niedziela, 25 maja 2014

Wątek 3 - Rozdział 6 - ZAWIESZAM

NIESPODZIANKA !!!.... Wprawdzie bardzo nie fajna :c
Zawieszam wątek DO ODWOŁANIA!!!
Nie oszukujmy się... dodaję posty bardzo nieregularnie, bardzo krótkie i ... nudne xD Straciłam już zupełnie chęć i przede wszystkim wenę, może zacznę nowy, jak to sobie poukładam, może wrócę do tego... pożyjemy zobaczymy ;)
Przepraszam Was bardzo, jećli zawiodłam mych najwspanialszych i najwierniejszych fanów :ccc Wybaczcie proszę...
Po prostu pisanie na siłę wydaje mi się bez sensu, bo nie czerpię z tego żadnej przyjemności, a ... nie uważacie, że to jest najważniejsze w pisaniu? 
Przepraszaaam jeszcze raz ;_; 


A teraz najkrótszy rozdział w historii <3 XDDDD

Od razu spostrzegł jej łóżko, tuż przy oknie, w które właśnie wlepiała swoje zmęczone, pozbawione życia zielone oczy. Kiedyś dało się w nich zauważyć ogrom energii i radość. Kosmyki długich, falowanych włosów spoczywały na jej ramionach.
Pod wpływam dźwięku skrzypiących, otwieranych drzwi odwróciła wzrok. Była w kompletnym szoku.
- Cześć – zaczął nieśmiało Sehun. – Dawno się nie widzieliśmy, nie?
Ona jednak nic mu nie odpowiedziała, ciągle wpatrując się w jego oczy. Nie mogła pojąć, po co do niej przyszedł. Przecież… nie troszczył się już o nią, nie kochał jej.
Chłopak usiadł obok niej na krześle i położył bukiet piwonii na stoliku.
- Jak się czujesz?
- A jak ma się czuć umierająca osoba? – wyszeptała zachrypniętym, ledwo słyszalnym głosem. – Jestem już jedną noga w grobie. Drugą dojdę pewnie do końca tygodnia….
Zapadła cisza. Złotowłosa odwróciła się znów do okna. Jej serce bardzo cierpiało. Brakowało jej go bardzo. Raniło ją to, że odwiedził ją dopiero teraz. Jednocześnie jednak przez chwilę poczuła ulgę, że w ogóle do niej przyszedł. Gabriela zamartwiała się o niego przez długie wieczory, zastanawiając się, czy wszystko jest z nim dobrze. Chciała go po prostu zobaczyć. W końcu się doczekała.
- Dlaczego… - przerwała niezręczną ciszę. – Powiedz mi… dlaczego…
W jej oczach momentalnie wezbrały się łzy. Tęczowo włosy od razu przesiadł się na łóżko, na którym siedziała Gabi i przytulił ją do siebie, gładząc dłonią jej aksamitne włosy.
- Przepraszam. Naprawdę bardzo cię przepraszam.
Trwali tak wtuleni w siebie przez pewien czas, bez słów. Jedynym dźwiękiem był cichy szloch dziewczyny.
_________________________________________________________________________________

- Tak, Kai? – odezwała się Van, widząc chłopaka w drzwiach gabinetu.
- Masz może chwilkę?
- No pewnie, wchodź – rozpromieniła się na myśl, że w końcu ktoś z zespołu się przełamał i chciał z nią porozmawiać. Do tej pory miała z chłopcami średni kontakt… Jednak bardzo się zdziwiła, widząc wchodzącego Tao. Oboje usiedli wygodnie w fotelach naprzeciw niej.
- Bo… jest taka sprawa.. – zaczął niepewnie Kai. – Musimy z tobą porozmawiać, jednak chcemy to zrobić wszyscy razem, więc… mogłabyś wpaść dziś po południu do naszego dormu?
- Oczywiście, nie ma sprawy.
- W takim razie dzięki, a teraz już ci nie przeszkadzamy, pa.
Vanessa kiwnęła tylko głową i obserwowała ich uważnie, gdy wychodzili z pomieszczenia. Już się tak bardzo nie cieszyła na ich wizytę…
_________________________________________________________________________________

Anią właśnie skończyła bandażowanie nogi. Na szczęście mogła już chodzić. Trochę wprawdzie utykała, jednak nie przeszkadzało jej to tak mocno.
Jej nowy przyjaciel przez pół dnia nie dawał żadnych oznak życia. Jedyne, co po nim zostało, to kartka, która już zresztą wylądowała w koszu…
Blondynka postanowiła już się nie zamartwiać. Skoro ją zostawił, to trudno… Nie zamierzała tego długo rozpamiętywać. Było – minęło.
Jednak w tej samej chwili z jej rozważań wyrwał ją głośny dzwonek do drzwi. Gdzieś w głębi miała nadzieję, że to on. Podeszła najszybciej jak mogła do drzwi, jeszcze chwilę wahając się, czy otworzyć. Gdy jednak ponownie wydobył się dźwięk dzwonka, automatycznie uchyliła drzwi, a jej oczom ukazała się sylwetka przyjaciela.
- Cześć! – przytulił delikatnie dziewczynę, wyminął ją i wszedł do środka, by odłożyć reklamówki z zakupami, cały czas mając na twarzy promienny uśmiech.
- Hej… - odpowiedziała nieco ciszej, nadal stojąc oszołomiona przed drzwiami.
- A ty nie wchodzisz? – zaśmiał się, biorąc się już za przygotowania w kuchni.
Dziewczyna parsknęła jedynie śmiechem domykając drzwi i już kuśtykała w stronę chłopaka.
_________________________________________________________________________________

- Dobra, jesteśmy. Otworzysz, proszę? – spytał Chen, gdy stanęli przed mosiężnymi jasnobrązowymi drzwiami prowadzącymi do mieszkania poszkodowanej.
Jednak zanim dziewczyna wydobyła klucze ze swojej niemałej torby, minęła chwila.
- Dziękuję ci… obawiam się, że bez ciebie nie doszłabym tu tak prędko.
- Nie ma sprawy. Wiesz… chciałem z tobą pomówić, bo… sama rozumiesz, w jakiej sytuacji się znaleźliśmy.
- Tak –westchnęła zasmucona Ku. – Wchodź – dodała nieco weselej podskakując w kierunku salonu.
- Chcesz się czegoś napić?
- Najpierw trzeba się zająć twoją nogą. Gdzie masz apteczkę?
- Nie, nie trzeba…
- Oj daj spokój Ku. To… gdzie ta apteczka?
- Ech.. pierwsze drzwi po lewo to łazienka. Jest w szafce na górze, pierwsza od strony drzwi.
- Okej, zaraz będę.
W głębi serca cieszyła się, że chciał się nią zająć. Bardzo go lubiła… i głupio wyszło z tym ślubem. Może kiedyś będzie… ale na pewno nie dlatego że rodzice sobie tego zażyczyli…
- No i jestem – uśmiechnął się, kładąc apteczkę na małym stoliczku obok sofy. Przykucnął przy niej i powoli zabrał się za opatrzenie nogi.
_________________________________________________________________________________


1 komentarz:

  1. Dobra już... Po prostu pamiętaj, żeby kiedyś do tego wrócić nawet jak nie do wątku to po prostu możesz zacząć nowy ! Będę czekać ! T^T

    OdpowiedzUsuń