niedziela, 27 kwietnia 2014

Wątek 4 - rozdział 9#

Xiunia zmierzała w stronę przystanku autobusowego. Gdy była pięćdziesiąt metrów od niego ujrzała odjeżdżający pojazd. Tym razem naprawdę nie zdążyła. Zrezygnowana, postanowiła iść pieszo. Na szczęście uniknęła tego, bo nadeszło wybawienie. Przy krawężniku zatrzymał się czarny kabriolet z przysłoniętym dachem i przymkniętymi oknami. Nagle szyby zaczęły się uchylać i wyłoniła się zza nich twarz Minhyuk’a.
-Wyszedłeś już ze szpitala? Jak się czujesz? – spytała z troską przyjaciela.
-Tak, wyszedłem. Jak widzisz mam tylko opatrunek na głowie. Co u ciebie?
-Przepraszam, ale opowiem ci póżniej, bo się spieszę.
-Wsiadaj, podwiozę cię.
-Dziękuję.
            Wsiadła do samochodu i zaczęła opowiadać co się stało. Cała sytuacja z Jonghyun’em itd. Gdy Lee Minhyuk tego słuchał, widać było irytację w jego zazwyczaj ciepłym spojrzeniu. To chyba reakcja na to imię. Widząc to, Min Xiu przestała się odzywać. Do końca drogi jechali w milczeniu.
            Po dotarciu na miejsce, Lee odszedł bez słowa. Dziewczyna nieco się zmartwiła, ale pomyślała, że później go jakoś rozweseli. Teraz pragnęła tylko skupić się na zajęciach. Niestety znowu jej się nie udało. Podbiegł do niej zakapturzony osobnik i pociągnął za rękaw, wyciągając poza budynek. Zmierzali ku tylnej części terenu szkoły. Kiedy stanęli tuż obok wyjścia ewakuacyjnego, zazwyczaj nieużywanego, tajemnicza osoba zdjęła kaptur. Wyraz twarzy dziewczyny momentalnie się zmienił, ukazując szok i totalne zaskoczenie. Jej nogi stały się miękkie i prawie upadła, ale stojący przed nią chłopak przytrzymał ją w talii. Niewiasta dostała nawrotu astmy, na którą chorowała za młodu. Podobno już ją całkowicie wyleczyła, taka była diagnoza. Zdezorientowany młodzieniec uspokoił ją. Pogłaskał Park po głowie i pomógł usiąść na krawężniku. Drżąca zaczęła łapać oddech. W końcu się opanowała, ale nadal nie kontaktowała z rzeczywistością. Nie wiedziała co się dzieje. Xiumin stał przed nią. Prawdziwy członek EXO. Ale co on tu robi? Skąd ją zna? Przecież one nie zdążyły jeszcze być na ich koncercie. To dopiero jutro. Dziewczyny odliczają do niego każdą minutę… Co się do cholery teraz dzieje?! No co?! Trwała grobowa cisza, aż odezwał się porywacz.
-Jak masz na imię?
-Nie wiesz, a mimo tego zabierasz mnie ze szkoły – odparła trochę rozczarowana.
-Polecono mi znaleźć kogoś o takim wyglądzie jak twój.
-W celu?
-Podobno kumplujesz się z członkami CNBLUE.
-Nie wiem czy można to tak nazwać. Raczej pewna sytuacja zmusiła mnie do usługiwania jednemu z nich.
-To jak masz na imię?
-Ech… Minxiu.
-Hahaha. Fajne imię. Moje znasz, prawda?
-Nie. Nie wydaje mi się – powiedziała sarkastycznie.
-Oj, no dobra. Chodź ze mną.
            Dziewczyna posłusznie wstała i podążyła za nim. Zatrzymali się przy jakiejś willi. Bardzo ją to zaciekawiło.
            W tym czasie schorowana Natasha podniosła się w końcu z łóżka. Nic się jej nie chciało. Dzwonka do drzwi to najwyraźniej nie obchodziło, bo piszczał jakby się paliło. Powolnym krokiem ruszyła w tatą stronę. To listonosz. Odchyliła trochę drzwi i wystawiła rękę po list. Następnie usiadła na kuchennym krześle i rozerwała kopertę. Na jej twarzy pojawiło się przerażenie. Na niewielkiej kartce, literami wyciętymi z gazety, widniał napis: „Jeżeli chcesz jeszcze zobaczyć przyjaciółkę, przyjdź pod adres: xxxxxx, nie zawiadamiaj policji”.
Nat od razu założyła spodnie, kurtkę, rękawiczki i wybiegła z domu. Gdy dotarła na miejcie, drzwi budynku były otwarte, więc weszła. Usłyszała głos swojej współlokatorki, która… śpiewała sobie „Miracles in December” na karaoke.
-Ej! Nic ci nie jest? – podbiegła do niej, przytuliła ją, po czym walnęła.
-Skoro mnie walnęłaś to chyba wiesz, że nic!
            W tym momencie blondynka zorientowała się, że sporo osób przygląda się tej sytuacji. Konkretnie to dwanaście. Całe EXO. Natasha zaniemówiła i pytającym wzrokiem spojrzała na Minxiu.
-Ach, to był ich pomysł – wyjaśniła Xiunia. – To chyba ich powinnaś pobić.
-Aaa… może innym razem. Czemu to zrobili?
-Chcą nam wyjaśnić, czemu nie powinnyśmy się zadawać z CNBLUE.
-No więc… - zaczął Luhan. – Słyszałyście już pewnie, że na imprezie wtedy miała miejsce pewna sprzeczka. W skrócie chodzi o to, że te, ładnie mówiąc, głupie szczury z CNBLUE wyzywają nas, bo nosimy makijaż sceniczny i tańczymy. Ich zdaniem to co „wyprawiamy” to nawet nie jest muzyka, tylko jakieś wiejskie techno bez głębi.
            Xiunia wybuchła duszącym śmiechem. Zareagował na to Sehun, który ucieszył się, że nie jest jedynym, który powala śmiechem.
-Z czego się śmiejesz? – spytał z powagą Kris.
-Przepraszam, ale Baekhyun! Przy malowaniu się… patrzyłeś w lustro? Eyeliner nie służy do malowania całej powieki!
-Co?! – zawstydził się. – Przecież wiem.
-Jeżeli tak bardzo chcesz się malować, to zatrudnij makijażystkę – wtrąciła Natasha. – Ewentualnie kup lustro. Albo poproś nas, nawet my byśmy to lepiej zrobiły.
-Wracając do tematu – zagadnął Tao. – Dajcie sobie spokój z CNBLUE.
-Co wasze sprawy mają do naszych? Załatwcie to między sobą. My możemy zadawać się z kim chcemy – powiedziała blondynka.
-Jesteś pewna? – rzekł wrogim tonem Chanyeol. – W takim razie ostrzegam, że to się może źle skoczyć.
-Umiemy wziąć za siebie odpowiedzialność – z przekonaniem kontynuowała Nat.
Dyskutowali tak jeszcze około trzydziestu minut. Jednak przerwał im zaciekawiony Xiumin:
-Hej… My tu sobie gadu gadu, a gdzie Minxiu?
-Ech… Pewnie chodzi po dormie. Ja na waszym miejscu bym dokładnie przeszukała każde pomieszczenie.
            Cała trzynastka ruszyła na poszukiwania. Zajrzeli do prawie każdego zakątka. Nigdzie nie mogli znaleźć zguby. Minęła już ponad godzina. W końcu natrafił na nią jeden z chłopców. Kim Jongin znalazł ją pod swoim łóżkiem. Przeglądała jego album i zajadała suszone jabłka.
-Co ty wyprawiasz?! – krzyknął i wyciągnął ją za nogi.
-Ej! Sama bym wyszła! Nie denerwuj się! Chciałam tylko dokładniej pozwiedzać, bo dyskusja z wami mi się znudziła.
-Znudziła? No nie wytrzymam… Zapamiętam to sobie.
-No wiesz… W sumie to nie przepadam za Jonghyunem, ale Minhyuk wydaje się w porządku, a wasze stroje w ulfie były…
-No jakie?
-Ciekawe. Zwłaszcza twoje warkoczyki, ale wszystkie inne teledyski i piosenki są całkiem w porządku. Tak właściwie to jestem waszą fanką. Największą. Tak samo Nat. Jutro idziemy na wasz koncert. Uważam jednak, że to bardzo dziecinne, że każecie nam się z kimś nie zadawać. To wasza sprawa, że ich nie lubicie. Nam nie możecie tego zabronić. Poza tym… Ograniczcie eyeliner, bo jesteście bardziej super bez niego.
-Dobra… Miło mi, że nas lubisz i szkoda, że nie udało nam się was przekonać.
-Spoko, jednak nie jesteście tacy głu… MI TEŻ JEST MIŁO.
Dotarła do nich pozostała dwunastka. Natasha automatycznie wkroczyła z wyciągniętą pięścią. Park znowu oberwała, ale tym razem oddała ze zdwojoną siłą. Szkoda, że nie tej osobie co trzeba. Gdy Nat zrobiła unik, oberwał stojący za nią Kris. Tęczowo włosa zasłoniła dłonią usta, ale po chwili z paniką zaczęła sprawdzać stan poszkodowanego:
-O cholera! Przepraszam! Bardzo cię boli?!
-Co za dziewczyna ma tyle siły?! - odpowiedział Kris ocierając twarz z krwi.
-Przepraszam… trochę trenuję… Poczekaj chwilę. Schyl się.
Pobiegła do kuchni i przyniosła zimny okład zrobiony z czystej szmatki do naczyń oraz paczkę chusteczek.
-Nat. Ty wiesz, że oni mają taki sam układ szafek jak my i mają wszystkie rzeczy w tych samych miejscach? – powiedziała, przytrzymując okład na karku Kriza i jednocześnie ocierając jego twarz chusteczką.
-CO TY ?! Ty lepiej napraw jego twarz! A nie mi tu o jakichś szafkach.
-Pewnie. Możesz mi wierzyć, że to nie jest poważne. Nie uderzałam mocno.
Całkowicie odcięci od tej sceny pozostali członkowie EXO zastanawiali się o co chodzi. Po opatrzeniu rany chłopakowi, Xiunia wstała i podeszła do Nat. Szepnęła jej na ucho:
-Muszę iść. „Mama” wzywa (Mama – wasza wysokość). Ty tu zostań.
-Cześć wam chłopaki i przepraszam za kłopot.
-Yyy… cześć – pięknym chórem jej odpowiedzieli.
-Wiecie co… skoro ona już idzie… to ja chyba też…
-Poczekaj, zanim pójdziesz przyjmij nasze zaproszenie – zaczął Chanyeol. – Może pójdziecie gdzieś z nami po koncercie?
-Nie wiem dlaczego to proponujesz, ale ok.
-I jeszcze coś – dodał. – spodziewajcie się czegoś podczas naszego występu. Lepiej ubierzcie się ładnie, niewiadomo kiedy mogą was nagrać.
Nie do końca wszystko rozumiejąc dzierlatka wyszła na ulicę i ruszyła w stronę domu, opadając z sił. Jej choroba dała się we znaki.


            Będąc już pod blokiem zaczęła się słaniać na nogach. Nie doszła do drzwi mieszkania. Na szczęście pewna osoba właśnie wtedy szła do ich mieszkania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz