzie musiała nikogo bić, bo po szkole zostanie puszczona plotka o tym, że jej ojciec jest mordercą. Więc tak długo jak nikt do niej nie podejdzie, wystarczy, że będzie „zabijała wzrokiem” i nie będzie przestrzegała „regulaminu szkolnego”. Niby nic wyjątkowego, w szkole do której idzie, ale to dobrze.
                A teraz już pora iść spać…
                Kolejny dzień rozpoczął dźwięk budzika, który ledwo już tyka. Park ma go od około dziesięciu lat i dziwi ją, że ten nadal działa. Jednak nie to jest teraz ważne. Ważne jest, by dzierlatka wstała w końcu z łóżka i poszła do szkoły. Tak… Wreszcie nadszedł czas powrotu. Szczupła brunetka nałożyła starannie wszystkie elementy swojego mundurka, a później spojrzała w lustro, by przyjrzeć się całości. Ujrzawszy swe odbicie, załamała się całkowicie. Zgniłozielona marynarka oklejona była od góry do dołu różnego rodzaju czaszkami, wyglądała jakby jakiś archeolog wywieszał na niej swoje trofea. Spódniczka natomiast była rozdarta poziomo, tak że jej długość zdecydowanie nie zgadzała się tą dozwoloną w regulaminie. *przesada* - pomyślała Xiu i postanowiła trochę poprawić sytuację. Pozbyła się większości szkaradnych naszywek  górnej części garderoby, pozostawiając jedynie najgroźniej wyglądającą, przyklejoną w miejscu herbu szkoły. Pech chciał, że spódnicy nie dało się odratować, więc pozostało jej jedynie założyć spodnie od męskiej wersji mundurka, którą kiedyś kupiła w celach kamuflażowych. *a no tak… damska marynarka nie pasuje do spodni…*- założyła więc cały zestaw przeznaczony dla płci przeciwnej i przekleiła czaszkę z poprzedniego. *haha, może po prostu będę udawać chłopaka?* - związała włosy w kok i założyła na głowę luźną czapkę, która i tak była dla niej przygotowana jako element stroju. Teraz pozostało tylko wyjście z domu i udanie się we właściwe miejsce.
                Dla Ji Rin także przyszła pora na pójście do szkoły. Jej zapał zdecydowanie różnił się od tego jaki wykazywała jej uzdrowicielka. Z uśmiechem od ucha do ucha szykowała swój szkolny uniform na jutrzejsze wyjście. Nie mogła się już doczekać. Cała drżała z podekscytowania na myśl o ponownym siedzeniu w ławce. Czynność, której większość osób nienawidziło, stała się dla niej tą najbardziej wyczekiwaną. By móc jak najszybciej do niej doprowadzić, położyła się wcześniej do łóżka.
Sen przyszedł po godzinie…
Następnego poranka nie obudziła się za wcześnie dzięki temu, że poprzedniego dnia nie nastawiła budzika. Biologiczny zegar w głowie dziewczyny zbudził ją o 7:00. Jak najszybciej wzięła prysznic i zaczęła przygotowywać się do wyjścia. W dwie minuty zjadła śniadanie, a już o 7:30 stała przy drzwiach trzymając za klamkę. Chwyciła już tylko swoją starą torbę, zamknęła drzwi na klucz i pobiegła w stronę placówki.
W drodze zatrzymało ją pewne niepokojące wydarzenie. Dwóch dosyć wysokich chłopaków trzymało za ramiona trzeciego o jasnych, kasztanowych włosach. Wyglądał jakby zaraz miał „odpłynąć”, a na jego twarzy i dłoniach widać było siniaki. Zobaczywszy to,  Rin cofnęła się dwa kroki do tyłu i zastygła. Wtedy pobity nastolatek został rzucony o ścianę przez podtrzymujących go wcześniej osobników. Dzierlatka nie miała pojęcia co zrobić. Nie potrafiła patrzeć bezczynnie na cierpienie nieznajomego, ale wiedziała, że nie poradzi sobie sama z oprawcami. Schowała się za najbliższą ścianą i krzyknęła, aby odwrócić ich uwagę. Gdy zaczęli biec w jej stronę przebiegła na drugi koniec muru, wybiegła zza niego i pomogła poszkodowanemu wstać. Udało im się uciec i ukryć kilkadziesiąt metrów dalej w jakiejś starej piwnicy.
Ledwo dychający młodzieniec uśmiechnął się do swojej wybawczyni i osunął się na ziemię, podpierając się ścianą. Dziewczyna dosiadła się obok niego i z troską w głosie spytała:

- Bardzo boli? Jak się czujesz? – niestety nie otrzymała odpowiedzi. Chłopak zaprzeczył tylko potrząsając lekko głową, po czym wyjął z kieszeni mały notatnik i ołówek.
- *mogło być gorzej, wciąż czuję wszystkie kończyny i mogę oddychać* - napisał i podał jej kartkę.
- To… chyba dobrze, ale myślę, że powinniśmy iść do szpitala – zignorowała fakt, że chłopak nie mówi, bo mógł to być niewłaściwy temat do poruszenia podczas pierwszego spotkania, poza tym nie było to w tej chwili istotne.
- *nie… naprawdę… to tylko powierzchowne rany. Nie widać tego, ale jestem całkiem twardy i wytrzymały* - podał jej kolejną kartkę, uśmiechając się przy tym lekko.
- Okej… W takim razie, może odprowadzę cię do domu? – zaproponowała zmartwiona, że w drodze do domu znowu może mu się coś stać.
- *właściwie to muszę iść teraz do szkoły, bo jeśli opuszczę dzisiaj zajęcia to mogą mnie zawiesić albo wyrzucić*
- Chodzisz do liceum w tej okolicy?
- *tak*
- To chodźmy razem! Właśnie byłam w drodze.
- *okej* - powoli zaczął podnosić się z ziemi.
- Jak masz na imię? – chwyciła go pod ramię, by ułatwić mu przemieszczanie się.
Podał jej skrawek kartki z notatnika.
- Ja mam na imię Ji Rin. Miło mi cię poznać… Ilhoon.
                Akihiko siedziała zdezorientowana w rogu ciemnej budki. Nic nie widziała, bo do pomieszczenia nie dostał się nawet jeden promyk słońca. Czuła się jakby straciła wszystkie zmysły. Nic nie widziała, nic nie czuła,  a jedyne co słyszała to swój własny oddech i bicie serca. Po chwili nieco się opanowała i postanowiła wstać. Ledwo zdążyła wyprostować nogi,  gdy coś pociągnęło ją w dół z ogromną siłą.
- Nawet nie próbuj ruszać się z miejsca – usłyszała męski głos. – Jeśli ruszysz tę zasłonę to źle się to dla ciebie skończy.
- Kim je… jesteś? – spytała, nie wiedząc jak ma zareagować.
- Mam na imię Taehyung – ton jego głosu złagodniał.
- Ja… muszę stąd iść… szukam kogoś… - zaczęła się tłumaczyć i znowu podjęła próbę wstania.
- Nigdzie nie idziesz! – mocno chwycił ją obiema rękami i ściągnął w dół tak, że wylądowała na jego kolanach – Po prostu siedź i się nie ruszaj.
- Do.. dobrze… ale daj mi normalnie usiąść – powiedziała niepewnym głosem.
- Nie.
                Japonka usłyszawszy jego odpowiedź popłakała się ze strachu. Wtedy chłopak rozluźnił nieco swój chwyt i jedną ręką pogłaskał ją po głowie. Nie puszczając, przesunął się tak, że siedzieli obok siebie.
                Przez następne cztery godziny siedzieli w ciszy…
                Słońce zaszło i tajemniczy młodzieniec spostrzegł to. Podniósł się, stawiając przy tym na nogi roztrzęsioną Aki. Odsunął materiał i wyszedł na zewnątrz. Następnie szybkim tempem wbiegł do szkoły. Dzierlatka nie zdążyła, w żaden sposób, zareagować , a kilka sekund później widziała jak Taehyung wybiega z budynku. Dopiero teraz dostrzegła ognistą barwę jego włosów, które oświetlała, stojąca na dole, latarnia. *więc to jego szukałam*
                Po kilkuminutowym postoju na szkolnym dachu, Akihiko zdecydowała, że czas już pójść do domu, już zdążyło się zrobić ciemno. Powinna była iść kilka godzin wcześniej. O tej godzinie nikt nie wychodzi już na zewnątrz, przynajmniej nie w tej okolicy. Nie licząc oczywiście podejrzanych typków, których nikt nie chce spotkać. Założyła plecak na ramiona i pobiegła ile sił w nogach. Niestety kondycja dziewczyny nie jest zbyt dobra, więc zwolniła i zaczęła iść spacerkiem już sto metrów od wejścia. Zamknęła oczy, by nie myśleć o tym co jest wokół. Wyobraziła sobie jasną ścieżkę pokrytą śnieżnobiałą kostką, po której bokach rosła soczystozielona trawa. W tle słychać było śpiewy ptaków i lekki szum wiatru. Osobista kraina Nishimury, której nikt nie mógł jej zabrać. Gdy otworzyła oczy spostrzegła, że widzi wszystko co sobie wyobrażała. Było niczym prawdziwe. Niestety zniknęło wraz z pojawieniem się pierwszych kropli deszczu, które zamieniły się w ulewę. Jednak nastolatka nie poczuła na sobie ani kropli. Zagadka wyjaśniła się, kiedy spojrzała w górę. Zobaczyła nad sobą kruczoczarną parasolkę, a trzymał ją rudowłosy chłopak, którego widziała jeszcze pół godziny temu, jak wybiegał ze szkolnego budynku. Nic nie mówiąc podążał za nią. Japonka także nie miała zamiaru poprowadzić rozmowy. Po prostu szli w ciszy, aż dotarli pod jej mieszkanie.
                To już drugi dzień pobytu w szpitalu. Ten czas dla Yu Ri jest niczym wieczność. Od rana nic nie robiła. W końcu podniosła się na nogi, by rozprostować kości i przejść się po korytarzu. Wtedy zobaczyła telefon stacjonarny, który wisiał tu za drzwiami i uświadomiła sobie, że od wczoraj nie miała kontaktu ze swoim bratem.  *musi się martwić i mnie szukać, jak mogłam o nim zapomnieć?!* Szybko podniosła słuchawkę i wykręciła domowy numer. Jeden sygnał, dwa sygnały, trzy sygnały… i nic. *pewnie wyszedł* Zrezygnowana dzierlatka zmierzała już w stronę swojej sali, gdy ktoś ją zawołał.
- Yuuuuu! – krzyknął Jin, biegnąc ku niej z prędkością światła.
- Jin-ie! Co tu robisz? – spytała zdziwiona, ale jednocześnie szczęśliwa dziewczyna.
- Jak to co? Przyszedłem cię odwiedzić! Nawet nie wiesz jak się martwiłem! Dlaczego nie uważałaś?! – z oczu zaczęły mu lecieć łzy.
- Przepraszam! Powinnam była od razu zadzwonić! – przytuliła go i otarła mu twarz swoim rękawem. – ale jak się o mnie dowiedziałeś?
- Aaa… twój chłopak do mnie przyszedł i wszystko mi opowiedział.
- Aaa… CO? Ja nie mam chłopaka!
- Mówił, że jest twoim chłopakiem.
- I co? Tak po prostu to mówisz? Wgl się nie przejmujesz tym, że twoja jedyna siostra „ma chłopaka”?
- Gość wyglądał i brzmiał całkiem w porządku.
- Nie wierzę, że jesteś moim starszym bratem, ech… Wiedz jednak, że to nie jest mój chłopak.
- Peeeeewniee ~ - przytaknął z zadziorną miną, po czym poszli razem do sali.
                Dwie godziny później Seok Jin musiał opuścić szpital, by udać się do pracy. Zostawił więc swoją siostrzyczkę pod opieką pielęgniarek i wyszedł. Kilka minut po jego wyjściu, w drzwiach pomieszczenia pojawił się „chłopak” dziewczyny.

- Cześć, jak się czujesz? – dopytywał zmartwiony.
- A jak mam się czuć? Mam złamaną rękę, boli mnie – odpowiedziała ozięble pacjentka.
- A no tak… - na jego twarzy pojawiło się zakłopotanie. Prawą dłonią dotknął się w tył głowy, a potem usiadł na krześle koło szpitalnego łóżka, na którym leżała Yu Ri. – Przepraszam.
- Dobrze, a teraz tłumacz się. Od kiedy niby jesteś moim chłopakiem?
- To… zabawna historia… PRZEPRASZAM x5
- Dobra, tylko nikomu już nie opowiadaj takich głupot, jasne? Nie mogę się gniewać, bo mimo że to przez ciebie jestem w takim stanie, to zabrałeś mnie do szpitala, a nie zignorowałeś. A teraz powiedz… wiesz kiedy mogę stąd wyjść?
- Teraz. Ubierz się i wychodzimy. Czekam na dole – powiedział i wyszedł, nie dając dzierlatce czasu na żadną reakcję.
- A…ha…

                

niedziela, 22 marca 2015

wątek 4 - rodział 12#



-Czemu wracasz sama do domu o tej porze? – przerwał w końcu cisze U-kwon.
-A czemu mnie śledziłeś?
-Wcale nie.. Po prostu.. Szedłem za tobą.
-TO PRAWIE TO SAMO!
-„I don’t know, I don’t know, I don’t know but I’M HOT, HOOT!”
-…Weź się odsuń może lepiej – powiedziała z lekką pogardą w głosie patrząc na niego, jak na debila.
Chłopak w odpowiedzi jedynie wybuchł śmiechem. Dosłownie kłaniał się ze śmiechu.
-Tak właściwie.. To daleko jeszcze do twojego domu? – spytał po jakimś czasie.
-Nie, jeszcze jakieś 10 minut drogi.
Znowu szli w ciszy. Weszli w jakiś ciemny zaułek. Nagle ktoś złapał Xiunię za rękę i powiedział znajomym jej głosem:
-Kurde, nic nie widzę. Yookwon?
Minxiu wrzasnęła. Wyrwała się z uścisku kogoś, o kim sądziła, że jest TOPem i potraktowała go paralizatorem.
-Coś ty zrobiła?! – krzyknął U-kwon i oświetlił latarką swojego kolegę z zespołu, który leżał półprzytomny na ziemi.
-Ja.. Przepraszam, byłam przekonana, że to TOP! – zaczęła się tłumaczyć dziewczyna.
-Co?! Dobra, chodź. Musimy go gdzieś przenieść.
P.O ocknął się na ławce. Cała 3 siedziała teraz w oświetlonym parku.
-Ała.. – jęknął i złapał się za głowę. – Co się stało?
-Oberwałeś paralizatorem – odparł mu U-kwon, a Xiunia tylko odwróciła wzrok.
-Co.. ale ja nic nie zrobiłem! – oburzył się chłopak i spojrzał w stronę Park Minxiu.
-Jak to nic?! Kto normalny łapie nieznajomych za rękę w jakimś ciemnym zaułku?! I to jeszcze z takim głosem..
-Myślałem, że to Yookwon.. Ale chwila, co jest nie tak z moim głosem?
-Bo.. Bo ty brzmisz zupełnie jak TOP.
Chłopcy spojrzeli na siebie zaskoczeni i zaczęli się śmiać. Xiunia speszona spytała ich, o co im chodzi.
-Nie nie, to nic – odparł U-kwon ciągle się śmiejąc.
-Ale powiedz… - odezwał się Jihoon. – Co takie zrobił ci Seunghyun, że na powitanie traktujesz go paralizatorem?
-…że niby kto?
-ŻE TOP. ON MA IMIĘ – powiedział nieźle zaskoczony niewiedzą dzierlatki U-kwon.
-A! Sory, jakoś mnie to nie interesowało nigdy wcześniej…
Koledzy z zespołu chcieli chyba jeszcze to skomentować, ale przerwało im donośne WOW. FANTASTIC BABY! Xiunia wyciągnęła komórkę i odebrała.
-Chwila… Nie znosi TOPa, ale lubi Big Bang? – spytał Pyo.
-Może nie wie, że tam jest… - odparł Yookwon.
W tym czasie Xiunia przeprowadzała rozmowę ze swoją współlokatorką, która łaskawie postanowiła W KOŃCU oddzwonić. W dodatku zrobiła to, aby pospieszyć swoją przyjaciółkę, bo jest w domu jakiś „problem”. Rozłączyła się.
-Ech.. – westchnęła dziewczyna i odwróciła się w stronę nowopoznanych (kolejnych) idoli. – Muszę już iść. Jeszcze raz przepraszam.
-Poczekaj! Odprowadzimy cię! – zaproponował U-kwon.
Ruszyli w stronę mieszkania dzierlatki.

***
-Co to za kompletny brak wychowania.. – szeptała do siebie wkurzona Natasha i chodziła po domu od ściany do ściany.
Wejściowe drzwi się otworzyły. Do mieszkania wkroczyła Park Minxiu. Spojrzała wyczekująco na koleżankę.
-A więc? Co to za problem?
-Jeśli mam być szczera, to dwa problemy. A nazywają się Jeon Jeongguk oraz Min Yoongi. I właśnie smacznie sobie śpią w naszych łóżkach.
-…co?
-A w dodatku opróżnili nam lodówkę.
-…co?
-I obawiam się, że niedługo opróżnią nam portfele. Kiedy wróciłam, wszystkie światła w domu były zapalone.
-CO?!
-No.
-Zaraz zginą.
-Chcesz ich zabić podczas snu?
-Nie. Najpierw ich obudzę.
-No więc.. To nie takie proste..
Ale Xiunia już nie słuchała. Ruszyła do swojego pokoju i stanęła nad Jungkookiem. Z początku miała zamiar na niego wrzasnąć, albo zwalić z łóżka czy coś, ale.. nie mogła. Tak słodko spał! Zamiast tego przykucnęła obok łóżka i złapała go za policzki, a potem zaczęła nimi tarmosić, niczym babcia swojego 8-letniego wnuczka. Chłopak szybko otworzył oczy i złapał Minxiu za ręce.
-Co ty wyrabiasz? – spytał zdezorientowany.
-Budzę cię. A teraz wypad z mojego łóżka – uśmiechnęła się szeroko. Ich rozmowę przerwał jednak oburzony głos Natashy.
-ŻE CO?! – wydarła się tak, że było ją słychać w sąsiednim pokoju. Xiunia weszła do jej sypialni.
Nat patrzyła z niedowierzeniem na rozbawionego prawie do łez Sugę.
-Co jest? – spytała tęczowo włosa.
-Weź go ode mnie, bo chyba mu coś zaraz zrobię – powiedziała jej koleżanka z wyraźnym oburzeniem w głosie.
-Przesadzasz! – skomentował chłopak nadal się śmiejąc.
-On stwierdził, że nigdzie się nie rusza, a w moim łóżku jest wystarczająco miejsca dla dwóch osób – poskarżyła się blondynka.
-W sumie to ma rację, łóżko jest spore…
-XIUNIA. NIE DENERWUJ MNIE, JA CIĘ PROSZĘ. Idę jutro do pracy, nie będę się w to bawić!
-Ok ok – zaczęła się śmiać. – Załatwcie to między sobą.
Po tych słowach wyszła, zostawiając ich samych.
-To jak? – spytał Suga dziewczynę.
-Jesteś głupi! – stwierdziła Nat z wyrzutem. – Albo.. albo pijany. Chwila, czy wy coś piliście?!
-Nie! – zaprotestował chłopak. – O co ty nas oskarżasz? Przestań, bo się obrażę.
-SIĘ PRZEJĘŁAM – odparła sarkastycznie. Była już zmęczona i śpiąca.
-…nie lubisz mnie – wywnioskował Suga.
-..co? Ejże chwila, bez takich! To nie o to chodziło! – zaczęła się tłumaczyć blondynka, ale on nie chciał słuchać. Upierał się, że go wręcz nie znosi. W końcu skończyło się na tym, że dziewczyna była zmuszona położyć się po prostu spać na podłodze i udawać, ze ta rozmowa nie miała miejsca, a spanie na ziemi jest zdrowe dla kręgosłupa.
W tym samym czasie Xiunia wróciła do swojego pokoju, w którym znowu zastała leżącego gościa. Podeszła do niego i dźgnęła go w policzek.
-Śpisz?
-Tak – odparł i otworzył oczy. – Słuchaj, co ty masz z tym dotykaniem mojej twarzy?
-Nie twarzy! To tylko policzki!
-..okej. Co masz z dotykaniem moich policzków?
-Bo... Bo one są takie fajne – zaśmiała się niepewnie dziewczyna. Jungkook usiadł i uważnie jej się przyjrzał.
-Czy to był komplement? – spytał w końcu.
-Sądzę, że tak.
Obydwoje zaczęli się śmiać. Rozmawiali jeszcze jakiś czas. W końcu poszli spać. Jungkook położył się na podłodze, a Minxiu spała na łóżku.
***
Następnego dnia dziewczyny obudziły się same. Chłopacy z BTS zostawili im wiadomość, że od rana mieli próbę i nie chcieli ich budzić. Była godzina 9:00. Obie siedziały w kuchni i jadły śniadanie z jakichś resztek znalezionych w lodówce.
-Trzeba pójść na zakupy – westchnęła Xiunia.
-O nie! Kogo spotkamy tym razem? Block B? – zażartowała Nat, ale nagle spostrzegła, że przyjaciółka dziwnie na nią patrzy. – Co jest?
-Bo widzisz… Ja wczoraj.. Spotkałam U-kwona i P.O…
-…Żartujesz? KIEDY?
-Po tym jak ZOSTAWILIŚCIE MNIE SAMĄ. W ogóle to pomyliłam P.O z… - nagle urwała i zaczęła się rozglądać.
-Co znowu? Z kim go… - przerwała nagle i sama zerwała się z krzesła. – GDZIE TOP?!
-NO WŁAŚNIE?! – zawtórowała jej przyjaciółka.
2-metrowa, pomalowana przez nie podobizna TOPa zniknęła. Dosłownie.
-Myślisz, ze Yoongi i Jungkook…
-Nie sądzę – przerwała jej Nat. – Po co by mieli to robić? Ale… Tak w sumie… Kto nam to przysłał?
Cisza. Tak, wcześniej o tym nawet nie pomyślały. Przyps. Dziewczyny już miały zamiar zacząć nad tym dyskutować, gdy nagle jakiś odgłos wybił im ten pomysł z głów. Kichnięcie. Ale bynajmniej nie żadnej z nich. Miały bardzo dobry słuch, toteż od razu ruszyły w stronę pokoju Natashy, a Xiunia po drodze wyjęła paralizator. Weszły pewnym siebie krokiem do pomieszczenia. Stały przez chwilę w ciszy.
-Wychodź – powiedziała w końcu Minxiu.
Właśnie wtedy spod łóżka dzierlatki wysunęła się niewielka i drobna postać. Dziewczyna o blond włosach trochę ciemniejszych niż właścicielki tego pokoju. Wstała i spojrzała na nie hardo.
-Kim jesteś? – spytała w końcu Nat. – To ty przysłałaś nam ten… no, karton?
-Tak, to moja sprawka. Nazywam się Earl.
-Czy to nie jest męskie imię..? – spytała niepewnie Xiunia.
-Może i tak.
-Ale… Po jaką cholerę tu przyszłaś i się ukrywałaś? I JAK TU W OGÓLE  WESZŁAŚ?
-Przez okno – odparła obojętnie. – Widziałam raz, jak robił to Seunghyun. Jestem jego fanką i chciałam sprawdzić, kogo odwiedza….
-Saseng – skomentowały równocześnie dziewczyny.
-Nie prawda! – zaprotestowała. – Jestem jego przyszłą dziewczyną.
-Skoro tak twierdzisz…  - odparła lekko przerażona jej zachowaniem Xiunia.
-Ale co zrobiłaś z kartonem? – dodała Natasha.
-Wsadziłam do szafy.
-…której?
-Tej w salonie.
Dziewczyny spojrzały na siebie wystraszone.
-To się exo zdziwią… - skomentowała w końcu Nat.
-Niewątpliwie…
Earl w tym czasie się tylko im przyglądała. W końcu zabrała głos:
-Wiecie… Siedzę tutaj od wczoraj i obiło mi się o uszy coś o pracy..
-O cholera! – krzyknęła blondynka. – Spóźnię się!
***
Natasha pracowała w niewielkim przydrożnym barze. Jej płaca nie była może i wysoka, ale dziewczyna miała swoje sposoby. Cóż, jakby nie patrzeć kpopowi idole uwielbiali jadać w takich miejscach. Oczywiście, jak to bywało z jej szczęściem, zawsze były to akurat gwiazdy, które jej nie interesowały. Ale no cóż, nie można było zmarnować takiej okazji.. Natasha więc w takiej sytuacji podchodziła i zbierała od kogo się dało autografy, które później sprzedawała na Ebayu. Dzisiaj jednak nie zapowiadało się na dodatkowy zarobek. Dochodziła już godzina 13. Nagle zaskrzypiały drzwi i do środka weszło dwóch chłopaków, których Nat skądś kojarzyła. Tylko skąd… No tak! 24k! Przy stole usiedli Daeil i Hui. Jak na kulturalnych ludzi przystało, złożyli zamówienie koleżance z pracy Nat. Poprosili o dwie porcje kurczaków przeznaczonych w sumie dla 6 osób (gdzie oni to mieszczą?) i dwa piwa. Od kiedy to idole piją w miejscach publicznych? Kto to takie rzeczy widział…
W barze siedzieli już dobre 3 godziny, a ich główną rozrywką było picie. Wyglądało na to, że mieli jakiś gorszy dzień i chcieli się w końcu rozerwać. Siedzieli tak i śpiewali swoje piosenki. Gdy padło na „Hurry up” trochę zmienili tekst..
- oo-oh-oh uh-oh! bballiwa, bballiwa, bbaliwa bballiwa girl! – zaczął Hui.
-PIWA! – wydarł się nagle Daeil i oboje wybuchli śmiechem.
Natasha siedziała i bardzo uważnie im się przyglądała. To nie było coś normalnego. Bynajmniej nie było to zachowanie, jakie przystoi gwiazdom koreańskim.
-PIWA! PIWA! PIWA PIWA GIRL! – śpiewali dalej i patrzyli w jej stronę.
-Na co czekasz? Idź i im podaj, o co proszą – upomniała blondynkę jej szefowa.
-Oszalała pani? Są całkowicie pijani – oburzyła się dziewczyna.
-I bogaci – skomentowała tylko i sama ruszyła w ich kierunku niosąc zamówienie.
Natasha nie skomentowała tego na głos, bo zwyczajnie nie mogła. Jej zmiana się kończyła, więc tylko odetchnęła i zaczęła się zbierać. Wtedy ta uciążliwa baba znowu do niej podeszła i odezwała się głosem pełnym pretensji:
-Co ty wyrabiasz? Zabierz ich stąd.
-Że słucham?!
-Nie mogę ich tutaj przecież zostawić, a zamykam dzisiaj wcześniej.
Po tych słowach zostawiła dziewczynę sam na sam z upitymi do granic możliwości chłopakami. Nat zrezygnowana ruszyła w ich stronę. Daeil spał, a jego kolega z kolei śmiał się w głos.
-Ciekawe, czy mogłabym stąd odejść i chodzić na zakupy przez szafę do lodówki exo… - mruknęła do siebie i zaczęła potrząsać śpiącym chłopakiem. Obudził się i zaczął rozglądać zdezorientowany po pomieszczeniu. Dzierlatka pomogła im się ubrać i zadzwoniła po taksówkę. Co miała z nimi zrobić? Nie znała nawet adresu ich wytwórni, nie mówiąc o domu. Napisała więc do Xiuni, żeby wyszła przed dom, bo będą miały gości. Ale nieprzytomnych.

--------------------------------------------------------------------------------------------

GUESS WHO'S BACK?
nie mam życia w liceum, nie mam czasu na bloga, nic mi się nie chce, ale w sumie wszystko lepsze niż nauka hehe..... ostatnio taki odzew na naszym fanpagu, że aż dodaję rozdział~
to, ze pewnie nikt go nie przeczyta to już inna sprawa........ c':
~natashiix


niedziela, 1 lutego 2015

wątek 5 - rozdział 3#

                Rozdział 3# - Szczęście w nieszczęściu


              Po zakończonych lekcjach Yu Ri wstała, powoli spakowała rzeczy do torby i wyszła z klasy. Szła ostrożnym krokiem wzdłuż korytarza, gdy nagle ktoś ją popchnął. Siwowłosy młodzieniec był już daleko przed nią. Nie przejął się zbytnio tym, że przez niego dziewczyna upadła na zimną posadzkę. Dodatkowo, jej łokieć uległ uszkodzeniu. Na całej jego powierzchni momentalnie pojawił się krwistoczerwony siniak. Chwilowo nie czuła bólu, ale kiedy podniosła się na nogi, jej mózg akurat przekazał impulsy, które pozwoliły jej odczuć skutek upadku, do odpowiedniej części ciała. Nie potrafiła ruszyć się z miejsca, była całkowicie sparaliżowana. W  końcu otworzyła usta jakby chciała krzyknąć, ale nie wydała z siebie żadnego dźwięk. Trwała tak w bezruchu, aż upadła ponownie. Ból ją pokonał
            Kilka godzin później brązowowłosa uczennica, ze złamaną ręką, ocknęła się w niewielkim pomieszczeniu szpitalnym. Nie była to standardowa sala. Ściany zamiast kolorem białym, pokryte były jasnym, pastelowym różem. Szerokość łóżka także przekraczała tą stałą, które znajdowały się na zwykłych oddziałach. Na stoliku po prawej stronie stał wielki bukiet szarych róż, a obok nich leżała kartka. Dziewczyna podniosła się i podeszła do nietypowo ubarwionych kwiatów, a następnie nachyliła się, by je powąchać. Róże musiały być perfumowane, bo pachniały bardzo słodko, niczym landrynki owocowe. Ri wzięła do ręki prostokątną wiadomość i zaczęła czytać na głos, ściszonym tonem: „Przepraszam, że przeze mnie upadłaś. Mam nadzieję, że szybko ci się polepszy. Zapłaciłem za leczenie, nie martw się. Do zobaczenia niedługo.”
             Akihiko siedziała na ławce przed szkołą rozmyślając o wczorajszych wydarzeniach. Nadal nie mogła uwierzyć, że ktokolwiek przy czymkolwiek jej pomógł. Była w takim szoku, że nie usłyszała dzwonka obwieszczającego początek pierwszej lekcji. Nawet krzyki dzieciaków pośpiesznie zmierzających w stronę odpowiednich sali nie wyciągnął Japonki z zadumy. W dalszym ciągu spoglądała na niebo z wzrokiem pełnym nadziei. Nadziei na to, że może życie w tej szkole chociaż trochę się polepszy i stanie się lżejsze, łatwiejsze… W pewnym momencie rozbudziła się. Uświadomiła sobie, że nie podziękowała nieznajomemu za pomoc. Szybko więc podniosła się i ruszyła na poszukiwania swojego wybawcy. Po kolei zaglądała przez szyby każdej klasy, wypatrując barwnej czupryny. Przeszukała nawet piwnicę. Ze względu na wielkość budynku zajęło jej to kilka godzin i nie przyniosło żadnego efektu. Nigdzie go nie było. Powoli traciła wiarę, że odnajdzie swego wybawiciela. W końcu w jej głowie pojawiły się rozmyślenia na temat miejsc, których jeszcze nie odwiedziła. No tak… DACH. Wbiegła po schodach na najwyższe pięto i z impetem otworzyła drzwi prowadzące na taras. Szczęście pojawiło się w oczach dziewczyny, ale tylko na chwilę. Tu też nie było po nim śladu.
                Lekko już zrezygnowana Japonka, przeszła jeszcze po dachu z ostatnimi okruchami nadziei w sercu, że może jej bohater będzie się ukrywał w schowku na miotły po drugiej jego stronie. Podeszła do niewiele od niej wyższego otworu zasłoniętego przez kruczoczarną, z lekka wypłowiałą, zasłonę, znajdującego się w betonowej budce o wymiarach 2mx2mx2m. Niepewnym ruchem ręki odsunęła materiał na bok. Gdy słońce oświetliło środek ciemnej komórki, ujrzała męską sylwetkę. Chwilę później ktoś gwałtownie wciągnął ją do wnętrza schowka i ponownie zasłonił wejście.
          *Nikt nie ma takiego szczęścia jak ja* - to główna myśl krążąca po głowie, niedawno umierającej, Jung Ji Rin. Teraz, gdy była świadoma, że nic jej już nie grozi, wiedziała, że musi coś zrobić ze swoim życiem. Nie można przecież marnować takiej szansy. Szansy, która na pewno nie pojawiła się bez powodu. To właśnie pragnęła odkryć dziewczyna. Powód, dla którego żyje. Przecież musi jakiś być. Na tę jednak chwilę zdecydowała się odłożyć poszukiwania na bok i pójść na spacer, wykorzystać całą energię, która wypełniła jej ciało, gdy choroba zaczęła znikać. Przeciągnęła się więc na łóżku, odetchnąwszy przy tym tak, jakby pierwszy raz miała tlen w płucach. Teraz kąciki jej ust były nieprzerwanie skierowane ku górze. Ktokolwiek zobaczyłby ten uśmiech, mógłby pomyśleć, że tak właśnie wygląda najszczęśliwszy człowiek na świecie. Człowiek, który ma już wszystko i niczego więcej nie potrzebuje. Później powstała na równe nogi i kilka razy energicznie podskoczyła. Tak dawno tego nie robiła… Tak dawno, że przez chwilę zastanawiała się, czy pamięta jak to robić. Na szczęście nie zapomniała. Wreszcie przeszła kilka metrów w poprzek pokoju, by u kresu tej ścieżki dotrzeć do drzwi. Pewną ręką chwyciła za zardzewiałą, przestarzałą klamkę. Nacisnęła ją i przyciągnęła do siebie. Jej włosy rozwiał delikatny wietrzyk z zewnątrz. Wyczuła wilgoć w atmosferze. *Prawdopodobnie w nocy padało*- pomyślała. Przyszedł czas na pierwszy długi marsz, po tak ogromnej przerwie. Przed wyjściem Ji Rin zrobiła jeszcze kilka przysiadów. Opuściwszy teren mieszkania, skręciła w lewo, by opuścić gąszcz szarego zabudowania. Wolnym tempem zmierzała przed siebie. W końcu trafiła na mały, zielony placyk, który można by było nazwać parkiem. Prawdopodobnie nie był on odwiedzany przez nikogo od dłuższego czasu. Dzierlatce nie przeszkadzał jednak brak towarzystwa. W ten sposób mogła się w spokoju zrelaksować i pomyśleć o planach na przyszłość. Wypadałoby w najbliższym czasie wrócić do szkoły…
                Ach, szkoła… Ji Rin zawsze jej nienawidziła, lecz teraz, po tak długiej przerwie, zaczęła tęsknić. Tęsknić za mało inteligentnymi znajomimy, pozdzieranymi, burymi ścianami, ledwo słyszalnymi dzwonkami, brakiem równouprawnienia, znajomych i ławkami z „pięknym” graffiti, zrobionym własnoręcznie przez uczniów. Choć ta instytucja posiada w sobie wiele negatywnej energii, to jest miejsce, gdzie młoda Azjatka może znaleźć nowy początek. Kto wie? Może uda jej się znaleźć jakąś przyjaciółkę, a może nawet chłopaka? Wszystko jest możliwe. Ktoś z tej całej ferajny, którą pamięta musi być w miarę cywilizowany.

niedziela, 4 stycznia 2015

wątek 6 - rozdział 2#


Przyjaciółki niemal równocześnie obróciły się w stronę, z której dochodził męski głos. Była godzina 23, panowała ciemność, a pod mostem nikt raczej nie ustawił lamp, aby oświetlały drogę mało rozważnym studentkom. Właściwie stała tam tylko jedna, nie paliła się jednak odkąd Xiunia sięgała pamięcią. Dziewczyny były w stanie dostrzec tylko ciemną postać, która powoli się do nich zbliżała. Obie stały jak sparaliżowane. Nie dlatego, że czuły się zagrożone, bo jakiś nieznajomy mężczyzna szedł w ich stronę. Powód był zupełnie inny. Chodziło o to, że doskonale rozpoznawały ten głos.
-Miło usłyszeć swoją piosenkę podczas spaceru, śpiewaną w dodatku tak dobrze.

Natasha tylko wytrzeszczyła oczy i dziękowała w duchu, że w tych ciemnościach nie widać jej twarzy. Miała zamiar odpowiedzieć, ale tak jak nigdy zaczęła się bać, że pomyli się i palnie po koreańsku coś głupiego. Minxiu z kolei nie była w stanie uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Od urodzenia mieszkała w Seulu, nigdy jednak nie miała okazji spotkać na ulicy kogoś sławnego i już dawno przyzwyczaiła się do swojego pecha. Dlatego też zapanowała bardzo niezręczna cisza. Dziewczyny słyszały tylko bicie własnych serc (które odbywało się zdecydowanie za szybko) oraz cichy odgłos kroków. Obie czekały, co stanie się dalej, a cisza trwała jakby nieskończoność. I nagle wydarzyło się coś, czego żadna z nich kompletnie się nie spodziewała. Lampa znajdująca się tuż za nimi kilka razy zabrzęczała i rzuciła słabe światło na dzierlatki. Natasha lekko się wzdrygnęła. Teraz nie tylko było je widać. One również mogły wyraźnie zobaczyć Junhyunga, który znajdował się zaledwie półtora metra od nich. Chłopak zatrzymał się równie zaskoczony co dzierlatki. Jego wzrok najpierw padł na Xiunię, która teraz zaczęła odchrząkiwać i nerwowo się uśmiechać.  Dopiero po chwili spojrzał na jej przyjaciółkę i od razu nawiązał z nią kontakt wzrokowy. Nat nie miała pojęcia, co zrobić i mimo szczerych chęci nie potrafiła odwrócić wzroku. Stali tak w ciszy przez minutę, która zdawała się trwać całą noc. W końcu Junhyung zamrugał kilka razy zdezorientowany i zwrócił się do Minxiu.
-Czy twoja koleżanka mówi po koreańsku?
Natasha uśmiechnęła się ledwo widocznie pod nosem. No tak, pomyślała, to dlatego tak na mnie patrzył. O czym ja właściwie myślałam? Chodziło mu o moje niebieskie, nie-skośne oczy. To logiczne.
-Tak, nie ma  tym większych problemów – odparła w końcu Xiunia, przerywając w ten sposób rozmyślenia przyjaciółki. Jej głos był całkowicie wyprany z emocji. Była w ogromnym szoku i starała się tego nie pokazywać, czego wynikiem był jej ton.
Chłopak jednak zdawał się tego nie zauważać. Uśmiechnął się do dziewczyn, próbując je ośmielić, co dało całkowicie odwrotny efekt, bowiem dzierlatkom odebrało mowę już doszczętnie.
-Oh, zapomniałbym! Yong Junhyung, miło mi.
Natasha spojrzała na rękę wyciągniętą w jej stronę, jakby pierwszy raz w życiu doświadczyła czegoś takiego. W porę jednak się otrząsnęła i podała chłopakowi swoją dłoń.
-Natasha – odezwała się cicho, a w jej głowie zabrzmiało to tak, jakby mówił to ktoś z bardzo daleka. I bynajmniej nie była to ona.
Junhyung uścisnął ją lekko i zwrócił się w stronę Koreanki. Xiunia odzyskała już pełnię świadomości, poradziła sobie z tym zadaniem więc lepiej od koleżanki. Wszystko robiła bardzo naturalnie, jakby wcześniejsze zachowanie było wywołane chwilowym szokiem.
-Co robicie tutaj same o tej godzinie? – spytał po zapoznaniu się z obiema studentkami.
-Czy zwiedzanie Seulu nocą jest dziwne? – odparła żartobliwie ciemnowłosa.

środa, 31 grudnia 2014

wątek 6 - rozdział 1#

Witajcie kochani, a oto noworoczna niespodzianka! Xiunia nakłoniła mnie do rozpoczęcia własnego wątku~. Więc oto i on, wątek 6! Od razu ostrzegam, że to będzie jedna wielka tragedia, ale może komuś się spodoba lel. Tak czy inaczej zapraszam do czytania, no i szczęśliwego nowego roku!! ^^
~natashiix
_______________________________________________


Korea Południowa, Seul

-Więc, kto idzie na zakupy? – spytała Park Minxiu wymownie spoglądając na swoją jasnowłosą przyjaciółkę.
-Jasne, bardzo chętnie. Gdybym chociaż wiedziała, gdzie znajduje się sklep – odparła ironicznie Natasha.
-To fakt, żadna z nas nie może iść Xiunia. Jesteśmy pierwszy raz w Korei – wtrąciła Vanessa.


Dziewczyny siedziały w niewielkim salonie. Na lawendowych ścianach wisiały obrazy o różnorakiej tematyce, wszystkie jednak zostały wykonane przez tę samą osobę. Natasha czuła się nieco skrępowana faktem, iż gdzie nie spojrzy widzi swoje wytwory, z drugiej jednak strony było jej bardzo miło. Szczupła blondynka na co dzień studiowała astronomię na polskiej uczelni. Jednak szczerze powiedziawszy nie interesowało jej to zbytnio. Poszła na ten kierunek ze względu przede wszystkim na rodziców. Poza tym, z tym wyborem pozwoliła jej się pogodzić perspektywa dobrze płatnej pracy w przyszłości. Jednak jej prawdziwą pasją była sztuka w każdym tego słowa znaczeniu. Uwielbiała malować, rysować, pisać, czytać, śpiewać, grać na najróżniejszych instrumentach,  podróżować i poznawać ludzi z różnych zakątków świata. Był to główny powód, dla którego jako pierwsza zaprzyjaźniła się z Park Minxiu – Koreanką z wymiany. Przyjechała do Polski dwa lata temu i spotkała się z niezbyt przyjemnym powitaniem ze strony studentów.  Była po prostu inna. Niewielkiego wzrostu drobna Azjatka o kruczoczarnych włosach do łopatek i grzywką zasłaniającą niezbyt wysokie czoło ciągle przesiadywała sama na korytarzach w przerwach pomiędzy zajęciami, które trwały czasami nawet godzinę. Dziewczyna kompletnie nie znała tego miasta, a do mieszkania, które wynajmowała, miała godzinę drogi. Studiowała muzykologię, niezbyt popularny kierunek ze względu na fakt, że trudno znaleźć po nim pracę. Mimo wszystko Natasha podświadomie czuła, że odpowiadałby jej on o wiele bardziej niż astronomia. Być może był to kolejny powód, dla którego pewnego dnia podeszła do nieznajomej i pomimo jej ogromnego lęku przed rozmową z obcymi, odezwała się do niej:
-Jakim cudem jesteś w stanie siedzieć tak w jednym miejscu przez bitą godzinę i nic nie robić?

niedziela, 28 grudnia 2014

wątek 4 - rozdział 11#

            Następnego ranka Natashę obudził krzyk Xiuni. Nie zainteresowało ją to za bardzo, więc położyła się dalej spać. Obudziła się za kolejne trzy godziny. Wcześniej myślała, że jej przyjaciółce śnił się koszmar, ale to chyba nie to, bo nie było jej już w domu. Wykręciła, więc jej numer. Odebrała zdyszana Park Min Xiu.
-Hej Nat! Gdzie jesteś?
-Co? Gdzie TY jesteś?
-Pobiegłam do sklepu
-A okej. Czemu rano krzyczałaś?
-Wystraszyłam się… z resztą zobaczysz jak wejdziesz do salonu.
Zaciekawiona blondynka poszła sprawdzić o co chodzi. Gdy to zobaczyła, przestała się dziwić, że Xiu krzyczała. Na środku stała dwumetrowa kartonowa podobizna TOP’a.
-O cholera! Co to ma być ?!
Teraz ze sklepu wróciła tęczowo włosa.
-No heeej! A tobie jak się podoba? – przywitała ją współlokatorka.
-Co to tu robi?
-Przyszło rano pocztą. Myślałam, żeby to jakoś fajnie ozdobić – rzekła wyjmując marker z plastikowej reklamówki, którą trzymała w ręku.
            Po kilku chwilach TOP miał już wąsy, makijaż i całkiem stylową sukienkę. Dziewczyny podziwiały swoje dzieło przez ponad pół godziny, śmiejąc się przy tym bardzo głośno. Potem przerwał im dzwonek do drzwi. Byli to Jung Kook i Suga. Skąd znali ich adres?
-Hej! – powiedzieli w harmonii.
-Hej, co tu robicie? – odpowiedziała Nat.
-Przyszliśmy was odwiedzić. Macie trochę czasu?
-Pewnie, wchodźcie – odpowiedziała Park.
Usiedli sobie na kanapie przy stole. Xiunia zaparzyła herbatę i podała upieczone przez nią ciasto. Jedząc, siedzieli w ciszy. W pewnym momencie usłyszeli śmiech, chociaż żadne z nich się nawet nie uśmiechało w tej chwili. Dzierlatka o nienagannym słuchu, której włosy nie miały już takich wyrazistych kolorów jak wcześniej, od razu wstała i ruszyła w stronę przedpokoju. Gestem palca uciszyła towarzystwo i przyłożyła ucho do stojącej w tamtym miejscu szafy. Po upływie około dziesięciu sekund, szybkim ruchem ręki odsunęła drzwiczki mebla. Wypadły z niego dwie chichoczące istoty... Całkowicie rozbawiony Kai i Taemin, który powstrzymywał śmiech, jednocześnie zasłaniając usta koledze.
-Przepraszam, ale co wy robiliście w naszej szafie?- spytała miłym tonem ta, która ich zdemaskowała.
-No ten... – zaczął członek EXO. – Przyszliśmy zobaczyć jak mieszkacie.
-Czy któraś z nas wam otwierała? Jakoś sobie nie przypominam. Poza tym... On nas nawet nie zna! – wskazała na rudowłosego.
-O! Właśnie! On chciał was poznać! – powiedział, jakby to była wymyślona na poczekaniu wymówka.

sobota, 15 listopada 2014

wątek 5 - rozdział 2#

Rozdział 2# - Przekleństwa codzienności


Kolejny dzień pełen przekleństw. Można by pomyśleć, że to się już nigdy nie zmieni. Prawdopodobnie tak będzie, ale w sumie ona zaczęła się przyzwyczajać. To nie jest nic nadzwyczajnego. Gwałtowne, mocne popchnięcie i Akihiko ląduje na podłodze. Zimnej posadzce damskiej toalety, rzadko uczęszczanej ze względu na unoszący się tam odór palonego tytoniu i zaschniętej krwi. Nie jest łatwo domyć pozostałości po rubinowym płynie z żył nastoletniej samobójczyni, zwłaszcza nie dokładając do tego najmniejszych starań. Dyrekcja nie dba o takie szczegóły. W końcu to nie jest płatna placówka. Kilka groszy potrafiłoby załatwić wiele spraw w tym środowisku. Wystarczy pomachać nauczycielowi przed nosem kilkoma banknotami i promocję do następnej klasy masz gwarantowaną. Nikt i tak tego nie robi, bo pieniądze są bardziej potrzebne. Nishimura przestała nosić przy sobie drobne, by nie ulegać kradzieżom. Zamiast tego ma lekkie (i cięższe) obrażenia, ale stać ją na chleb. "Dziś" wychodzi nieco poza codzienne schematy. Dziewczyna chwiejnie i z lekkim drżeniem podniosła się, stanęła mocno na nogach i odczekała chwilę, by całkowicie złapać równowagę. Prawie się udało, ale lekkie zachwianie sprawiło, że zaczęła powracać do poprzedniej pozycji. Jednak coś ją przed tym uchroniło, a raczej ktoś. Zadbany, wysoki chłopak o pomarańczowej czuprynie wyciągnął ją z pomieszczenia i wyprowadził na dach budynku. Rzucił krótkie, zaciekawione, ale trudne do rozszyfrowania spojrzenie w jej stronę i wycofał się do szkoły. Nie mogła w to uwierzyć. Ktoś jej pomógł...


Już pora wyjść. Yu Ri ubrała białą koszulę i okryła ją marynarką. Wcześniej na nogi wsunęła granatową spódnicę w białą kratę. Delikatnym ruchem pogładziła materiał od góry do dołu, patrząc na niego z dumą. *Chociaż tam muszę się postarać, by nie zmarnować tego co mam*- pomyślała. Pewnym krokiem ruszyła w stronę szkoły. Dzisiaj wyjątkowo miała pozwolenie na przyjście godzinę później. Niełatwo jest radzić sobie w jej wieku. Dostarczanie mleka nie jest zbyt wygodnym zajęciem, ale nic nie da się na to poradzić.  *Będzie lepiej, będzie lepiej...*-powtarzała w myślach aż stanęła u progu klasy. Nikt nie zauważył jej przyjścia. Nikt jej tam właściwie nie znał, nawet jeśli ona znała nazwisko każdego ucznia, który siedział w jej klasie, a także jego zainteresowania. Jest bardzo uważnym słuchaczem, nie chcąc tego zbytnio. Czymś trzeba się zajmować podczas przerwy. Wyjęła ze starej skórzanej torby niewielkie niebieskie pudełeczko, które zostawiła jej mama. Każdego dnia pakowała tam śniadanie... Jeśli można to tak nazwać. Była to jedynie kromka chleba i kartonik mleka. W porównaniu do innych uczniów jej śniadanie wyglądało na więzienne. Cóż poradzić... Nagle coś przykuło uwagę dziewczyny. Biała plamka na dnie znoszonej torby. Z zaciekawienia włożyła tam rękę. Natychmiastowym skutkiem decyzji był krzyk i spadnięcie z krzesła. Mysz w torbie, co?! Zaraz potem z ust chłopaka stojącego w rogu klasy wydobył się donośny śmiech. Nastolatek o jasnej, wręcz platynowej czuprynie zabrał swojego pupila z własności dzierlatki. Z zadziornym uśmiechem pogładził ją po policzku i wrócił na swoje miejsce. Zadzwonił dzwonek na lekcje.


Min Xiu po raz kolejny ubrała swój pogięty fartuch i zaczęła przechadzać się po okolicy w poszukiwaniu pacjentów. Oczywiście miała grupkę stałych "klientów", ale nigdy nie wiadomo czy po drodze nie znajdzie się jakiś bezdomny czy nie potrafiący chodzić człowiek. Nagle zza rogu wyszło dwóch mało przyjaźnie wyglądających panów. Dziewczyna już wiedziała co się święci... Chwyciła skórzaną apteczkę pod pachę i rzuciła się biegiem w lewo. Biegła bardzo szybko, ale gangsterzy wciąż siedzieli jej na ogonie. Gwałtownie skręciła w prawo i weszła do najbliższego mieszkania, którego drzwi były akurat otwarte. Odruchowo zasunęła drzwi na zasuwę i upadła na podłogę z ulgą na twarzy, jednak powstrzymywała oddech, by jej nie usłyszeli. Gdy kroki z zewnątrz ucichły, odetchnęła. Postanowiła rozeznać się w sytuacji, więc wstała i zaczęła się rozglądać. Była w niewielkim, jednopokojowym mieszkanku. Na ścianie wisiał kalendarz i zegar. Przy naprzeciwległej ścianie stało łóżko, a na nim leżała szczupła blondynka. Podeszła bliżej do właścicielki pokoju.
- Hej, przepraszam, że weszłam tu bez pytania - powiedziała cichym głosem na wypadek, gdyby dzierlatka spała. Prawdopodobnie słusznie, bo nie otrzymała odpowiedzi. Jako, że jej lekarski instynkt nie pozwolił na opuszczenie tego miejsca, podeszła jeszcze bliżej, by sprawdzić czy wszystko jest w porządku. Nie spostrzegła ruchów klatki piersiowej, więc szybko odwróciła blondynkę na plecy i rozpoczęła udzielanie pierwszej pomocy. Na początku sprawdziła oddech. Na szczęście mimo jej obaw, dziewczyna oddychała. Ledwo, ale zawsze. Jej oczy były podkrążone jakby nie spała dwa tygodnie albo trapiła ją ciężka choroba. Xiu położyła rękę na czole nieprzytomnej i zamarła na 10 sekund. Już wiedziała co jest nie tak. Wyjęła z apteczki małą buteleczkę z niebieskim płynem, igłę oraz strzykawkę i wstrzyknęła substancję w żyłę swojej nowej pacjentki. Czekając na rozpoczęcie działania leku przysnęła w pozycji siedzącej, w rogu pomieszczenia.
"Czy w końcu umarłam? Czy to jest niebo? Czy może piekło? Jest ciepło... To pewnie piekło. Nieważne..  Już po wszystkim." - myślała Ji Rin, gdy zaczęła się budzić. Otworzywszy oczy, ujrzała światło a zaraz potem białe ściany swego mieszkania. "Nadal żyję..." - nieświadomie szepnęła.

- Tak. Żyjesz - powiedział głos z drugiego końca pomieszczenia.

- Kim jesteś? - lekko przestraszona Ji zaczęła się podnosić.
- Lekarzem. Nieźle się załatwiłaś...
- Po co tu jesteś? Nie potrzebuję lekarza... Już nic przecież nie da się zrobić.
- Masz rację. Tak powinno być, bo Twoja choroba szybko przechodzi w głęboki stan, którego nie da się cofnąć, ale... - Min Xiu zwiesiła wzrok i widać było jej zdziwienie.
- Ale co?
- Ale u Ciebie zatrzymała się na ostatniej wyleczalnej fazie. Chyba Twój organizm potrafi się postawić. Jesteś wyjątkowo wytrzymała. W końcu nadal żyjesz. Powinnaś być martwa od dwóch tygodni, gdyby wszystko szło zgodnie z planem żyjących w Tobie bakterii.
- Cóż za wzruszenie. Żyje dłużej niż powinnam. 
- Tak i pożyjesz nawet dłużej niż normalny człowiek. 
- Co masz na myśli?
- Jeszcze nie wiem dokładnie. Wytłumaczę Ci to kiedy indziej. Muszę pomyśleć i zrobić badania.
- Czekaj... Czyli ja mogę wydobrzeć?
- Nie czujesz się już lepiej? Stoisz bez problemu... I pomocy.
- Masz rację...  Jak to zrobiłaś?
- Podałam Ci pewien lek, który... Jak to powiedzieć.. Ostatnio ugotowałam...
- Co?! Jestem jakimś królikiem doświadczalnym?
- Pomaga, więc.. Nie martw się. Gorzej by być nie mogło. Nikt inny by Ci nie pomógł.
- DZIĘKI. Skąd się tu wgl wzięłaś?
Brunetka zamilkła, by zastanowić się czy powiedzieć prawdę... O tym, że gonili ją faceci z mafii, bo jest zamieszana w parę incydentów i trafiła tu przez przypadek. Ostatecznie postanowiła pominąć kilka mało (wg niej) istotnych faktów.

- Szukałam pacjentów i przez przypadek zobaczyłam przez Twoje okno, że jesteś nieprzytomna.

- Chyba miałam szczęście - lekko się uśmiechnęła, ale jej dusza skakała z radości. Nie rozumiała, jak jej sytuacja mogła tak drastycznie się zmienić. Na nowo miała ochotę się starać.. Teraz pojawiły się możliwości! 
- W takim razie ja już pójdę. Przyjdę jutro, by podać Ci leki. Spróbuj stopniowo przyzwyczajać się do częstego chodzenia. Za kilka dni powinnaś być w stanie pójść do szkoły. Trzymaj się – wyszła.
- Dziękuję.


Po wyjściu medyka, Ji Rin usiadła na łóżku. Po chwili wpatrywania się w okno ponownie wstała i powolnym, ostrożnym krokiem wyszła na zewnątrz. Odetchnęła kilka razy zimnym powietrzem, które lekko drażniło jej gardło. Jeszcze nigdy nie czuła się tak dobrze.  Był to pozytywny ból, dzięki któremu poczuła, że żyje. Nareszcie. Żyje.


*Teraz już czas, by wrócić do domu*- odetchnęła z ulgą młoda lekarka. Ogarnęła ją ekscytacja. Znowu udało się uratować komuś życie. Mimo tego sprawa śmiertelnie chorej dziewczyny jest zastanawiająca. Jak udało jej się przeżyć? O co w tym wszystkim chodzi? Tego musiała się dowiedzieć za wszelką cenę. Zafascynowało ją to, jednak w tej chwili marzyła tylko o położeniu się we własnym, ciepłym łóżku. Aby dojść do domu musiała przejść około dwóch kilometrów (których większą część wcześniej przebiegła), więc wyjęła z kieszeni lekko nadużytą już, szaro-białą mp3-ójkę i podłączyła do niej różowe słuchawki. Swobodnie przechodząc między zdewastowanymi budynkami, które od dawna świecą pustką, słuchała swojej ulubionej piosenki. Piosenki dosyć mało popularnej, ale trafiającej prosto w serce, której tytuł brzmi:„Take off mask”. Jest to rockowa piosenka, bo taką muzykę Min Xiu lubi najbardziej. Dodatkowo, głos wykonawcy sprawiał, że ciarki przchodziły przez całe ciało dzierlatki. Nagle, nucąc sobie w myślach, ujrzała szczupłą, wysoką sylwetkę. Ktoś stał po drugiej stronie ścieżki, opierając się o ścianę budynku, którego rozbiórka miała mieć niedługo miejsce. Chłopak o białej jak mąka cerze i dokładnie odwrotnym kolorze włosów. Trzymając gitarę w prawej ręce, obrócił spojrzenie w jej stronę.   



*Wszystkie nazwy i imiona prócz nazwy miasta oraz imion postaci męskich są zmyślone*

środa, 2 lipca 2014

wątek 4 - rozdział 10#

Park Min Xiu w ekspresowym tempie zmierzała na uniwersytet. Miała nadzieję zdążyć jeszcze na ostatnie wykłady. Tak, przydałoby się, biorąc pod uwagę fakt, że miały w przyszłym tygodniu zaliczenie, a ostatnio coraz częściej zdarzało im się omijać zajęcia..

Na całe szczęście wykładowca spóźnił się dzisiaj, więc dziewczyna zdążyła wbiec do Sali tuż przed nim. Zajęła wolne miejsce i głęboko odetchnęła. Musiała się teraz skupić, ponieważ Nat była w domu i to na jej głowie spoczęło sporządzenie notatek, a przecież.. *Cholera!* – pomyślała nagle tęczowo włosa, gdy zorientowała się, że puściła chorą przyjaciółkę samą do domu. *Nie nie nie nie… W porządku.. Na pewno któryś z chłopaków poszedł ją odprowadzić.. Są przecież rozważni, musieli zauważyć, że coś jest z nią nie tak…* - próbowała się uspokoić. W końcu jednak nie wytrzymała i wyciągnęła komórkę, po czym napisała do współlokatorki sms ‘a. Po 5 minutach zaczęła się martwić, bo nie dostała odpowiedzi. Tak. I na tym skończyło się jej „uważanie”. Ktoś jednak to zauważył i postanowił zainterweniować.

-Hej, Xiunia… - szepnął Minhyuk, który, jak się okazało, siedział obok niej. Dzierlatka spojrzała na niego zaskoczona, a na jego pytające spojrzenie odparła tylko:
-Nic mi nie jest.
-Jesteś pewna? – dopytywał się chłopak.
-Tak – odparła i uśmiechnęła się do niego.
-Więc może.. Chciałabyś wybrać się dzisiaj ze mną do kina? Wiesz, nie mam z kim iść, a dostałem 2 bilety więc…

niedziela, 25 maja 2014

Wątek 3 - Rozdział 6 - ZAWIESZAM

NIESPODZIANKA !!!.... Wprawdzie bardzo nie fajna :c
Zawieszam wątek DO ODWOŁANIA!!!
Nie oszukujmy się... dodaję posty bardzo nieregularnie, bardzo krótkie i ... nudne xD Straciłam już zupełnie chęć i przede wszystkim wenę, może zacznę nowy, jak to sobie poukładam, może wrócę do tego... pożyjemy zobaczymy ;)
Przepraszam Was bardzo, jećli zawiodłam mych najwspanialszych i najwierniejszych fanów :ccc Wybaczcie proszę...
Po prostu pisanie na siłę wydaje mi się bez sensu, bo nie czerpię z tego żadnej przyjemności, a ... nie uważacie, że to jest najważniejsze w pisaniu? 
Przepraszaaam jeszcze raz ;_; 


A teraz najkrótszy rozdział w historii <3 XDDDD

Od razu spostrzegł jej łóżko, tuż przy oknie, w które właśnie wlepiała swoje zmęczone, pozbawione życia zielone oczy. Kiedyś dało się w nich zauważyć ogrom energii i radość. Kosmyki długich, falowanych włosów spoczywały na jej ramionach.
Pod wpływam dźwięku skrzypiących, otwieranych drzwi odwróciła wzrok. Była w kompletnym szoku.
- Cześć – zaczął nieśmiało Sehun. – Dawno się nie widzieliśmy, nie?

niedziela, 11 maja 2014

wątek 5 - rozdział 1# - dzielnica rozpaczy!

Rozdział 1# - Dzielnica rozpaczy


Seul. Piękne, zatłoczone miasto. Wszędzie pełno ludzi zmierzających do konkretnego celu. Nikt się nie ogląda. Co jakiś czas ktoś odbiera telefon, kłóci się przez niego, dyskutuje na tematy biznesowe lub rodzinne. Wokół pełno eleganckich, oficjalnych stroi. Na ulicach roi się od drogich samochodów. Idealny przykład stolicy państwa. Ukazany w pięknym świetle na ekranie telewizora. No tak… Na ekranie… W dramie. Jeżeli ktoś ukazuje tylko bogate dzielnice i centra to zawsze będzie to tak wyglądało. Jednak to tylko pozory. Nie wszystko wygląda tutaj tak kolorowo. Właśnie to myśli sobie pewna dziewczyna, która siedzi przed 25-cio calowym telewizorem, który ledwo co odbiera sygnał z nadajników oddalonych o ponad 20km.  Tutaj nie ma telewizji kablowej. Tutaj – w najbiedniejszej dzielnicy Seulu, Junggun-gu, kolorowe jest jedynie lekko zgniłe jabłko nadgryzione dzień wcześniej. Nie zostało ruszone już więcej, bo w końcu trzeba oszczędzić coś na obiad. A tak… obiad. Już pora coś przekąsić. Brązowowłosa Yu Ri sięgnęła po napoczęty owoc i zawołała swojego starszego brata.

-Jin! Pora jeść – chłopak o włosach w jasnym odcieniu brązu wyszedł z sąsiedniego pokoju. Na jego twarzy nie było widać zachwytu, a nawet najmniejszego uśmiechu. Jednak zawsze, gdy widział twarz swojej siostrzyczki starał się zachowywać pozory. Spokojnie zasiadł przy stole naprzeciw niej. Dzierlatka wzięła do ręki stępiony już nieco nóż i pokroiła jabłko na dwie części. Postanowiła je dokończyć, bo za kilka godzin i tak już do niczego się nie nada. Starszy brat poklepał ją delikatnie po ramieniu i spojrzał w oczy.

-Obiecuję, że niedługo będzie lepiej. To moja wina, ale tym razem się postaram. Wyciągnę nas z tego. Szesnastolatka tylko opuściła wzrok i przesunęła talerzyk z posiłkiem w jego stronę. Następnie powoli skonsumowała swoją porcję. Chociaż nic nie odpowiedziała, on wiedział co sobie myśli. Wcale mu nie uwierzyła, w końcu tyle razy jej obiecywał, ale teraz był pewien. Tak naprawdę ona po prostu czekała. Nie obwiniała go, bo i tak już była przyzwyczajona do takiego stanu rzeczy. Po śmierci ich rodziców nic się nie układało. Musieli głodować, by opłacić jej szkołę. Tylko jej, bo Seok Jin postanowił się poświęcić i porzucił naukę. Jakby to coś dało…




Zmęczona blondynka spojrzała na stary, pęknięty zegar wiszący na białej, pościeranej ścianie. Wybiła 3 po południu. Jednak ona nadal nie ruszyła się łóżka. Nie miała siły. To już głębszy etap jej choroby, a nawet nie może jechać do szpitala. Jak już przyjdzie co do czego, nawet nikt nie zauważy, że zniknęła. Rozpłynie się jak kropla wody. Wystarczy chwila i nie będzie nawet śladu. Nie licząc dodatkowego odoru rozkładających się zwłok. Może przynajmniej ktoś to poczuje i przetransportuje ją do dziury w glebie. Inne myśli nie zaprzątały jej głowy. Czekała tylko na koniec. W końcu podniosła się i wzięła do ręki drewnianą kulę, którą wystrugała, gdy jeszcze miała nadzieję na wyzdrowienie. Powolnym krokiem podeszła do kalendarza umieszczonego tuż pod zegarem. Podniosła czarny marker i skreśliła kolejny dzień. Dzisiaj wypada 15 maja. To już dwa lata, od kiedy dowiedziała się o swojej chorobie. Nie mogła nawet podjąć leczenia, jej ojciec pozostawił po sobie tylko długi, które już z resztą zostały spłacone. Jej własnością. Wszystkim co miała. Włączając w to dom. Później mogła sobie pozwolić jedynie na najmniejsze mieszkanie w Junggun-gu. Poza zegarem, kalendarzem, lodówką, toaletą, ciepłą wodą i łóżkiem nie było tam nic. No może prócz sterty opakowań po ramenie. A no tak. Jednak było coś co jej zostało i komornik tego nie zabrał. Pięćdziesiąt opakowań ramenu. To na szczęście pożywienie o długiej dacie przydatności. Mimo to nie smakowało zbyt dobrze ze względu na brak wrzątku. Natasha mogła się zadowolić jedynie lekko ciepławą, twardą masą z dodatkiem ostrych przypraw. Dla niej i tak to już nie miało znaczenia. Dwa dni temu przestała żywić się nawet tym. Nie jadła już nic. Tylko co jakiś czas wypijała szklankę wody. Właśnie teraz podeszła do kranu i nalała sobie trochę. Pojedynczymi łykami opróżniła naczynie i z powrotem wróciła do łóżka. Ułożyła się wygodnie. Przynajmniej tak myślała, bo nie odczuwała nic nadzwyczajnego. Nie dbała o to. Wbiła wzrok w sufit, a ręce splotła nad głową. Po dłuższej chwili, jej powieki opadły, a ona zapadła w głęboki sen…



Drobna Japonka o blond włosach sięgających do ramion odmawiała właśnie modlitwę. To już siódma rocznica śmierci jej matki. Po tym jak przeniosły się do Korei Południowej, spędziły wspólnie jedynie trzy lata. Teoretycznie. Jej matka pracowała przynajmniej 11 godzin dziennie, później wracała na dwie godziny i wychodziła znowu. Nikt nie wiedział gdzie włóczyła się w nocy. W końcu któregoś dnia nie wróciła. To tyle, nic wielkiego. Nic wielkiego, gdyby nie to, że zostawiła swoją dziewięcioletnią córkę na pastwę tego okrutnego świata. Szkoła w której się uczyła nie była zbyt tolerancyjna. Uczniowie akceptowali jedynie osoby tego samego pochodzenia, które ulegały ich wpływowi. Akihiko nigdy taka nie była. Zawsze postępowała sprawiedliwie i według własnego zdania. Zawsze ciężko pracowała na swój sukces. W przyszłości chciała czegoś dokonać, czegoś co pomogłoby w jakiś sposób światu. Po stracie ostatniego członka rodziny, który utrzymywał z nią kontakt, była zdana na siebie, więc te plany odeszły gdzieś daleko. Teraz zależy jej jedynie, by przetrwać. Zamieszkując małą, brązową chatkę w Junggun-gu i tak nie miała innych możliwości. Jedyne co miała to nadzieja na lepsze jutro i sterty książek, które dostała od miłego pana – właściciela pobliskiej biblioteki. Oczywiście dostawała tylko książki, których nikt nie czytał. Chociaż czasem trafiało się coś popularnego. Jednak głównie były to lektury naukowe. Ten właściciel nie był biedny, ale lubił prowadzić skromny tryb życia, dlatego mieszkał w okolicy. Dzierlatka, żeby jakoś sobie poradzić czasem pomagała mu w interesie. Stała w weekendy po kilka godzin za biurkiem i od czasu do czasu obsługiwała klientów, którzy pragnęli wypożyczyć jakąś powieść lub innego rodzaju utwór. Nie jest to jakieś wymagające zajęcie, ale lepsze niż bezczynne siedzenie. Poza tym uczęszczała wciąż do szkoły. Szkoła… Każdy dzień przebywania tam jest dla niej jak koszmar, który trwa wieczność. Ze względu na jej pochodzenie i niezbyt uległy charakter, nie jest łatwo. Musi uważać, bo cokolwiek zrobi spotyka się z szykanowaniem i prześladowaniem. Najmniejszy błąd, najcichsza uwaga w stronę innego ucznia i nie ma spokoju przez następny miesiąc. Później wraca do domu z siniakami, brudnym mundurkiem lub cała mokra. Czasem nawet z powierzchownymi ranami. Najgorsze jest to, że nauczyciele to widzą, ale nic z tym nie robią. W końcu jest tam tyle innych dzieciaków, więc kogo obchodzi los jakiejś pojedynczej dziewczyny. To i tak nie ma dla nikogo znaczenia…


Długowłosa brunetka biegnie właśnie ciemną uliczką Seulu. Już prawie wkroczyła na teren Junggun-gu. Jeszcze trochę i uda jej się zgubić ludzi, którzy ją gonią. Wie, że musi biec szybciej, bo inaczej nie uniknie najgorszego. Już wiele razy miała siniaki, rany, krwawiło jej z nosa, ale co miała poradzić. Musiała jakoś żyć, nawet jeśli okradanie gangsterów to mało bezpieczne zajęcie. Była całkiem sprytna, więc umiała umknąć tak, że nawet by się nie zorientowali, że coś zabrała. Czasem jednak zdarzało się, że ją przyuważyli i wtedy już inaczej to wszystko wyglądało. Min Xiu skręciła gwałtownie w prawo, by zmylić pościg. Zwinnym ruchem wskoczyła na niewysoki mur. Po przekroczeniu go, otworzyła klapę do dużej rury kanalizacyjnej. W połowie przeszła przez klapkę, która była nad jej głową. Tym sposobem udało jej się dostać do domu. Przemyła ręce i odwinęła skradzione pożywienie oraz trochę gotówki. Następnie dokładnie obmyła folię, by móc ponownie jej użyć. Jedzenie starannie ułożyła w niewielkiej szafce nad stołem. Wymiar jej mieszkania wynosił nie więcej niż 5m x 4m. Pieniądze włożyła do skórzanej, przetartej już, niewielkiej torby. Zdjęła buty i weszła do łazienki. Rozebrała się z ubrań. Dokładnie zmyła z siebie brud (na tyle dokładnie, na ile pozwalała jej woda z miski). Na koniec pokropiła się niewielką ilością perfum z Egiptu. Ostatnim prezentem od jej rodziców, po tym jak zostali zamordowani. Gdy już się przebrała, starannie przeczesała włosy i spięła je w niedbałego koka, a na głowę założyła czapkę z daszkiem. Zabrała zdobytą gotówkę i pobiegła do sklepu medycznego. Kupiła potrzebne akcesoria. Zamiast wrócić do mieszkania, ruszyła w stronę małej kliniki. Nie był to żaden specjalistyczny ośrodek. Po prostu mała klinika prowadzona przez bardzo starego, uznanego lekarza. Przychodzili tu okoliczni mieszkańcy. Mimo iż lecznica nie posiada drogiego sprzętu, każdy ufa tutejszemu leczeniu. Dodatkowo, nikt nie pobiera za nie opłaty. Nastolatka założyła biały fartuch lekarski, zdjęła czapkę, a na jej twarzy pojawił się uśmiech. Była dumna ze swojego zajęcia, mimo że nie ma z niego żadnych korzyści materialnych. Cieszyła się jednak, że może pomagać. Zwłaszcza, że dużo osób tutaj potrzebuje pomocy…




*Wszystkie nazwy i imiona prócz nazwy miasta oraz imion postaci męskich są zmyślone*