Xiunia zmierzała w stronę przystanku autobusowego. Gdy była
pięćdziesiąt metrów od niego ujrzała odjeżdżający pojazd. Tym razem naprawdę
nie zdążyła. Zrezygnowana, postanowiła iść pieszo. Na szczęście uniknęła tego,
bo nadeszło wybawienie. Przy krawężniku zatrzymał się czarny kabriolet z
przysłoniętym dachem i przymkniętymi oknami. Nagle szyby zaczęły się uchylać i
wyłoniła się zza nich twarz Minhyuk’a.
-Wyszedłeś już ze szpitala? Jak się czujesz? – spytała z
troską przyjaciela.
-Tak, wyszedłem. Jak widzisz mam tylko opatrunek na głowie.
Co u ciebie?
-Przepraszam, ale opowiem ci póżniej, bo się spieszę.
-Wsiadaj, podwiozę cię.
-Dziękuję.