NIESPODZIANKA !!!.... Wprawdzie bardzo nie fajna :c
Zawieszam wątek DO ODWOŁANIA!!!
Nie oszukujmy się... dodaję posty bardzo nieregularnie, bardzo krótkie i ... nudne xD Straciłam już zupełnie chęć i przede wszystkim wenę, może zacznę nowy, jak to sobie poukładam, może wrócę do tego... pożyjemy zobaczymy ;)
Przepraszam Was bardzo, jećli zawiodłam mych najwspanialszych i najwierniejszych fanów :ccc Wybaczcie proszę...
Po prostu pisanie na siłę wydaje mi się bez sensu, bo nie czerpię z tego żadnej przyjemności, a ... nie uważacie, że to jest najważniejsze w pisaniu?
Przepraszaaam jeszcze raz ;_;
Od
razu spostrzegł jej łóżko, tuż przy oknie, w które właśnie wlepiała swoje
zmęczone, pozbawione życia zielone oczy. Kiedyś dało się w nich zauważyć ogrom
energii i radość. Kosmyki długich, falowanych włosów spoczywały na jej
ramionach.
Pod
wpływam dźwięku skrzypiących, otwieranych drzwi odwróciła wzrok. Była w
kompletnym szoku.
Ona
jednak nic mu nie odpowiedziała, ciągle wpatrując się w jego oczy. Nie mogła
pojąć, po co do niej przyszedł. Przecież… nie troszczył się już o nią, nie
kochał jej.
Chłopak
usiadł obok niej na krześle i położył bukiet piwonii na stoliku.
-
Jak się czujesz?
- A
jak ma się czuć umierająca osoba? – wyszeptała zachrypniętym, ledwo słyszalnym
głosem. – Jestem już jedną noga w grobie. Drugą dojdę pewnie do końca
tygodnia….
Zapadła
cisza. Złotowłosa odwróciła się znów do okna. Jej serce bardzo cierpiało. Brakowało
jej go bardzo. Raniło ją to, że odwiedził ją dopiero teraz. Jednocześnie jednak
przez chwilę poczuła ulgę, że w ogóle do niej przyszedł. Gabriela zamartwiała
się o niego przez długie wieczory, zastanawiając się, czy wszystko jest z nim
dobrze. Chciała go po prostu zobaczyć. W końcu się doczekała.
-
Dlaczego… - przerwała niezręczną ciszę. – Powiedz mi… dlaczego…
W
jej oczach momentalnie wezbrały się łzy. Tęczowo włosy od razu przesiadł się na
łóżko, na którym siedziała Gabi i przytulił ją do siebie, gładząc dłonią jej
aksamitne włosy.
-
Przepraszam. Naprawdę bardzo cię przepraszam.
Trwali
tak wtuleni w siebie przez pewien czas, bez słów. Jedynym dźwiękiem był cichy
szloch dziewczyny.
_________________________________________________________________________________
-
Tak, Kai? – odezwała się Van, widząc chłopaka w drzwiach gabinetu.
-
Masz może chwilkę?
-
No pewnie, wchodź – rozpromieniła się na myśl, że w końcu ktoś z zespołu się
przełamał i chciał z nią porozmawiać. Do tej pory miała z chłopcami średni
kontakt… Jednak bardzo się zdziwiła, widząc wchodzącego Tao. Oboje usiedli
wygodnie w fotelach naprzeciw niej.
-
Bo… jest taka sprawa.. – zaczął niepewnie Kai. – Musimy z tobą porozmawiać,
jednak chcemy to zrobić wszyscy razem, więc… mogłabyś wpaść dziś po południu do
naszego dormu?
-
Oczywiście, nie ma sprawy.
- W
takim razie dzięki, a teraz już ci nie przeszkadzamy, pa.
Vanessa
kiwnęła tylko głową i obserwowała ich uważnie, gdy wychodzili z pomieszczenia.
Już się tak bardzo nie cieszyła na ich wizytę…
_________________________________________________________________________________
Anią
właśnie skończyła bandażowanie nogi. Na szczęście mogła już chodzić. Trochę
wprawdzie utykała, jednak nie przeszkadzało jej to tak mocno.
Jej
nowy przyjaciel przez pół dnia nie dawał żadnych oznak życia. Jedyne, co po nim
zostało, to kartka, która już zresztą wylądowała w koszu…
Blondynka
postanowiła już się nie zamartwiać. Skoro ją zostawił, to trudno… Nie
zamierzała tego długo rozpamiętywać. Było – minęło.
Jednak
w tej samej chwili z jej rozważań wyrwał ją głośny dzwonek do drzwi. Gdzieś w
głębi miała nadzieję, że to on. Podeszła najszybciej jak mogła do drzwi,
jeszcze chwilę wahając się, czy otworzyć. Gdy jednak ponownie wydobył się
dźwięk dzwonka, automatycznie uchyliła drzwi, a jej oczom ukazała się sylwetka przyjaciela.
-
Cześć! – przytulił delikatnie dziewczynę, wyminął ją i wszedł do środka, by
odłożyć reklamówki z zakupami, cały czas mając na twarzy promienny uśmiech.
-
Hej… - odpowiedziała nieco ciszej, nadal stojąc oszołomiona przed drzwiami.
- A
ty nie wchodzisz? – zaśmiał się, biorąc się już za przygotowania w kuchni.
Dziewczyna
parsknęła jedynie śmiechem domykając drzwi i już kuśtykała w stronę chłopaka.
_________________________________________________________________________________
-
Dobra, jesteśmy. Otworzysz, proszę? – spytał Chen, gdy stanęli przed mosiężnymi
jasnobrązowymi drzwiami prowadzącymi do mieszkania poszkodowanej.
Jednak
zanim dziewczyna wydobyła klucze ze swojej niemałej torby, minęła chwila.
-
Dziękuję ci… obawiam się, że bez ciebie nie doszłabym tu tak prędko.
-
Nie ma sprawy. Wiesz… chciałem z tobą pomówić, bo… sama rozumiesz, w jakiej
sytuacji się znaleźliśmy.
-
Tak –westchnęła zasmucona Ku. – Wchodź – dodała nieco weselej podskakując w
kierunku salonu.
-
Chcesz się czegoś napić?
-
Najpierw trzeba się zająć twoją nogą. Gdzie masz apteczkę?
-
Nie, nie trzeba…
-
Oj daj spokój Ku. To… gdzie ta apteczka?
-
Ech.. pierwsze drzwi po lewo to łazienka. Jest w szafce na górze, pierwsza od
strony drzwi.
-
Okej, zaraz będę.
W
głębi serca cieszyła się, że chciał się nią zająć. Bardzo go lubiła… i głupio
wyszło z tym ślubem. Może kiedyś będzie… ale na pewno nie dlatego że rodzice
sobie tego zażyczyli…
-
No i jestem – uśmiechnął się, kładąc apteczkę na małym stoliczku obok sofy. Przykucnął
przy niej i powoli zabrał się za opatrzenie nogi.
_________________________________________________________________________________

Dobra już... Po prostu pamiętaj, żeby kiedyś do tego wrócić nawet jak nie do wątku to po prostu możesz zacząć nowy ! Będę czekać ! T^T
OdpowiedzUsuń