środa, 3 czerwca 2015

wątek 5 - rozdział 4#

          Rozdział 4# - Cześć      



          Pierwszy dzień szkoły po sporej nieobecności miał nastąpić już jutro. Kiedyś wzorowa uczennica, dzisiaj tajna agentka - Park Min Xiu na szczęście nigdy nie zapomniała o nauce i jest na bieżąco z materiałem. Mimo to, jej zadaniem jest by nie zwracać na siebie uwagi, więc musi trzymać swe wyniki na jak najniższym poziomie i nie może zdradzić nikomu swoich umiejętności. Niestety jest to trudne zadanie i oznacza całkowitą zmianę trybu  życia. Od teraz musi zapomnieć o swoich pacjentach (przynajmniej kiedy ją obserwują, czyli w godzinach zajęć szkolnych). Nikomu nie może się zwierzać, ani zawierać przyjaźni. Dobrze by było, gdyby stała się niewidzialna i przyglądała się tylko wszystkiemu z boku, ale jest to niemożliwe. Dostała więc, rolę szkolnego „chuligana”. Ludzie mają się jej bać i trzymać się z daleka. Proste i jasne… No może nie do końca proste, bo Xiu z natury jest raczej łagodną osobą i stara się unikać bójek, więc zazwyczaj po prostu ucieka. Czeka ją nie lada wyzwanie, bo musi udawać okrutną, bezlitosną i oziębłą. Udało się jej za to wynegocjować pewne szczegóły. Nie będzie musiała nikogo bić, bo po szkole zostanie puszczona plotka o tym, że jej ojciec jest mordercą. Więc tak długo jak nikt do niej nie podejdzie, wystarczy, że będzie „zabijała wzrokiem” i nie będzie przestrzegała „regulaminu szkolnego”. Niby nic wyjątkowego, w szkole do której idzie, ale to dobrze.
                A teraz już pora iść spać…
                Kolejny dzień rozpoczął dźwięk budzika, który ledwo już tyka. Park ma go od około dziesięciu lat i dziwi ją, że ten nadal działa. Jednak nie to jest teraz ważne. Ważne jest, by dzierlatka wstała w końcu z łóżka i poszła do szkoły. Tak… Wreszcie nadszedł czas powrotu. Szczupła brunetka nałożyła starannie wszystkie elementy swojego mundurka, a później spojrzała w lustro, by przyjrzeć się całości. Ujrzawszy swe odbicie, załamała się całkowicie. Zgniłozielona marynarka oklejona była od góry do dołu różnego rodzaju czaszkami, wyglądała jakby jakiś archeolog wywieszał na niej swoje trofea. Spódniczka natomiast była rozdarta poziomo, tak że jej długość zdecydowanie nie zgadzała się tą dozwoloną w regulaminie. *przesada* - pomyślała Xiu i postanowiła trochę poprawić sytuację. Pozbyła się większości szkaradnych naszywek  górnej części garderoby, pozostawiając jedynie najgroźniej wyglądającą, przyklejoną w miejscu herbu szkoły. Pech chciał, że spódnicy nie dało się odratować, więc pozostało jej jedynie założyć spodnie od męskiej wersji mundurka, którą kiedyś kupiła w celach kamuflażowych. *a no tak… damska marynarka nie pasuje do spodni…*- założyła więc cały zestaw przeznaczony dla płci przeciwnej i przekleiła czaszkę z poprzedniego. *haha, może po prostu będę udawać chłopaka?* - związała włosy w kok i założyła na głowę luźną czapkę, która i tak była dla niej przygotowana jako element stroju. Teraz pozostało tylko wyjście z domu i udanie się we właściwe miejsce.
                Dla Ji Rin także przyszła pora na pójście do szkoły. Jej zapał zdecydowanie różnił się od tego jaki wykazywała jej uzdrowicielka. Z uśmiechem od ucha do ucha szykowała swój szkolny uniform na jutrzejsze wyjście. Nie mogła się już doczekać. Cała drżała z podekscytowania na myśl o ponownym siedzeniu w ławce. Czynność, której większość osób nienawidziło, stała się dla niej tą najbardziej wyczekiwaną. By móc jak najszybciej do niej doprowadzić, położyła się wcześniej do łóżka.
Sen przyszedł po godzinie…
Następnego poranka nie obudziła się za wcześnie dzięki temu, że poprzedniego dnia nie nastawiła budzika. Biologiczny zegar w głowie dziewczyny zbudził ją o 7:00. Jak najszybciej wzięła prysznic i zaczęła przygotowywać się do wyjścia. W dwie minuty zjadła śniadanie, a już o 7:30 stała przy drzwiach trzymając za klamkę. Chwyciła już tylko swoją starą torbę, zamknęła drzwi na klucz i pobiegła w stronę placówki.
W drodze zatrzymało ją pewne niepokojące wydarzenie. Dwóch dosyć wysokich chłopaków trzymało za ramiona trzeciego o jasnych, kasztanowych włosach. Wyglądał jakby zaraz miał „odpłynąć”, a na jego twarzy i dłoniach widać było siniaki. Zobaczywszy to,  Rin cofnęła się dwa kroki do tyłu i zastygła. Wtedy pobity nastolatek został rzucony o ścianę przez podtrzymujących go wcześniej osobników. Dzierlatka nie miała pojęcia co zrobić. Nie potrafiła patrzeć bezczynnie na cierpienie nieznajomego, ale wiedziała, że nie poradzi sobie sama z oprawcami. Schowała się za najbliższą ścianą i krzyknęła, aby odwrócić ich uwagę. Gdy zaczęli biec w jej stronę przebiegła na drugi koniec muru, wybiegła zza niego i pomogła poszkodowanemu wstać. Udało im się uciec i ukryć kilkadziesiąt metrów dalej w jakiejś starej piwnicy.
Ledwo dychający młodzieniec uśmiechnął się do swojej wybawczyni i osunął się na ziemię, podpierając się ścianą. Dziewczyna dosiadła się obok niego i z troską w głosie spytała:

- Bardzo boli? Jak się czujesz? – niestety nie otrzymała odpowiedzi. Chłopak zaprzeczył tylko potrząsając lekko głową, po czym wyjął z kieszeni mały notatnik i ołówek.
- *mogło być gorzej, wciąż czuję wszystkie kończyny i mogę oddychać* - napisał i podał jej kartkę.
- To… chyba dobrze, ale myślę, że powinniśmy iść do szpitala – zignorowała fakt, że chłopak nie mówi, bo mógł to być niewłaściwy temat do poruszenia podczas pierwszego spotkania, poza tym nie było to w tej chwili istotne.
- *nie… naprawdę… to tylko powierzchowne rany. Nie widać tego, ale jestem całkiem twardy i wytrzymały* - podał jej kolejną kartkę, uśmiechając się przy tym lekko.
- Okej… W takim razie, może odprowadzę cię do domu? – zaproponowała zmartwiona, że w drodze do domu znowu może mu się coś stać.
- *właściwie to muszę iść teraz do szkoły, bo jeśli opuszczę dzisiaj zajęcia to mogą mnie zawiesić albo wyrzucić*
- Chodzisz do liceum w tej okolicy?
- *tak*
- To chodźmy razem! Właśnie byłam w drodze.
- *okej* - powoli zaczął podnosić się z ziemi.
- Jak masz na imię? – chwyciła go pod ramię, by ułatwić mu przemieszczanie się.
Podał jej skrawek kartki z notatnika.
- Ja mam na imię Ji Rin. Miło mi cię poznać… Ilhoon.
                Akihiko siedziała zdezorientowana w rogu ciemnej budki. Nic nie widziała, bo do pomieszczenia nie dostał się nawet jeden promyk słońca. Czuła się jakby straciła wszystkie zmysły. Nic nie widziała, nic nie czuła,  a jedyne co słyszała to swój własny oddech i bicie serca. Po chwili nieco się opanowała i postanowiła wstać. Ledwo zdążyła wyprostować nogi,  gdy coś pociągnęło ją w dół z ogromną siłą.
- Nawet nie próbuj ruszać się z miejsca – usłyszała męski głos. – Jeśli ruszysz tę zasłonę to źle się to dla ciebie skończy.
- Kim je… jesteś? – spytała, nie wiedząc jak ma zareagować.
- Mam na imię Taehyung – ton jego głosu złagodniał.
- Ja… muszę stąd iść… szukam kogoś… - zaczęła się tłumaczyć i znowu podjęła próbę wstania.
- Nigdzie nie idziesz! – mocno chwycił ją obiema rękami i ściągnął w dół tak, że wylądowała na jego kolanach – Po prostu siedź i się nie ruszaj.
- Do.. dobrze… ale daj mi normalnie usiąść – powiedziała niepewnym głosem.
- Nie.
                Japonka usłyszawszy jego odpowiedź popłakała się ze strachu. Wtedy chłopak rozluźnił nieco swój chwyt i jedną ręką pogłaskał ją po głowie. Nie puszczając, przesunął się tak, że siedzieli obok siebie.
                Przez następne cztery godziny siedzieli w ciszy…
                Słońce zaszło i tajemniczy młodzieniec spostrzegł to. Podniósł się, stawiając przy tym na nogi roztrzęsioną Aki. Odsunął materiał i wyszedł na zewnątrz. Następnie szybkim tempem wbiegł do szkoły. Dzierlatka nie zdążyła, w żaden sposób, zareagować , a kilka sekund później widziała jak Taehyung wybiega z budynku. Dopiero teraz dostrzegła ognistą barwę jego włosów, które oświetlała, stojąca na dole, latarnia. *więc to jego szukałam*
                Po kilkuminutowym postoju na szkolnym dachu, Akihiko zdecydowała, że czas już pójść do domu, już zdążyło się zrobić ciemno. Powinna była iść kilka godzin wcześniej. O tej godzinie nikt nie wychodzi już na zewnątrz, przynajmniej nie w tej okolicy. Nie licząc oczywiście podejrzanych typków, których nikt nie chce spotkać. Założyła plecak na ramiona i pobiegła ile sił w nogach. Niestety kondycja dziewczyny nie jest zbyt dobra, więc zwolniła i zaczęła iść spacerkiem już sto metrów od wejścia. Zamknęła oczy, by nie myśleć o tym co jest wokół. Wyobraziła sobie jasną ścieżkę pokrytą śnieżnobiałą kostką, po której bokach rosła soczystozielona trawa. W tle słychać było śpiewy ptaków i lekki szum wiatru. Osobista kraina Nishimury, której nikt nie mógł jej zabrać. Gdy otworzyła oczy spostrzegła, że widzi wszystko co sobie wyobrażała. Było niczym prawdziwe. Niestety zniknęło wraz z pojawieniem się pierwszych kropli deszczu, które zamieniły się w ulewę. Jednak nastolatka nie poczuła na sobie ani kropli. Zagadka wyjaśniła się, kiedy spojrzała w górę. Zobaczyła nad sobą kruczoczarną parasolkę, a trzymał ją rudowłosy chłopak, którego widziała jeszcze pół godziny temu, jak wybiegał ze szkolnego budynku. Nic nie mówiąc podążał za nią. Japonka także nie miała zamiaru poprowadzić rozmowy. Po prostu szli w ciszy, aż dotarli pod jej mieszkanie.
                To już drugi dzień pobytu w szpitalu. Ten czas dla Yu Ri jest niczym wieczność. Od rana nic nie robiła. W końcu podniosła się na nogi, by rozprostować kości i przejść się po korytarzu. Wtedy zobaczyła telefon stacjonarny, który wisiał tu za drzwiami i uświadomiła sobie, że od wczoraj nie miała kontaktu ze swoim bratem.  *musi się martwić i mnie szukać, jak mogłam o nim zapomnieć?!* Szybko podniosła słuchawkę i wykręciła domowy numer. Jeden sygnał, dwa sygnały, trzy sygnały… i nic. *pewnie wyszedł* Zrezygnowana dzierlatka zmierzała już w stronę swojej sali, gdy ktoś ją zawołał.
- Yuuuuu! – krzyknął Jin, biegnąc ku niej z prędkością światła.
- Jin-ie! Co tu robisz? – spytała zdziwiona, ale jednocześnie szczęśliwa dziewczyna.
- Jak to co? Przyszedłem cię odwiedzić! Nawet nie wiesz jak się martwiłem! Dlaczego nie uważałaś?! – z oczu zaczęły mu lecieć łzy.
- Przepraszam! Powinnam była od razu zadzwonić! – przytuliła go i otarła mu twarz swoim rękawem. – ale jak się o mnie dowiedziałeś?
- Aaa… twój chłopak do mnie przyszedł i wszystko mi opowiedział.
- Aaa… CO? Ja nie mam chłopaka!
- Mówił, że jest twoim chłopakiem.
- I co? Tak po prostu to mówisz? Wgl się nie przejmujesz tym, że twoja jedyna siostra „ma chłopaka”?
- Gość wyglądał i brzmiał całkiem w porządku.
- Nie wierzę, że jesteś moim starszym bratem, ech… Wiedz jednak, że to nie jest mój chłopak.
- Peeeeewniee ~ - przytaknął z zadziorną miną, po czym poszli razem do sali.
                Dwie godziny później Seok Jin musiał opuścić szpital, by udać się do pracy. Zostawił więc swoją siostrzyczkę pod opieką pielęgniarek i wyszedł. Kilka minut po jego wyjściu, w drzwiach pomieszczenia pojawił się „chłopak” dziewczyny.

- Cześć, jak się czujesz? – dopytywał zmartwiony.
- A jak mam się czuć? Mam złamaną rękę, boli mnie – odpowiedziała ozięble pacjentka.
- A no tak… - na jego twarzy pojawiło się zakłopotanie. Prawą dłonią dotknął się w tył głowy, a potem usiadł na krześle koło szpitalnego łóżka, na którym leżała Yu Ri. – Przepraszam.
- Dobrze, a teraz tłumacz się. Od kiedy niby jesteś moim chłopakiem?
- To… zabawna historia… PRZEPRASZAM x5
- Dobra, tylko nikomu już nie opowiadaj takich głupot, jasne? Nie mogę się gniewać, bo mimo że to przez ciebie jestem w takim stanie, to zabrałeś mnie do szpitala, a nie zignorowałeś. A teraz powiedz… wiesz kiedy mogę stąd wyjść?
- Teraz. Ubierz się i wychodzimy. Czekam na dole – powiedział i wyszedł, nie dając dzierlatce czasu na żadną reakcję.
- A…ha…

                

niedziela, 22 marca 2015

wątek 4 - rodział 12#



-Czemu wracasz sama do domu o tej porze? – przerwał w końcu cisze U-kwon.
-A czemu mnie śledziłeś?
-Wcale nie.. Po prostu.. Szedłem za tobą.
-TO PRAWIE TO SAMO!
-„I don’t know, I don’t know, I don’t know but I’M HOT, HOOT!”
-…Weź się odsuń może lepiej – powiedziała z lekką pogardą w głosie patrząc na niego, jak na debila.
Chłopak w odpowiedzi jedynie wybuchł śmiechem. Dosłownie kłaniał się ze śmiechu.
-Tak właściwie.. To daleko jeszcze do twojego domu? – spytał po jakimś czasie.
-Nie, jeszcze jakieś 10 minut drogi.
Znowu szli w ciszy. Weszli w jakiś ciemny zaułek. Nagle ktoś złapał Xiunię za rękę i powiedział znajomym jej głosem:
-Kurde, nic nie widzę. Yookwon?
Minxiu wrzasnęła. Wyrwała się z uścisku kogoś, o kim sądziła, że jest TOPem i potraktowała go paralizatorem.
-Coś ty zrobiła?! – krzyknął U-kwon i oświetlił latarką swojego kolegę z zespołu, który leżał półprzytomny na ziemi.
-Ja.. Przepraszam, byłam przekonana, że to TOP! – zaczęła się tłumaczyć dziewczyna.
-Co?! Dobra, chodź. Musimy go gdzieś przenieść.
P.O ocknął się na ławce. Cała 3 siedziała teraz w oświetlonym parku.
-Ała.. – jęknął i złapał się za głowę. – Co się stało?
-Oberwałeś paralizatorem – odparł mu U-kwon, a Xiunia tylko odwróciła wzrok.
-Co.. ale ja nic nie zrobiłem! – oburzył się chłopak i spojrzał w stronę Park Minxiu.
-Jak to nic?! Kto normalny łapie nieznajomych za rękę w jakimś ciemnym zaułku?! I to jeszcze z takim głosem..
-Myślałem, że to Yookwon.. Ale chwila, co jest nie tak z moim głosem?
-Bo.. Bo ty brzmisz zupełnie jak TOP.
Chłopcy spojrzeli na siebie zaskoczeni i zaczęli się śmiać. Xiunia speszona spytała ich, o co im chodzi.
-Nie nie, to nic – odparł U-kwon ciągle się śmiejąc.
-Ale powiedz… - odezwał się Jihoon. – Co takie zrobił ci Seunghyun, że na powitanie traktujesz go paralizatorem?
-…że niby kto?
-ŻE TOP. ON MA IMIĘ – powiedział nieźle zaskoczony niewiedzą dzierlatki U-kwon.
-A! Sory, jakoś mnie to nie interesowało nigdy wcześniej…
Koledzy z zespołu chcieli chyba jeszcze to skomentować, ale przerwało im donośne WOW. FANTASTIC BABY! Xiunia wyciągnęła komórkę i odebrała.
-Chwila… Nie znosi TOPa, ale lubi Big Bang? – spytał Pyo.
-Może nie wie, że tam jest… - odparł Yookwon.
W tym czasie Xiunia przeprowadzała rozmowę ze swoją współlokatorką, która łaskawie postanowiła W KOŃCU oddzwonić. W dodatku zrobiła to, aby pospieszyć swoją przyjaciółkę, bo jest w domu jakiś „problem”. Rozłączyła się.
-Ech.. – westchnęła dziewczyna i odwróciła się w stronę nowopoznanych (kolejnych) idoli. – Muszę już iść. Jeszcze raz przepraszam.
-Poczekaj! Odprowadzimy cię! – zaproponował U-kwon.
Ruszyli w stronę mieszkania dzierlatki.

***
-Co to za kompletny brak wychowania.. – szeptała do siebie wkurzona Natasha i chodziła po domu od ściany do ściany.
Wejściowe drzwi się otworzyły. Do mieszkania wkroczyła Park Minxiu. Spojrzała wyczekująco na koleżankę.
-A więc? Co to za problem?
-Jeśli mam być szczera, to dwa problemy. A nazywają się Jeon Jeongguk oraz Min Yoongi. I właśnie smacznie sobie śpią w naszych łóżkach.
-…co?
-A w dodatku opróżnili nam lodówkę.
-…co?
-I obawiam się, że niedługo opróżnią nam portfele. Kiedy wróciłam, wszystkie światła w domu były zapalone.
-CO?!
-No.
-Zaraz zginą.
-Chcesz ich zabić podczas snu?
-Nie. Najpierw ich obudzę.
-No więc.. To nie takie proste..
Ale Xiunia już nie słuchała. Ruszyła do swojego pokoju i stanęła nad Jungkookiem. Z początku miała zamiar na niego wrzasnąć, albo zwalić z łóżka czy coś, ale.. nie mogła. Tak słodko spał! Zamiast tego przykucnęła obok łóżka i złapała go za policzki, a potem zaczęła nimi tarmosić, niczym babcia swojego 8-letniego wnuczka. Chłopak szybko otworzył oczy i złapał Minxiu za ręce.
-Co ty wyrabiasz? – spytał zdezorientowany.
-Budzę cię. A teraz wypad z mojego łóżka – uśmiechnęła się szeroko. Ich rozmowę przerwał jednak oburzony głos Natashy.
-ŻE CO?! – wydarła się tak, że było ją słychać w sąsiednim pokoju. Xiunia weszła do jej sypialni.
Nat patrzyła z niedowierzeniem na rozbawionego prawie do łez Sugę.
-Co jest? – spytała tęczowo włosa.
-Weź go ode mnie, bo chyba mu coś zaraz zrobię – powiedziała jej koleżanka z wyraźnym oburzeniem w głosie.
-Przesadzasz! – skomentował chłopak nadal się śmiejąc.
-On stwierdził, że nigdzie się nie rusza, a w moim łóżku jest wystarczająco miejsca dla dwóch osób – poskarżyła się blondynka.
-W sumie to ma rację, łóżko jest spore…
-XIUNIA. NIE DENERWUJ MNIE, JA CIĘ PROSZĘ. Idę jutro do pracy, nie będę się w to bawić!
-Ok ok – zaczęła się śmiać. – Załatwcie to między sobą.
Po tych słowach wyszła, zostawiając ich samych.
-To jak? – spytał Suga dziewczynę.
-Jesteś głupi! – stwierdziła Nat z wyrzutem. – Albo.. albo pijany. Chwila, czy wy coś piliście?!
-Nie! – zaprotestował chłopak. – O co ty nas oskarżasz? Przestań, bo się obrażę.
-SIĘ PRZEJĘŁAM – odparła sarkastycznie. Była już zmęczona i śpiąca.
-…nie lubisz mnie – wywnioskował Suga.
-..co? Ejże chwila, bez takich! To nie o to chodziło! – zaczęła się tłumaczyć blondynka, ale on nie chciał słuchać. Upierał się, że go wręcz nie znosi. W końcu skończyło się na tym, że dziewczyna była zmuszona położyć się po prostu spać na podłodze i udawać, ze ta rozmowa nie miała miejsca, a spanie na ziemi jest zdrowe dla kręgosłupa.
W tym samym czasie Xiunia wróciła do swojego pokoju, w którym znowu zastała leżącego gościa. Podeszła do niego i dźgnęła go w policzek.
-Śpisz?
-Tak – odparł i otworzył oczy. – Słuchaj, co ty masz z tym dotykaniem mojej twarzy?
-Nie twarzy! To tylko policzki!
-..okej. Co masz z dotykaniem moich policzków?
-Bo... Bo one są takie fajne – zaśmiała się niepewnie dziewczyna. Jungkook usiadł i uważnie jej się przyjrzał.
-Czy to był komplement? – spytał w końcu.
-Sądzę, że tak.
Obydwoje zaczęli się śmiać. Rozmawiali jeszcze jakiś czas. W końcu poszli spać. Jungkook położył się na podłodze, a Minxiu spała na łóżku.
***
Następnego dnia dziewczyny obudziły się same. Chłopacy z BTS zostawili im wiadomość, że od rana mieli próbę i nie chcieli ich budzić. Była godzina 9:00. Obie siedziały w kuchni i jadły śniadanie z jakichś resztek znalezionych w lodówce.
-Trzeba pójść na zakupy – westchnęła Xiunia.
-O nie! Kogo spotkamy tym razem? Block B? – zażartowała Nat, ale nagle spostrzegła, że przyjaciółka dziwnie na nią patrzy. – Co jest?
-Bo widzisz… Ja wczoraj.. Spotkałam U-kwona i P.O…
-…Żartujesz? KIEDY?
-Po tym jak ZOSTAWILIŚCIE MNIE SAMĄ. W ogóle to pomyliłam P.O z… - nagle urwała i zaczęła się rozglądać.
-Co znowu? Z kim go… - przerwała nagle i sama zerwała się z krzesła. – GDZIE TOP?!
-NO WŁAŚNIE?! – zawtórowała jej przyjaciółka.
2-metrowa, pomalowana przez nie podobizna TOPa zniknęła. Dosłownie.
-Myślisz, ze Yoongi i Jungkook…
-Nie sądzę – przerwała jej Nat. – Po co by mieli to robić? Ale… Tak w sumie… Kto nam to przysłał?
Cisza. Tak, wcześniej o tym nawet nie pomyślały. Przyps. Dziewczyny już miały zamiar zacząć nad tym dyskutować, gdy nagle jakiś odgłos wybił im ten pomysł z głów. Kichnięcie. Ale bynajmniej nie żadnej z nich. Miały bardzo dobry słuch, toteż od razu ruszyły w stronę pokoju Natashy, a Xiunia po drodze wyjęła paralizator. Weszły pewnym siebie krokiem do pomieszczenia. Stały przez chwilę w ciszy.
-Wychodź – powiedziała w końcu Minxiu.
Właśnie wtedy spod łóżka dzierlatki wysunęła się niewielka i drobna postać. Dziewczyna o blond włosach trochę ciemniejszych niż właścicielki tego pokoju. Wstała i spojrzała na nie hardo.
-Kim jesteś? – spytała w końcu Nat. – To ty przysłałaś nam ten… no, karton?
-Tak, to moja sprawka. Nazywam się Earl.
-Czy to nie jest męskie imię..? – spytała niepewnie Xiunia.
-Może i tak.
-Ale… Po jaką cholerę tu przyszłaś i się ukrywałaś? I JAK TU W OGÓLE  WESZŁAŚ?
-Przez okno – odparła obojętnie. – Widziałam raz, jak robił to Seunghyun. Jestem jego fanką i chciałam sprawdzić, kogo odwiedza….
-Saseng – skomentowały równocześnie dziewczyny.
-Nie prawda! – zaprotestowała. – Jestem jego przyszłą dziewczyną.
-Skoro tak twierdzisz…  - odparła lekko przerażona jej zachowaniem Xiunia.
-Ale co zrobiłaś z kartonem? – dodała Natasha.
-Wsadziłam do szafy.
-…której?
-Tej w salonie.
Dziewczyny spojrzały na siebie wystraszone.
-To się exo zdziwią… - skomentowała w końcu Nat.
-Niewątpliwie…
Earl w tym czasie się tylko im przyglądała. W końcu zabrała głos:
-Wiecie… Siedzę tutaj od wczoraj i obiło mi się o uszy coś o pracy..
-O cholera! – krzyknęła blondynka. – Spóźnię się!
***
Natasha pracowała w niewielkim przydrożnym barze. Jej płaca nie była może i wysoka, ale dziewczyna miała swoje sposoby. Cóż, jakby nie patrzeć kpopowi idole uwielbiali jadać w takich miejscach. Oczywiście, jak to bywało z jej szczęściem, zawsze były to akurat gwiazdy, które jej nie interesowały. Ale no cóż, nie można było zmarnować takiej okazji.. Natasha więc w takiej sytuacji podchodziła i zbierała od kogo się dało autografy, które później sprzedawała na Ebayu. Dzisiaj jednak nie zapowiadało się na dodatkowy zarobek. Dochodziła już godzina 13. Nagle zaskrzypiały drzwi i do środka weszło dwóch chłopaków, których Nat skądś kojarzyła. Tylko skąd… No tak! 24k! Przy stole usiedli Daeil i Hui. Jak na kulturalnych ludzi przystało, złożyli zamówienie koleżance z pracy Nat. Poprosili o dwie porcje kurczaków przeznaczonych w sumie dla 6 osób (gdzie oni to mieszczą?) i dwa piwa. Od kiedy to idole piją w miejscach publicznych? Kto to takie rzeczy widział…
W barze siedzieli już dobre 3 godziny, a ich główną rozrywką było picie. Wyglądało na to, że mieli jakiś gorszy dzień i chcieli się w końcu rozerwać. Siedzieli tak i śpiewali swoje piosenki. Gdy padło na „Hurry up” trochę zmienili tekst..
- oo-oh-oh uh-oh! bballiwa, bballiwa, bbaliwa bballiwa girl! – zaczął Hui.
-PIWA! – wydarł się nagle Daeil i oboje wybuchli śmiechem.
Natasha siedziała i bardzo uważnie im się przyglądała. To nie było coś normalnego. Bynajmniej nie było to zachowanie, jakie przystoi gwiazdom koreańskim.
-PIWA! PIWA! PIWA PIWA GIRL! – śpiewali dalej i patrzyli w jej stronę.
-Na co czekasz? Idź i im podaj, o co proszą – upomniała blondynkę jej szefowa.
-Oszalała pani? Są całkowicie pijani – oburzyła się dziewczyna.
-I bogaci – skomentowała tylko i sama ruszyła w ich kierunku niosąc zamówienie.
Natasha nie skomentowała tego na głos, bo zwyczajnie nie mogła. Jej zmiana się kończyła, więc tylko odetchnęła i zaczęła się zbierać. Wtedy ta uciążliwa baba znowu do niej podeszła i odezwała się głosem pełnym pretensji:
-Co ty wyrabiasz? Zabierz ich stąd.
-Że słucham?!
-Nie mogę ich tutaj przecież zostawić, a zamykam dzisiaj wcześniej.
Po tych słowach zostawiła dziewczynę sam na sam z upitymi do granic możliwości chłopakami. Nat zrezygnowana ruszyła w ich stronę. Daeil spał, a jego kolega z kolei śmiał się w głos.
-Ciekawe, czy mogłabym stąd odejść i chodzić na zakupy przez szafę do lodówki exo… - mruknęła do siebie i zaczęła potrząsać śpiącym chłopakiem. Obudził się i zaczął rozglądać zdezorientowany po pomieszczeniu. Dzierlatka pomogła im się ubrać i zadzwoniła po taksówkę. Co miała z nimi zrobić? Nie znała nawet adresu ich wytwórni, nie mówiąc o domu. Napisała więc do Xiuni, żeby wyszła przed dom, bo będą miały gości. Ale nieprzytomnych.

--------------------------------------------------------------------------------------------

GUESS WHO'S BACK?
nie mam życia w liceum, nie mam czasu na bloga, nic mi się nie chce, ale w sumie wszystko lepsze niż nauka hehe..... ostatnio taki odzew na naszym fanpagu, że aż dodaję rozdział~
to, ze pewnie nikt go nie przeczyta to już inna sprawa........ c':
~natashiix


niedziela, 1 lutego 2015

wątek 5 - rozdział 3#

                Rozdział 3# - Szczęście w nieszczęściu


              Po zakończonych lekcjach Yu Ri wstała, powoli spakowała rzeczy do torby i wyszła z klasy. Szła ostrożnym krokiem wzdłuż korytarza, gdy nagle ktoś ją popchnął. Siwowłosy młodzieniec był już daleko przed nią. Nie przejął się zbytnio tym, że przez niego dziewczyna upadła na zimną posadzkę. Dodatkowo, jej łokieć uległ uszkodzeniu. Na całej jego powierzchni momentalnie pojawił się krwistoczerwony siniak. Chwilowo nie czuła bólu, ale kiedy podniosła się na nogi, jej mózg akurat przekazał impulsy, które pozwoliły jej odczuć skutek upadku, do odpowiedniej części ciała. Nie potrafiła ruszyć się z miejsca, była całkowicie sparaliżowana. W  końcu otworzyła usta jakby chciała krzyknąć, ale nie wydała z siebie żadnego dźwięk. Trwała tak w bezruchu, aż upadła ponownie. Ból ją pokonał
            Kilka godzin później brązowowłosa uczennica, ze złamaną ręką, ocknęła się w niewielkim pomieszczeniu szpitalnym. Nie była to standardowa sala. Ściany zamiast kolorem białym, pokryte były jasnym, pastelowym różem. Szerokość łóżka także przekraczała tą stałą, które znajdowały się na zwykłych oddziałach. Na stoliku po prawej stronie stał wielki bukiet szarych róż, a obok nich leżała kartka. Dziewczyna podniosła się i podeszła do nietypowo ubarwionych kwiatów, a następnie nachyliła się, by je powąchać. Róże musiały być perfumowane, bo pachniały bardzo słodko, niczym landrynki owocowe. Ri wzięła do ręki prostokątną wiadomość i zaczęła czytać na głos, ściszonym tonem: „Przepraszam, że przeze mnie upadłaś. Mam nadzieję, że szybko ci się polepszy. Zapłaciłem za leczenie, nie martw się. Do zobaczenia niedługo.”
             Akihiko siedziała na ławce przed szkołą rozmyślając o wczorajszych wydarzeniach. Nadal nie mogła uwierzyć, że ktokolwiek przy czymkolwiek jej pomógł. Była w takim szoku, że nie usłyszała dzwonka obwieszczającego początek pierwszej lekcji. Nawet krzyki dzieciaków pośpiesznie zmierzających w stronę odpowiednich sali nie wyciągnął Japonki z zadumy. W dalszym ciągu spoglądała na niebo z wzrokiem pełnym nadziei. Nadziei na to, że może życie w tej szkole chociaż trochę się polepszy i stanie się lżejsze, łatwiejsze… W pewnym momencie rozbudziła się. Uświadomiła sobie, że nie podziękowała nieznajomemu za pomoc. Szybko więc podniosła się i ruszyła na poszukiwania swojego wybawcy. Po kolei zaglądała przez szyby każdej klasy, wypatrując barwnej czupryny. Przeszukała nawet piwnicę. Ze względu na wielkość budynku zajęło jej to kilka godzin i nie przyniosło żadnego efektu. Nigdzie go nie było. Powoli traciła wiarę, że odnajdzie swego wybawiciela. W końcu w jej głowie pojawiły się rozmyślenia na temat miejsc, których jeszcze nie odwiedziła. No tak… DACH. Wbiegła po schodach na najwyższe pięto i z impetem otworzyła drzwi prowadzące na taras. Szczęście pojawiło się w oczach dziewczyny, ale tylko na chwilę. Tu też nie było po nim śladu.
                Lekko już zrezygnowana Japonka, przeszła jeszcze po dachu z ostatnimi okruchami nadziei w sercu, że może jej bohater będzie się ukrywał w schowku na miotły po drugiej jego stronie. Podeszła do niewiele od niej wyższego otworu zasłoniętego przez kruczoczarną, z lekka wypłowiałą, zasłonę, znajdującego się w betonowej budce o wymiarach 2mx2mx2m. Niepewnym ruchem ręki odsunęła materiał na bok. Gdy słońce oświetliło środek ciemnej komórki, ujrzała męską sylwetkę. Chwilę później ktoś gwałtownie wciągnął ją do wnętrza schowka i ponownie zasłonił wejście.
          *Nikt nie ma takiego szczęścia jak ja* - to główna myśl krążąca po głowie, niedawno umierającej, Jung Ji Rin. Teraz, gdy była świadoma, że nic jej już nie grozi, wiedziała, że musi coś zrobić ze swoim życiem. Nie można przecież marnować takiej szansy. Szansy, która na pewno nie pojawiła się bez powodu. To właśnie pragnęła odkryć dziewczyna. Powód, dla którego żyje. Przecież musi jakiś być. Na tę jednak chwilę zdecydowała się odłożyć poszukiwania na bok i pójść na spacer, wykorzystać całą energię, która wypełniła jej ciało, gdy choroba zaczęła znikać. Przeciągnęła się więc na łóżku, odetchnąwszy przy tym tak, jakby pierwszy raz miała tlen w płucach. Teraz kąciki jej ust były nieprzerwanie skierowane ku górze. Ktokolwiek zobaczyłby ten uśmiech, mógłby pomyśleć, że tak właśnie wygląda najszczęśliwszy człowiek na świecie. Człowiek, który ma już wszystko i niczego więcej nie potrzebuje. Później powstała na równe nogi i kilka razy energicznie podskoczyła. Tak dawno tego nie robiła… Tak dawno, że przez chwilę zastanawiała się, czy pamięta jak to robić. Na szczęście nie zapomniała. Wreszcie przeszła kilka metrów w poprzek pokoju, by u kresu tej ścieżki dotrzeć do drzwi. Pewną ręką chwyciła za zardzewiałą, przestarzałą klamkę. Nacisnęła ją i przyciągnęła do siebie. Jej włosy rozwiał delikatny wietrzyk z zewnątrz. Wyczuła wilgoć w atmosferze. *Prawdopodobnie w nocy padało*- pomyślała. Przyszedł czas na pierwszy długi marsz, po tak ogromnej przerwie. Przed wyjściem Ji Rin zrobiła jeszcze kilka przysiadów. Opuściwszy teren mieszkania, skręciła w lewo, by opuścić gąszcz szarego zabudowania. Wolnym tempem zmierzała przed siebie. W końcu trafiła na mały, zielony placyk, który można by było nazwać parkiem. Prawdopodobnie nie był on odwiedzany przez nikogo od dłuższego czasu. Dzierlatce nie przeszkadzał jednak brak towarzystwa. W ten sposób mogła się w spokoju zrelaksować i pomyśleć o planach na przyszłość. Wypadałoby w najbliższym czasie wrócić do szkoły…
                Ach, szkoła… Ji Rin zawsze jej nienawidziła, lecz teraz, po tak długiej przerwie, zaczęła tęsknić. Tęsknić za mało inteligentnymi znajomimy, pozdzieranymi, burymi ścianami, ledwo słyszalnymi dzwonkami, brakiem równouprawnienia, znajomych i ławkami z „pięknym” graffiti, zrobionym własnoręcznie przez uczniów. Choć ta instytucja posiada w sobie wiele negatywnej energii, to jest miejsce, gdzie młoda Azjatka może znaleźć nowy początek. Kto wie? Może uda jej się znaleźć jakąś przyjaciółkę, a może nawet chłopaka? Wszystko jest możliwe. Ktoś z tej całej ferajny, którą pamięta musi być w miarę cywilizowany.

niedziela, 4 stycznia 2015

wątek 6 - rozdział 2#


Przyjaciółki niemal równocześnie obróciły się w stronę, z której dochodził męski głos. Była godzina 23, panowała ciemność, a pod mostem nikt raczej nie ustawił lamp, aby oświetlały drogę mało rozważnym studentkom. Właściwie stała tam tylko jedna, nie paliła się jednak odkąd Xiunia sięgała pamięcią. Dziewczyny były w stanie dostrzec tylko ciemną postać, która powoli się do nich zbliżała. Obie stały jak sparaliżowane. Nie dlatego, że czuły się zagrożone, bo jakiś nieznajomy mężczyzna szedł w ich stronę. Powód był zupełnie inny. Chodziło o to, że doskonale rozpoznawały ten głos.
-Miło usłyszeć swoją piosenkę podczas spaceru, śpiewaną w dodatku tak dobrze.

Natasha tylko wytrzeszczyła oczy i dziękowała w duchu, że w tych ciemnościach nie widać jej twarzy. Miała zamiar odpowiedzieć, ale tak jak nigdy zaczęła się bać, że pomyli się i palnie po koreańsku coś głupiego. Minxiu z kolei nie była w stanie uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Od urodzenia mieszkała w Seulu, nigdy jednak nie miała okazji spotkać na ulicy kogoś sławnego i już dawno przyzwyczaiła się do swojego pecha. Dlatego też zapanowała bardzo niezręczna cisza. Dziewczyny słyszały tylko bicie własnych serc (które odbywało się zdecydowanie za szybko) oraz cichy odgłos kroków. Obie czekały, co stanie się dalej, a cisza trwała jakby nieskończoność. I nagle wydarzyło się coś, czego żadna z nich kompletnie się nie spodziewała. Lampa znajdująca się tuż za nimi kilka razy zabrzęczała i rzuciła słabe światło na dzierlatki. Natasha lekko się wzdrygnęła. Teraz nie tylko było je widać. One również mogły wyraźnie zobaczyć Junhyunga, który znajdował się zaledwie półtora metra od nich. Chłopak zatrzymał się równie zaskoczony co dzierlatki. Jego wzrok najpierw padł na Xiunię, która teraz zaczęła odchrząkiwać i nerwowo się uśmiechać.  Dopiero po chwili spojrzał na jej przyjaciółkę i od razu nawiązał z nią kontakt wzrokowy. Nat nie miała pojęcia, co zrobić i mimo szczerych chęci nie potrafiła odwrócić wzroku. Stali tak w ciszy przez minutę, która zdawała się trwać całą noc. W końcu Junhyung zamrugał kilka razy zdezorientowany i zwrócił się do Minxiu.
-Czy twoja koleżanka mówi po koreańsku?
Natasha uśmiechnęła się ledwo widocznie pod nosem. No tak, pomyślała, to dlatego tak na mnie patrzył. O czym ja właściwie myślałam? Chodziło mu o moje niebieskie, nie-skośne oczy. To logiczne.
-Tak, nie ma  tym większych problemów – odparła w końcu Xiunia, przerywając w ten sposób rozmyślenia przyjaciółki. Jej głos był całkowicie wyprany z emocji. Była w ogromnym szoku i starała się tego nie pokazywać, czego wynikiem był jej ton.
Chłopak jednak zdawał się tego nie zauważać. Uśmiechnął się do dziewczyn, próbując je ośmielić, co dało całkowicie odwrotny efekt, bowiem dzierlatkom odebrało mowę już doszczętnie.
-Oh, zapomniałbym! Yong Junhyung, miło mi.
Natasha spojrzała na rękę wyciągniętą w jej stronę, jakby pierwszy raz w życiu doświadczyła czegoś takiego. W porę jednak się otrząsnęła i podała chłopakowi swoją dłoń.
-Natasha – odezwała się cicho, a w jej głowie zabrzmiało to tak, jakby mówił to ktoś z bardzo daleka. I bynajmniej nie była to ona.
Junhyung uścisnął ją lekko i zwrócił się w stronę Koreanki. Xiunia odzyskała już pełnię świadomości, poradziła sobie z tym zadaniem więc lepiej od koleżanki. Wszystko robiła bardzo naturalnie, jakby wcześniejsze zachowanie było wywołane chwilowym szokiem.
-Co robicie tutaj same o tej godzinie? – spytał po zapoznaniu się z obiema studentkami.
-Czy zwiedzanie Seulu nocą jest dziwne? – odparła żartobliwie ciemnowłosa.