czwartek, 31 października 2013

Wątek 2 - Rozdział 5#


Nazajutrz Vanessa obudziła się z płaczem. Z niewiadomych powodów śnił jej się Tao. Nie był to miły sen, może wręcz nazwać go koszmarem. Nie pamiętała jego dokładnej treści, ale w jej sercu zagnieździł się smutek.         
Droga do szkoły mijała jej dzisiaj bardzo powoli. Gdy już tam dotarła, doznała pewnego rodzaju szoku. Przed oczyma pojawił się jej przystojny nauczyciel. Wreszcie dostała odpowiedź na pytanie dotyczące jego wieku. Na szczęście nie było pomiędzy nimi dużej różnicy w tej kwestii. To była dla niej ulga.
-Cześć Vanessa! - krzyknął z drugiego końca korytarza i zaczął zmierzać w stronę dziewczyny.
-Witam panie EDISON! - odparła śmiejąc się w duchu.
-Ej! Miałaś nie używać tej wersji mojego imienia! Już nigdy nie zostawię swoich dokumentów na widoku... *lekko obrażona mina*


-Wybacz, ale ty nie powinieneś mnie wołać przez całą długość korytarza, nie chcę by każdy tutaj znał moje imię.
-Załatwione.
-Uczęszczasz tutaj na zajęcia?
-Tak
-Który rok?
-Drugi.
-Kierunek?
-Gastronomia.
-A... - nie zadała kolejnego pytania, bo jej przerwał.
-Proszę cię, skończ na dzisiaj to przesłuchanie, możemy o tym pogadać kiedy indziej ok?
-Dobrze, przepraszam.
      Stali chwilę patrząc na siebie, kiedy jakiś starszy uczeń pchnął przypadkowo swym barkiem Vanessę tak, że wylądowała w ramionach mistrza kung fu. Trwali przez jeszcze kilka chwil w takiej pozycji. Gdy Van spostrzegła swoje położenie, szybko cofnęła się do tyłu natrafiając na kosz, na śmieci. Konsekwencją było to, że wylądowała swoimi czterema literami w tym właśnie kuble. Jej policzki automatycznie zaróżowiły się, a wzrok opadł w dół. Po chwili zorientowała się, że nie da rady samej wyjść, więc zawstydzonym głosem skierowała prośbę do kolegi:
-Po…Pomożesz mi?
Ten natomiast ledwo powstrzymując mogący zranić uczucia dziewczyny śmiech, podał jej swą zdrową rękę.
-Wszystko w porządku? - spytał z troską, pomagając jej się wydostać.
-Chyba powinnam już iść na wykład.*zażenowana swoim wypadkiem ruszyła w kierunku najbliższego pomieszczenia*
-Czekaj, odprowadzę cię.
-Och... Dziękuję...
Stojąc u progu sali pożegnali się, a chłopak poszedł do klasy w zachodnim skrzydle budynku.
Akihiko już od trzydziestu minut siedziała w ławce i wyczekiwała na moment rozpoczęcia monologu wykładowcy. Tego dnia po raz pierwszy się nie spóźniła. Uczniowie zaczęli się zbierać. Hiko wypatrywała tęczowo włosego studenta. Niestety, nie pojawił się na pierwszych zajęciach. 
            Kiedy rozległ się dzwonek na przerw, przed drzwiami pojawił się nieobecny wcześniej chłopak. W lewej ręce trzymał jasnoróżową różę, wyglądał na zdenerwowanego. Skakał z nogi na nogę, nie mogąc ustać w miejscu. Podbiegł do drobnej blondynki, która dopiero co opuszczała salę. Zauważywszy go, zaczęła:
-Ej! Czemu przyszedłeś dopiero teraz? Budzik ci się zepsuł?
-Jedyny budzik jaki mam to ten w mojej głowie i wcale się nie zepsuł. Muszę cię o coś spytać. *radosny uśmiech*
-Czy… chciałabyś może… pójść ze mną do kina?
-Pytasz o to w taki sposób… Zapraszam mnie na randkę?
-Tak jakby…
-Chętnie!
-Naprawdę? *z wielką radością w oczach objął przyjaciółkę* Bardzo się cieszę.
-Kiedy?
-TERAZ!- złapał ją za rękę i wybiegli z budynku. Mimo lekkiego zaskoczenia, dziewczyna cieszyła się na myśl, że spędzi z nim trochę czasu sam na sam. Tak naprawdę w głębi serca już dawno tego pragnęła, nie umiała jednak wyjść z inicjatywą.
Oprócz tej dwójki jeszcze jedna osoba opuściła dziś teren uniwersytetu przedwcześnie, ale tylko chwilowo. Natasha pędziła w stronę swojego obecnego miejsca zamieszkania. Wiatr rozplątał jej różowego warkocza, którego plotła dzisiejszego ranka przez pół godziny. Zapomniała z domu notatek do testu, który miała pisać w południe. Wybrała sobie jednak raczej zły moment na wejście do mieszkania, bo Chanyeol właśnie się przebierał. Do tej pory zdążył ubrać tylko dolną część odzieży. Właściwie to z niewiadomych powodów robił to stojąc na środku salonu. Najwidoczniej nie przyzwyczaił się jeszcze, że z kimś mieszka. Gdy dziewczyna ujrzała jego nagi, umięśniony tors, poczuła jakby piorun przeszył wzdłuż jej ciało. Szybko wycofała się za drzwi, głośno przepraszając za wtargnięcie.
-Hej! Co się stało, że jesteś tak wcześnie? Nie masz zajęć? Nie bój się, już jestem ubrany, wejdź – zachęcał.
-Ymm… Tak… No właśnie… Zapomniałam notatek. Tylko je wezmę i wychodzę – weszła powoli, upewniając się jeszcze, że jej współlokator ma na sobie wszystkie potrzebne części odzieży.
-Okej, ale wszystko w porządku? Jesteś nieco blada.
-Tak, w jak najlepszym – powiedziała, po czym potknęła się o stół, który stał na drodze do jej pokoju.
-Uważaj! *zmartwiony uśmiech* Musisz patrzeć pod nogi!
-Dobra rada, zapamiętam – z zakłopotaniem przyspieszyła kroku. Po przekroczeniu progu swej majestatycznej komnaty, zatrzasnęła drzwi i osunęła się na podłogę. Jej nogi stały się jak z waty, serce biło jak szalone, a w brzuchu poczuła chmarę rozwścieczonych motyli.
*Aish! Co się ze mną dzieje?! Jakoś dziwnie się czuję…* Kto by pomyślał, że ten ciut pechowy dzień będzie dniem, w którym odnalazła w sobie prawdziwe uczucie.
            W końcu udało jej się podnieść. Wzięła z biurka grubą teczkę A4 i zamierzała wrócić do swojego wcześniejszego miejsca pobytu, lecz coś a raczej ktoś jej przeszkodził. Tym kimś był mieszkający z nią młody mężczyzna. Zapukał grzecznie i poprosił, by zeszła na dół.
-O co chodzi? – spytała ze zdziwieniem, bo do tej pory raczej mało się komunikowali
-Chcę ci coś pokazać, posłuchaj tego.
Obrócił biblioteczkę, za którą znajdował się ukryty schowek, wyjął z niego czarną gitarę akustyczną obsypaną białymi napisami. Stylowa. Usiadł na krześle, ułożył instrument w odpowiedni sposób i zaczął grać. Jego palce delikatnie muskały każdą strunę w odpowiedniej kolejności. Wydobywał się z niej idealnie czysty dźwięk. Wtedy muzyk dołączył do melodii jeszcze swój głos. Ten głos. Jeszcze głębszy i bardziej przenikliwy niż podczas rozmowy. Natasha dokładnie wpatrywała się w ruch warg czarującego gitarzysty. Była już pewna, że wpadła po uszy.
            Tak o to uciekinierzy dotarli do kina na czas. Film właśnie się rozpoczął. Nie ma to jak mrożący krew w żyłach horror. Najlepszy gatunek na randez-vous. Akihiko już po pierwszych trzydziestu minutach nie mogła wytrzymać ze strachu. Łzy płynęły po jej policzkach. Sehun zaczął się do niej nachylać, by ją uspokoić, a ta nagle obróciła twarz w jego stronę. Ich nosy prawie się stykały, czuli na sobie swoje oddechy. Osobnik płci męskiej począł zbliżać się jeszcze bardziej, ale w końcu wycofał się, po czym lekko się uśmiechnął. Kontynuowali oglądanie. W połowie nagrania dłoń niewiasty spoczęła na dłoni Oh’a. Nie spojrzał nawet w jej stronę, tylko ucieszył się w duchu, był pewien, że teraz będzie już tylko lepiej. Nie spodziewał się, że zostanie to zakłócone przez zmorę z przeszłości.
            Przebywająca już drugi dzień w szpitalu Xiunia, z niecierpliwością wyczekiwała odwiedzin swojego znienawidzonego rówieśnika. Od trzech godzin nerwowo spoglądała na zegar, odliczając każda sekundę. Wreszcie ktoś się pojawił i była to oczekiwana przez nią osoba. Jak obiecał, przyszedł. W ręku trzymał pudełko pełne pokrojonych owoców. Jego mina była jednym, pozbawionym jakichkolwiek uczuć POKER FACE’EM! Trudno cokolwiek z niej wywnioskować. Odłożył paczkę na stolik i usiadł jak poprzednio, przy łóżku pacjentki.
-Jak się czujesz? – zaczął, nie zmieniając wyrazu twarzy. Zero mimiki.
Dziewczyna tylko mu się przyglądała i nie miała zamiaru odpowiedzieć.
-Od razu wiedziałem, że z twoimi manierami jest coś nie tak.
Nadal tylko patrzyła, ignorowała go zupełnie. Wreszcie odpuścił i poszedł sobie. Było tak przez następne cztery dni. Każdego z nich zostawał u niej dłużej. Najdłużej nawet sześć godzin. Siedzieli wtedy w całkowitej ciszy. Zaczął się przyzwyczajać, chociaż nie miał pojęcia po co tam tyle przebywał. Prawdopodobnie przez poczucie winy. Chciał usłyszeć od dziewczyny chociaż jedno słowo, wiedziałby dzięki temu co myśli na jego temat. Milczenie go niepokoiło.
Kiedy przyszedł przed ostatniego dnia jej pobytu w tym miejscu, wyglądało to inaczej niż wcześniej. Całkiem inaczej. Natrafił na śpiącą dzierlatkę, w takim stanie robiła wrażenie spokojnej i łagodnej. Coś co go już wcześniej zainteresowało… Mógł teraz się temu przyjrzeć. Zbliżył się do jej twarzy. Patrzył tak na nią, aż zasnął. Tym razem jednak nie udało mu się wyjść nim się obudziła. Gdy otworzyła oczy, ujrzała młodzieńca pogrążonego we śnie. Delikatnie wstała, nie budząc go. Ułożyła się naprzeciw niego. Prześledziła dokładnie każdą rysę jego oblicza. Prawdą jest, że od dwóch dni nie ignorowała go ze złości, ale po to by dowiedzieć się co zrobi. Zaciekawił ją.
Następnego dnia miała zostać wypisana do domu. Nie miał kto jej odebrać, bo Tao był już zajęty, więc po prostu postanowiła pójść sama, jednak Do Kyung Soo już czekał. Nie mówiąc ani słowa wziął jej torbę. Podążała za nim. Wskazał jej palcem stojący przed bramą szpitala motocykl. Całkowicie do niego pasował.
Dojechawszy do domu Park Xiu Min oboje zeszli z motocykla. Dziewczyna chciała już iść, gdy nagle jej towarzysz złapał ją za rękę.
-Odezwij się, proszę – na jego twarzy pojawiła się rozpacz, jakby błagał o to. Zdezorientowana odpuściła.
-Dziękuję.
Ciesząc się, że słyszy jej głos wiedział, że to jedno słowo utkwi w jego umyśle. Mimo, że nie był świadomy za co mu podziękowała. Chwycił ją w pasie i obdarzył delikatnym pocałunkiem, ledwo wyczuwalnym, niczym powiew wiatru.






Oto ja, mistrz PAINTA. WIEM, że ROZPOZNAJECIE KTO TO !

~Xiunia

2 komentarze:

  1. BOŻE XIUNIA, CO ZA TALENT ARTYSTYCZNY <3. Czy Chanyeol ma czerwone oczy? XD..

    OdpowiedzUsuń
  2. żaaal ;c
    fajny rozdział, ale chyba mnie nie lubisz XDDDDDD
    ~Vanessa XD

    OdpowiedzUsuń