~natashiix
_______________________________________________
Korea Południowa, Seul
-Więc, kto idzie na zakupy? – spytała Park Minxiu wymownie spoglądając na swoją jasnowłosą przyjaciółkę.
-Jasne, bardzo chętnie. Gdybym chociaż wiedziała, gdzie znajduje się sklep – odparła ironicznie Natasha.
-To fakt, żadna z nas nie może iść Xiunia. Jesteśmy pierwszy raz w Korei – wtrąciła Vanessa.
Dziewczyny siedziały w niewielkim salonie. Na lawendowych ścianach wisiały obrazy o różnorakiej tematyce, wszystkie jednak zostały wykonane przez tę samą osobę. Natasha czuła się nieco skrępowana faktem, iż gdzie nie spojrzy widzi swoje wytwory, z drugiej jednak strony było jej bardzo miło. Szczupła blondynka na co dzień studiowała astronomię na polskiej uczelni. Jednak szczerze powiedziawszy nie interesowało jej to zbytnio. Poszła na ten kierunek ze względu przede wszystkim na rodziców. Poza tym, z tym wyborem pozwoliła jej się pogodzić perspektywa dobrze płatnej pracy w przyszłości. Jednak jej prawdziwą pasją była sztuka w każdym tego słowa znaczeniu. Uwielbiała malować, rysować, pisać, czytać, śpiewać, grać na najróżniejszych instrumentach, podróżować i poznawać ludzi z różnych zakątków świata. Był to główny powód, dla którego jako pierwsza zaprzyjaźniła się z Park Minxiu – Koreanką z wymiany. Przyjechała do Polski dwa lata temu i spotkała się z niezbyt przyjemnym powitaniem ze strony studentów. Była po prostu inna. Niewielkiego wzrostu drobna Azjatka o kruczoczarnych włosach do łopatek i grzywką zasłaniającą niezbyt wysokie czoło ciągle przesiadywała sama na korytarzach w przerwach pomiędzy zajęciami, które trwały czasami nawet godzinę. Dziewczyna kompletnie nie znała tego miasta, a do mieszkania, które wynajmowała, miała godzinę drogi. Studiowała muzykologię, niezbyt popularny kierunek ze względu na fakt, że trudno znaleźć po nim pracę. Mimo wszystko Natasha podświadomie czuła, że odpowiadałby jej on o wiele bardziej niż astronomia. Być może był to kolejny powód, dla którego pewnego dnia podeszła do nieznajomej i pomimo jej ogromnego lęku przed rozmową z obcymi, odezwała się do niej:
-Jakim cudem jesteś w stanie siedzieć tak w jednym miejscu przez bitą godzinę i nic nie robić?
Minxiu spojrzała zaskoczona na blondynkę. Nie była pewna, czy była to złośliwa uwaga, czy też nie. Nie zabrzmiało to niemiło, ale do tej pory dziewczyna jeszcze ani razu nie usłyszała żadnego zdania wypowiedzianego w jej stronę, które nie byłoby obelgą.
-Przyzwyczaiłam się. W końcu to już miesiąc – odparła w końcu.
-Więc to już wystarczająco długo. Chyba czas coś zmienić, nie sądzisz?
Park Minxiu na długo zapamiętała minę niebieskookiej blondynki. Uśmiechała się do niej tak szczerze, jak jeszcze nikt nie zrobił tego w tym kraju. Od tamtej pory Koreanka nie odstępowała jej na krok w czasach pomiędzy wykładami. Z początku nie odzywała się wiele i generalnie bała się, że będzie się może zbytnio narzucać. W końcu jednak postanowiła się otworzyć i od tamtej pory dziewczyny stały się przyjaciółkami. W dodatku po tym, jak inni studenci zauważyli, że ktoś ją zaakceptował, sami również przestali się jej czepiać. Dzięki temu Minxiu zdecydowała się zostać w Polsce rok dłużej niż planowała. Teraz była przekonana, że na kolejny rok akademicki znowu wróci na polską uczelnię wraz z przyjaciółką. A nawet dwiema.
Vanessa była niewiele wyższa od Xiunii. Jej włosy sięgały mniej więcej do pasa i były ciemnokasztanowe. Studentka romanistyki pochodziła z Polski, jednak od 10 roku życia mieszkała we Francji. W dzieciństwie przyjaźniła się z Natashą, jednak po wyjeździe całkowicie straciły kontakt. Van wróciła do swojego rodzimego kraju, aby uciec od rodziny, która nie popierała jej marzenia studiowania filologii romańskiej. Jej sytuacja bardzo przypominała tę Natashy, różnica jednak była taka, że blondynka nie była w stanie postawić się rodzicom. Przypadek sprawił, że Vanessa nie tylko wybrała tę samą uczelnię, co pozostałe dwie dziewczyny, ale w dodatku mieszkała w tym samym bloku, co jej przyjaciółka z dzieciństwa. Trochę im zajęło zorientowanie się, że są już znajomymi, ale w końcu dały radę. Po tym Vanessa zapoznała się z Minxiu i w ten oto sposób utworzyła się między nimi ogromna więź.
W tym roku na wakacje Xiunia postanowiła w końcu wrócić do domu. Zdawała sobie jednak sprawę z faktu, że jej przyjaciółki bardzo marzą o podróży do Korei, postanowiła więc zabrać je ze sobą. Przyleciały na miejsce wczoraj. Okazało się jednak, że rodzinie Park coś wypadło i z podróży wracają dopiero za dwa tygodnie. Dziewczyny były więc całkiem same w niewielkim domku jednorodzinnym na obrzeżach Seulu. W dodatku lodówki świeciły pustkami. Trzeba było pójść do sklepu, który znajdował się kilometr stąd. Oczywiście żadnej z dziewczyn się tam nie spieszyło, ale jakby nie patrzeć Natasha i Vanessa miały rację. Tylko Minxiu wiedziała, gdzie dokładnie trzeba pójść.
-Okej, macie rację. Mimo wszystko jednak musimy zrobić większe zakupy, nie pójdę sama. Potrzebuję jeszcze jednej osoby.
Zapadła cisza. Żadnej z dziewczyn nie spieszyło się na spacer. W końcu postanowiły zagrać w kamień, papier, nożyce. Natashy nie podobał się ani trochę ten pomysł, bo wiedziała, że jest w tej grze kompletnie beznadziejna. Jej obawy były słuszne, bowiem przegrała i była zmuszona pójść do sklepu.
-To nie jest bezpieczne, nie wiem, czy zdajecie sobie z tego sprawę – mruknęła zakładając buty.
-O co ci chodzi?
-Wiecie, jestem taką typową Europejką. Blond włosy, niebieskie oczy.. Typowa nie-Azjatka. Van nie rzucałaby się tak w oczy!
Przyjaciółki w odpowiedzi wybuchły tylko śmiechem. Podroczyły się jeszcze chwilę, ale nie było szans. Nat musiała iść na nocne zwiedzanie Seulu, choćby nie wiadomo co.
-Xiunia, jest już po 22. Myślisz, że sklep będzie nadal otwarty?
-Nat, to nie Polska. Tutejsze sklepy są w większości całodobowe.
Wszystkie trzy dziewczyny miały dziwny nawyk porozumiewania się między sobą w języku takim, aby nikt nie był w stanie ich zrozumieć. Na co dzień rozmawiały między sobą po angielsku, bo tak było im najłatwiej. Na uniwersytecie często rozmawiały po koreańsku, nawet jeśli Vanessa i Natasha nie były w tym najlepsze, lubiły jednak patrzeć na miny innych studentów, kiedy kompletnie nic nie rozumieli z ich „bełkotu”. Xiunia z Van rozmawiały czasami też po francusku. Nat rozumiała, co mówią, ale nie potrafiła sama powiedzieć zbyt wiele. Najrzadziej rozmawiały jednak po polsku.
W Korei wyglądało to zupełnie inaczej. W drodze do sklepu dzierlatki żartowały i dokuczały sobie głównie w rodzimym języku Nat. Blondynkę zawsze bawił polski jej koreańskiej przyjaciółki. Mimo wszystko radziła sobie jednak bardzo dobrze.
Po jakimś czasie przyjaciółki dotarły do niewielkiego sklepiku samoobsługowego. Kupiły tylko najważniejsze (w ich mniemaniu) rzeczy i wychodząc ze sklepu taszczyły niekoniecznie lekkie dwie reklamówki pożywienia. Szły do domu w ciszy, co niezbyt im odpowiadało. Wokół nich nie było żadnych ludzi, postanowiły więc się trochę powygłupiać i pośpiewać. Obie były fankami kpopu, nie miały więc większego problemu z doborem repertuaru. Przechodząc tak pod mostem zaczęły od ich ulubionego zespołu - BEAST. Śpiewały wspólnie „Good luck”, aż doszły do fragmentu rapu, który był partią Natashy.
-I hate you, love you, haruedo myeot beon, up and down feels like an elewator. Heal me i’m heartsick, there ain’t no cure for my disease… nanananana.
Dziewczyny wybuchły śmiechem. Nat zawsze miała problem z tym fragmentem rapu. Właśnie miała przejść do kolejnej części, którą już znała, kiedy zza swoich pleców przyjaciółki usłyszały czyjś głos.
-Neodeolleodeolhae nan neo ttaemune nega namgin sangcheoui keugineun ganeumi an dwae.
Ireon sanghwange nan neol wihae du soneul moeune, i pray for ya, good luck to ya.

ŚWIETNY!!! tylko krótki... Czekam na kolejny z niecierpliwością!!! <3
OdpowiedzUsuń~Xiunia