Wysoka szczupła brunetka o złotawych
końcówkach, delikatnie opadających na czarną satynową marynarkę, wychodziła z
samolotu. Nie dość, że pokłóciła się z szefem, to jeszcze pół godziny szukała
kluczy do auta przed wyjazdem (przecież trzeba się jeszcze jakoś dostać na ten
samolot). Na szczęście przybyła w samą porę.
-AISH!
– warknęła, gdy padła jej komórka. Akurat weszła do dusznego, gorącego
pomieszczenia, myśląc, iż gdzieś tu powinien teraz być XiuMin. Zasmucona
usiadła na pobliskiej, pustej ławce, aby chociaż przez chwilę móc w spokoju
zastanowić się co robić dalej. Z lotniska miał odebrać ją jej kochany
braciszek. Niestety… Nie sposób było go znaleźć na jednym z największych
lotnisk w Chinach. Powinna do niego zadzwonić, kiedy wyląduje, a tu nici z
planów. Miała nadzieję, że się niedługo pojawi, więc postanowiła poczekać
jeszcze trochę i umilić sobie czas czytając jedno z czasopism leżących na
pobliskim szklanym stole.
W tym samym czasie pewna kobieta przebiegła
niczym wicher przed Kim Ku Jung (bo tak nazywała się brunetka) prawie strącając
jej dopiero co wybraną gazetę. Ku zdezorientowana nie wiedziała co się
właściwie stało. Dziewczyna, nie zwróciwszy na to szczególnej uwagi, gnała
dalej w swoich rozdartych jasnych jeansach i czerwono-zielonej koszuli w
kratkę. Długi blond warkocz zapleciony z tyłu tylko co chwilę zderzał się
delikatnie z plecami, a jej niebieskie oczy świeciły ze szczęścia. Po dwóch
minutach zdyszana przystanęła przed wyjściem z linii czwartej i wypatrując
przyjaciela oparła dłonie na lekko ugiętych kolanach.
-Jednak
pamiętałaś… Anią – do jej uszu dotarł tajemniczy męski głos. Od razu odwróciła
się na pięcie, ignorując zmęczenie i posłała brązowookiemu szeroki uśmiech.
-HA
HA HA, uśmiałam się Chanyeol. A tak serio to… tęskniłam – przytuliła delikatnie
właściciela głosu, a on odwzajemnił przyjazny uścisk, śmiejąc się.
–A
może chcesz mi nieść walizeczkę, Anią?
-Och,
naprawdę? To dla mnie zaszczyt! – spojrzała na niego spode łba, jak na głupka –
NIE MA MOWY!
_________________________________________________________________________________
Z wyjścia linii trzeciej wyszła właśnie
średniego wzrostu czerwono włosa kobieta rozglądająca się na wszystkie strony,
aż odnalazła wzrokiem Sehuna, który zobowiązał się odebrać jedyną,
najwspanialszą siostrzyczkę, po długim i dość męczącym locie z Paryża.
-Eeeej
TY! Tęcza! – wrzasnęła unosząc kąciki ust – pomożesz mi z ta walizką, czy mam czekać,
aż skończę trzydziestkę?
Chłopak parsknął śmiechem i wolnym spokojnym
krokiem ruszył w kierunku swojej siostry, jakby nic nie słyszał. Ech… jednak
śmiech go zdradził.
Przybili sobie na powitanie piątkę i ruszyli
zadowoleni przed siebie.
Nawet nie dostrzegli niewielkiej - bo
mierzącej zaledwie metr pięćdziesiąt - szczupłej kobiety o jasnoróżowych
włosach związanych z tyłu w kucyka, idącej w pośpiechu w stronę wyjścia. Jedną
ręką ciągnęła ciężką fioletową walizkę, a drugą trzymała telefon przy uchu.
Znów szofer się spóźnia, a na dodatek nie odbiera komórki. Super! Po prostu świetnie! Kogo ja w ogóle zatrudniam… pomyślała i kręcąc głową opuściła zatłoczony
budynek, kierując się do najbliższego parkingu taksówek z zażenowaniem.
Jeszcze nikt z nich nie wie, że los ma wobec
nich pewne plany. Dla jednych przyjazd do Chin okaże się być strzałem w
dziesiątkę, dla innych.. może przynieść wiele cierpienia i niepotrzebnych
problemów. Chociaż… może wszyscy odnajdą tu to czego
szukali, po co przylecieli dokładnie w to miejsce?
Czy
historia każdego z naszych bohaterów skończy się szczęśliwie? Czy naprawdę na
tym świecie istnieją takie wyjścia, dzięki którym nikt nie ucierpi w danej
sytuacji? Czy zawsze musi być osoba pokrzywdzona?
Dowiecie
się tego czytając dalej !
Zapraszam ^^
Niedługo 1 rozdział, postaram się jakoś w tygodniu napisać xD
~Vanessa
Karlos,lubie to <3 / Earl ^^ Czekam na kolejny rozdział,wiec dawaj :DDD
OdpowiedzUsuńPudiozdrowienia!