Park Min Xiu w ekspresowym tempie zmierzała na uniwersytet.
Miała nadzieję zdążyć jeszcze na ostatnie wykłady. Tak, przydałoby się, biorąc
pod uwagę fakt, że miały w przyszłym tygodniu zaliczenie, a ostatnio coraz
częściej zdarzało im się omijać zajęcia..
Na całe szczęście wykładowca spóźnił się dzisiaj, więc dziewczyna zdążyła wbiec
do Sali tuż przed nim. Zajęła wolne miejsce i głęboko odetchnęła. Musiała się
teraz skupić, ponieważ Nat była w domu i to na jej głowie spoczęło sporządzenie
notatek, a przecież.. *Cholera!* – pomyślała nagle tęczowo włosa, gdy
zorientowała się, że puściła chorą przyjaciółkę samą do domu. *Nie nie nie nie…
W porządku.. Na pewno któryś z chłopaków poszedł ją odprowadzić.. Są przecież
rozważni, musieli zauważyć, że coś jest z nią nie tak…* - próbowała się
uspokoić. W końcu jednak nie wytrzymała i wyciągnęła komórkę, po czym napisała
do współlokatorki sms ‘a. Po 5 minutach zaczęła się martwić, bo nie dostała
odpowiedzi. Tak. I na tym skończyło się jej „uważanie”. Ktoś jednak to zauważył
i postanowił zainterweniować.
-Hej, Xiunia… - szepnął Minhyuk, który, jak się okazało, siedział obok niej.
Dzierlatka spojrzała na niego zaskoczona, a na jego pytające spojrzenie odparła
tylko:
-Nic mi nie jest.
-Jesteś pewna? – dopytywał się chłopak.
-Tak – odparła i uśmiechnęła się do niego.
-Więc może.. Chciałabyś wybrać się dzisiaj ze mną do kina? Wiesz, nie mam z kim
iść, a dostałem 2 bilety więc…
-Ej, gołąbeczki – wtrącił im się nagle wpół zdania nie kto inny, a kolega z
zespołu Minhyuka, Ilhoon. - Możecie to obgadać kiedy indziej, a teraz się
przymknąć? – spytał z miłym uśmiechem, jakby mówił, że ładną mamy dziś pogodę.
-Co jest? Zazdrosny, że ciebie nie zaprosiłem? – odparował na to jego
przyjaciel i cicho się zaśmiał, a Xiunia mu zawtórowała.
-Och, tak. I to bardzo – odpowiedział sarkastycznie. – Porozmawiamy sobie o tym
po powrocie, a teraz wybaczcie, chciałbym się skupić na nauce.
Na te słowa owe „gołąbeczki” wybuchły śmiechem na cały głos. Wszyscy
momentalnie odwrócili się w ich stronę. Xiunia odchrząknęła i głośno
przeprosiła. Kiedy już się uspokoiła, wyciągnęła ponownie telefon, a ponieważ
koleżanka nadal jej nie odpisała postanowiła wysłać jej kolejną wiadomość. Nie
udało jej się to jednak, bo jakiś obserwator siedzący za nią, wyrwał jej z dłoni
komórkę. Dziewczyna odwróciła się zaskoczona.
-Hej, L.Joe! Odbiło ci? – syknęła na chłopaka, który bez żadnych skrupułów
przeglądał właśnie jej skrzynkę.
-Nazywasz się Min Xiu, prawda? – zignorował jej pytanie.
-Tak, ale nie wydaje mi się, abyśmy znali się na tyle dobrze, abyś mógł od tak
zabierać mi telefon! Oddaj go!
-Jesteś współlokatorką Natashy?
*Czy on słyszy tylko to, co chce usłyszeć?*
-Czemu cię to interesuje?
-Czemu jej dziś nie ma? – po raz kolejny totalna olewka.
Xiunia patrzyła w lekkim szoku, kiedy kolejny idol na jej uniwersytecie
wyciągnął swoją komórkę i spisał numer jej przyjaciółki. Po tym oddał jej
telefon i spojrzał wyczekująco.
-Więc?
-Ej, Byunghun – odwrócił się w jego stronę poirytowany Ilhoon. – Ty też się
przymknij.
-A ty wiesz, czemu dziś nie przyszła? – tym razem zwrócił się do członka BToB.
*Kurde, co jest z nimi nie tak? Rozmawiają, jakby byli z nią na tyle blisko, że
powinni wiedzieć takie rzeczy…* - zastanowiła się Min Xiu. W tym czasie
chłopacy w dalszym ciągu kontynuowali swoją konwersację. W końcu dzierlatka im
przerwała.
-Jest chora.
Zapadła cisza. Dwoje młodzieńców spojrzało na nią tak, jakby pierwszy raz w
życiu usłyszeli takie słowo, jak „choroba”.
-Zgłupiałaś? – spytał całkiem poważnie L.Joe.
-Jak to niby „chora”? – zawtórował mu Ilhoon.
Xiunia spojrzała na nich z niedowierzeniem. Co jest takiego dziwnego w tym, ze
Nati zachorowała?
-Ekhem… - wtrącił się nagle Minhyuk. – Nie wiem, czy zauważyliście, ale
zostaliśmy tu sami…
***
Natasha powoli otworzyła oczy. Leżała w swoim łóżku. Ach, no tak, wcześniej
zemdlała. Nie pamiętała, co się dokładnie wydarzyło.. Jedynie tyle, że wracając
do domu czuła się strasznie słabo. Kiedy wchodziła po schodach, ktoś ją zawołał
z dołu, ale kto to był.. Tego już nie wiedziała. Domyślała się jednak, że
chwilę potem straciła przytomność i ta sama osoba przyniosła ją do jej pokoju.
Blondynka usiadła powoli na łóżku, jednak ku jej zdziwieniu nic jej nie bolało.
Kompletnie nic. Ani głowa, ani gardło.. Nawet przeszedł jej katar!
-Niesamowite.. – szepnęła do siebie.
Z kuchni z kolei doszedł do niej zapach smażonych jajek. Nat spojrzała na zegar
wiszący w jej pokoju. Dziwnie, Xiuni nie powinno być jeszcze w domu. Dziewczyna
dźwignęła się z łóżka i wyszła ze swojej sypialni.
-Hej, Xiu… - zaczęła, lecz ku jej zdziwieniu to nie współlokatorka
przygotowywała posiłek.
-Lay! – wyrwało jej się na widok chłopaka.
-Wolałbym Yixing, ale jak ci wygodniej – odparł z uśmiechem. – Jak się czujesz?
-Lepiej.. O wiele lepiej – odparła Natasha, myśląc intensywnie o uleczającej
mocy Jednorożca Lay ’a.
-To świetnie! Wiesz.. Pozwoliłem sobie wejść do środka i użyć waszych produktów
spożywczych.. Mam nadzieję, że się nie gniewasz. Głodna?
-W porządku, w porządku! – zapewniła go dzierlatka zadowolona ze swojego
świetnego samopoczucia. – W sumie to chętnie bym coś zjadła.
Mieli już zasiadać we 2 do posiłku, gdy rozległo się pukanie do drzwi. Natasha
wstała i, nie sprawdzając kto to (bo po co?), otworzyła je.
-O! Znam cię – odezwał się niezapowiedziany gość. Nat spojrzała zaskoczona na
Lee Jonghyuna stojącego w progu.
*Miłe powitanie, nie ma co..* - pomyślała, ale zamiast tego powiedziała tylko:
-Spodziewałeś się kogoś innego?
-Min Xiu. Musze z nią porozmawiać – oświadczył i wszedł do środka, nie czekając
na zaproszenie.
-Co..? – spytała niczego nieświadoma Natasha. Biedna, nie wiedziała nawet, że
ta dwójka się zna. Ale było coś ważniejszego. Lay. Jonghyun. Exo. Cnblue.
Kłopoty. *CHOLERA*
-POCZEKAJ! – krzyknęła za chłopakiem, ale było już za późno. Ciemnowłosy
wpatrywał się właśnie w Yixinga, siedzącego przy stole.
-Nie ma jej? – spytał sucho.
-Nie…
-Więc pójdę – powiedział i obrócił się na pięcie.
-Chwila! Czemu jej szukałeś?
-Jest mi potrzebna – odparł beznamiętnie i wyszedł.
-Z dnia na dzień rozumiem coraz mniej… - mruknęła do siebie Nat i wróciła do
stołu, bo naprawdę zaczynało jej burczeć w brzuchu.
***
Jonghyun wyszedł na zewnątrz i ruszył przed siebie w stronę przystanku. Nagle
jednak usłyszał czyjś znajomy głos. Obrócił się i ujrzał Min Xiu, wysiadającą z
samochodu w towarzystwie dwóch członków BToB. Chłopak zmarszczył brwi i ruszył
w ich stronę.
-Park Min Xiu!
-Lee Jonghyun… - mruknęła w odpowiedzi, bardziej do siebie niż do niego.
-Gdzie ty się podziewałaś przez cały dzień?
-Coś mi wypadło.
-Nieważne. Tak czy inaczej, jesteś mi potrzebna dziś wieczorem.
-Moment – wtrącił się w końcu, stojący z boku Minhyuk. – Co masz na myśli
mówiąc, że „jest ci potrzebna”?
Xiunia wiedziała już, że z tej rozmowy nie wyniknie nic dobrego. Spróbowała
więc w jakiś sposób zmienić temat. Zaczęła mówić jakieś bezsensowne rzeczy, bez
ładu i składu. Chłopacy patrzyli na nią, jakby była jakaś nienormalna.
-O czym ty tak właściwie mówisz? – odezwał się wreszcie Ilhoon.
Minxiu była pewna, że to koniec.. I nici z filmu z Minhyukiem. W dodatku ta dwójka
znów zacznie sobie pewnie skakać do gardeł z nieznanych jej powodów. I właśnie
wtedy, kiedy myślała, że nic jej nie pomoże, nadeszło wybawienie.
-Jooooonghyuuuuun! – krzyknął nagle ktoś w ich stronę. Wszyscy odwrócili się w
kierunku zmierzających do nich Yonghwy i Jungshina.
-Co wy tu robicie? – spytał zdziwiony obecnością kolegów Lee.
-Szukaliśmy cię. Ale wygląda na to, że jesteś zajęty..? – odparł na to
Jungshin, spoglądając pytająco na dziewczynę, która im się ciągle przyglądała.
-Nie, nie jest! – wyrwało jej się nagle na te słowa.
-Owszem, jestem – skomentował to chłopak.
-Okej… Co tu się dzieje? – spytał Yonghwa, zwracając się do tęczowo włosej. –
Co wy, jesteście parą, która się pokłóciła, czy co?
-Nie. Jestem jego niewolnikiem.
-…Kim?
-Spoliczkowałam go, a on zagroził, że jeśli nie zgodzę się być jego
niewolnikiem, to mnie pozwie – wytłumaczyła Xiunia, ciesząc się w duchu na widok
morderczego wzroku Jonghyuna. Czyżby lider nie powinien o tym wiedzieć? Ups.
Dwójka dopiero co przybyłych tu młodzieńców stała chwilę w ciszy, a w końcu
wybuchli śmiechem.
-Ty tak serio? Zrobiłeś z dziewczyny służącą? Są lepsze sposoby na podryw –
wykrztusił najmłodszy członek zespołu ciągle pokładając się ze śmiechu.
-Przepraszam cię za niego – powiedział Yonghwa, gdy tylko się uspokoił. – Jako
pełnoprawny lider zespołu, w którym Jonghyun się znajduje, zwalniam cię z tego
obowiązku.
Xiunia uśmiechnęła się szeroko.
-Nie ciesz się tak – burknął speszony Jonghyun.
-Niech się cieszy, śmiech to zdrowie – wtrąciła nagle ni stąd ni z owąd jej
współlokatorka, która pojawiła się za plecami chłopaka niespodziewanie, jak
jakiś ninja.
-Natasha! – krzyknął nagle Ilhoon, który wraz ze swoim kumplem był do tej pory
wyłączony z całej dyskusji.
-Natasha?! – obrócili się w tym momencie zaskoczeni członkowie Cnblue.
-Masz na imię NATASHA? – spytał zszokowany Jonghyun.
-Taaak… - odparła nieco zdezorientowana dziewczyna.
-Mieszkasz tu? – dodał po chwili Yonghwa.
-No tak. Jesteśmy w końcu z Xiunią współlokatorkami.
-Wygląda na to, że to o niej mówił Minhyuk – mruknął do siebie Jonghyun. – Co
za przypadek…
-Co?! Czekaj, Minhyuk coś o mnie mówił? – zagadnęła go od razu blondynka.
-Och tak, wspominał kilka razy coś o jakiejś Natashy… - zaczął Yonghwa, a po
chwili wtrącił się rozbawiony już całkowicie Jungshin:
-Albo kilkadziesiąt. Dziennie.
-No… Ale, tak czy inaczej, my będziemy już lecieć – przerwał mu lider i
pociągnął za sobą pozostałą dwójkę. – Do zobaczenia następnym razem!
Nati, w wyjątkowo dobrym humorze, pomachała im jeszcze na pożegnanie z ogromnym
uśmiechem wymalowanym na twarzy.
-I ona jest niby „chora”? – spytał z ironią Ilhoon.
-Wygląda na to, że bardziej niż zwykle… Kto to widział, żeby tak się
zachowywała…. – mruknęła Xiunia. – Nat, jak się czujesz?
-Świetnie.
-Zauważyłam. Ale jakim cudem?
-Ach tak, to dzięki Yixin… Hę? – Dziewczyna zaczęła się rozglądać. – Dziwne,
sądziłam, że przyszedł tutaj razem ze mną…
-Kto?
-Lay. No cóż, pewnie już wrócił.. A wy, co tu robicie? – spytała nagle
chłopaków.
-Podwieźli mnie – wyjaśniła jej koleżanka.
-Tak właściwie – zaczął Minhyuk. – To chciałem jeszcze dogadać się, jak z tym
kinem…
-Och, rozumieeeem, idziecie na randkę! – pokiwała głową Natasha. – A ty? Nie
miałeś jak inaczej wrócić i musiałeś jechać z nimi? – dodała spoglądając na
Ilhoona.
-Tak w sumie, to miałem zamiar iść tam z nimi.
-CO?! – wyrwało się wspomnianej dwójce.
-Ale niestety… - kontynuował. – Okazało się, że idą na jakiś dramat. Facetowi
nie wypada iść samemu na dramat, więc.. Może tez chciałabyś się wybrać?
-Ja? Jasne!
-Co?! – po raz kolejny zareagowała Xiunia. – Przecież ty nie lubisz dramatów!
-No i? – speszyła się dziewczyna.
-To po co chcesz tam iść? – zawtórował Minhyuk.
-Pf.. Chwila, o co wam chodzi? Nie idę tam z wami, tylko z Ilhoonem.
-Co? Nie! Żadne z was nigdzie nie idzie! – oburzył się pomysłodawca wyjścia.
-A to niby czemu? – zdziwił się jego przyjaciel.
-Bo nie! A spróbujcie tylko przyjść to…
-….
-….
-To co?
-Nie wiem, ale tak się mówi.. Ech.. – westchnął w końcu. – Wygląda na to, że
nic już nie poradzę. W takim razie – zwrócił się do dziewczyn – podjedziemy o
20.
***
Czwórka znajomych (nie znali się nawet tygodnia, nie można nazwać ich
przyjaciółmi..) wkroczyła do Sali kinowej. Na filmie byli sami, więc Xiunia z
Minhyukiem usiedli 2 rzędy niżej od wyraźnie rozbawionych sytuacją Natashy i
Ilhoona.
-A wy co? Przyszliście na dramat czy komedię? – spytał z dołu ciemnowłosy,
kiedy po raz 3 oberwał popcornem w głowę i usłyszał ich śmiech.
-Ćśśśś! – usłyszał tylko w odpowiedzi.
Przez resztę filmu nie zwracali na siebie już uwagi. Tak, jakby się wcale nie
znali. Ale nikomu to jakoś szczególnie nie przeszkadzało, zapewne dlatego, że
czuli się w swoich towarzystwach bardzo swobodnie. Tak, jakby od dawna byli
przyjaciółmi.
Natasha robiła to, co zwykle na tego typu filmach – wszystko komentowała. W
kółko tylko powtarzała: BOŻE, JAKIE TO GŁUPIE. CO ONI ROBIĄ? ZGŁUPIELI?, a
Ilhoon wtórował jej swoimi sarkastycznymi uwagami, typu: OCZYWIŚCIE, ŻE TAK! JA
TEŻ BYM TAK ZROBIŁ. Z kolei Min Xiu i Minhyuk.. tak. Skończyło się na tym, że
musieli się wzajemnie pocieszać, ponieważ obydwoje się poryczeli.
Tak czy inaczej, cała czwórka miło spędziła wieczór. Chłopacy odwieźli
dzierlatki do domu, a te bez zbędnych czynności, czy choćby rozmów (były na to
zbyt wyczerpane), prosto po zjedzeniu kolacji i wzięciu prysznica poszły spać.
Jutro czekał je wielki dzień.
--------------------------------------------------------------------
trololo srututu, nic się nie dzieje, nikt nic nie pisze... są wakacje, więc kto ma czas na takie rzeczy?
pozdrawiam
~Natashiix

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz