W drodze do domu stało się coś niespotykanego. O ile można
to tak nazwać. Po prostu Natasha i Xiunia spotkały pewne osoby w trochę
niefortunnej sytuacji. Byli to Suga z BTS oraz Minhyuk (BTOB) szkolny znajomy
Park Min Xiu. Wydarzenie to sprawiło, że stali się im wdzięczni. Mianowicie
idąc sobie chodnikiem, niewiasty ujrzały ciężarówkę prowadzoną przez człowieka
z napadem epilepsji. Zmierzała ona prosto na dwóch młodzieńców spacerujących
beztrosko wzdłuż drogi. Widząc to, szybko zapobiegły wypadkowi, odciągając ich
do tyłu. W wyniku czego, zostały ocalone dwa istnienia. Przy okazji udało im
się zawiązać nową znajomość i pogłębić inną. Dziewczyny zostały zaproszone na
kawę przez niedoszłych nieboszczyków. W końcu zdarzyło im się coś miłego. Tym
sposobem przyjemnie spędziły popołudnie. Nadszedł jednak czas na pożegnanie.
-Miło
było - rzekł Suga ściskając po kolei każdą z towarzyszek. Dłużej jednak Nat. -
Jeszcze raz dziękujemy.
- Tak
*uśmiechy* Nie ma za co - odpowiedziały równocześnie.
- Ale mam
pytanie - dodała Xiunia.
- O co
chodzi? - odparł Lee Minhyuk, na którego patrzyła mówiąc.
- A to...
Mam problem z wykładowcą. Nic wielkiego. Może kiedyś ci wytłumaczę - odrzekł.
-
Dobra...
- To może
podasz mi swój numer, żebym mógł zadzwonić i ci powiedzieć?
- Pewnie,
masz - podała mu telefon, by do siebie zadzwonił.
- Ja chcę
twój - szepnął Suga Natashy.
Ona tylko
pokiwała głową i dała mu swoją komórkę. Potem się rozeszli.
Wreszcie przyszła możliwość powrotu do domu, by odpocząć
po całym dniu. Trzeba było jeszcze tylko kupić coś na kolację, bo obiad już
przepadł. Wchodząc do marketu niemalże od razu ktoś zaczepił nasze bohaterki.
Byli to Henry i Zelo. Próbowali się z nimi pogodzić, a może raczej Zelo z Nat,
a Henry z Xiunią. Ich tłumaczenia poszły na marne. Żadna nie chciała ich
słuchać. Szli za nimi, cały czas coś gadając. Doszli do mieszkania dzierlatek i
tam powinni się rozstać. Jednak, gdy ktoś ma do czynienia z takimi osłami to
nie jest łatwe. Za nic nie chcieli zostawić studentek w spokoju. Wpadli więc na
głupi pomysł wbicia im do domu. Tak zrobili. Czuli się jak u siebie. Rozsiedli
się na kanapie i włączyli telewizor. Dziewczyny tylko pomyślały: "wtf?
;o"
-Wy sobie
chyba żartujecie – rzekła Natasha.
-Nie
żartujemy – odpowiedzieli równocześnie.
-Nie
macie zamiaru stąd wyjść?
-Nie.
W tym momencie Xiunia przesunęła na
bok swoją przyjaciółkę i weszła na pierwszy plan. Złapała obydwu chłopaków za
uszy i ustawiła ich na środku pokoju. Potem zwróciła się do koleżanki:
-Nati, przynieś mi proszę wiesz co – wskazała na kran w kuchni.
-Nati, przynieś mi proszę wiesz co – wskazała na kran w kuchni.
-A…
Pewnie, chwila.
Gdy intruzi ujrzeli, że blondynka
nalewa do kubków wody to zaczęli domyślać się, co się święci. Próbowali więc
wyjść, ale było już za późno. Park ich zatrzymała. Wtedy Nat przyniosła wodę. Od
razu wylądowała na ich głowach.
-teraz
jesteśmy kwita – stwierdziła (kiedyś) brunetka. – Cieszcie się, że to tylko
woda i nie musieliście prać naszych ubrań. Tak w ogóle to się nie doprały.
Skruszeni siedli w pozycji błagalnej
(prosząc o wybaczenie) czyt. na kolanach. Teraz obu dzierlatkom zrobiło się ich
żal. Postanowiły im w końcu wybaczyć. Pomogły wstać im z podłogi.
-No… już
w porządku… rozchmurzcie się – powiedziały *uśmiechy*.
-Dziękujemy,
że nam wybaczyłyście.
-Przepraszam,
że musiałyśmy was oblać. Naprawdę byłyśmy złe.
-Rozumiem
– odrzekł z uśmiechem Zelo.
-Chcecie
herbaty i może… ręcznik? – zaproponowała Natasha FULLBASTER.
-Jeśli
można – odparł Henry.
Wytarli się i wypili ciepły napój.
Atmosfera znacznie się poprawiła. Cała czwórka miło sobie rozmawiała. Później
młodzieńcy opuścili dom studentek.
Nadeszła pora snu. Natasha i Xiunia
były już w swoich pokojach i powoli gasiły światła. Po dniu tych przyjemnych i
tych… mniej przyjemnych wydarzeń były ogromnie zmęczone. Szkoda, że ktoś nie
pozwolił im zasnąć i do tego prawie przyprawił o zawał serca…
Około dwudziestej trzeciej w pokoju
Natashy rozległ się krzyk. Wystraszona Xiunia pobiegła sprawdzić co się dzieje.
Wbiegła do pomieszczenia i ujrzała sylwetkę mężczyzny. Stał on przy oknie. Od
razu zapaliła światło. Okazało się, że najwidoczniej chory na umyśle osobnik
postanowił wejść do nich przez okno. Najlepsze jest to, że za chwilę przyszedł
drugi, na szczęście standardowym wejściem. Tak, tak właśnie. Widać, że G Dragon
ma bardziej poukładane w głowie niż T.O.P.
-Co to ma
do cholery być?! Chcesz, żebym umarła ze strachu? – wrzasnęła zszokowana
blondynka.
-Nie,
wybacz – odpowiedział włamywacz.
-Co ty tu
w ogóle robisz?! Czemu wlazłeś oknem?! Czemu w ogóle przyszedłeś?!
-Nudziło
mi się.
-Co do
%^#@$ ?!
-Co za
słownictwo…
-Uważasz,
że to normalnie wchodzić do kogoś oknem?!
-Pewnie.
Ja tak do siebie wchodzę.
-Ach,
rozumiem… Może powinni ci zamontować kraty w oknach, żebyś nie mógł tak sobie
swobodnie wchodzić i wychodzić z tego wariatkowa, w którym zapewne mieszkasz!
Ta kłótnia trwała jeszcze dobre pół
godziny. W tym czasie pozostała dwójka tylko się przyglądała. Park nie
dowierzając całej sytuacji, a młodzieniec śmiejąc się cicho. Mężczyzna o
straszliwej twarzy zaprzestał po kilkunastu minutach tej bezcelowej dyskusji.
Nikt nie wyniósł z niej żadnych wniosków. Była całkowicie bezsensowna.
-Zmarnowałam
tyle czasu, podczas którego mogłabym spać, a jutro powinnam wytrwać cały dzień
w szkole… do tego, jeszcze ni załatwiłam sobie notatek z dzisiaj. Czy możecie
sobie pójść, jeśli nie chcecie nic konkretnego? – wtrąciła Min patrząc miłym
wzrokiem na jej towarzysza podczas obserwacji i rzucając krótkie, pogardliwe
spojrzenie na intruza mniej mile widzianego.
-Ale ja
coś chciałem – powiedział ze zrozumieniem GD.
-O co
chodzi? *uśmiech* - rzekła Min Xiu.
-Dostałyście
bilety na EXO?
-Tak,
ale… To od ciebie?
-Nie…
Miałem tylko za zadanie się upewnić. To my uciekamy. Pa.
Wyszli. Nawet nie zdążyły ich
dopytać kto im podesłał wejściówki. No cóż…
Następnego dnia współlokatorki
obudziły się bardzo wcześnie. Już od rana słychać było przychodzące połączenia
i wiadomości. Ta popularność ^3^. No więc, pierwsze przyszły wiadomości do
Natashy od Jude’a. Zaproponował jej wyjście po zajęciach. Czemu miałaby
odmówić? Później odezwał się telefon Xiuni. Ku jej zdziwieniu napisał do niej
obrażony na nią Jonghyun, a także Raehwan. To tak: Raehwan przepraszał, a
Jonghyun… Jonghyun napisał, że ją pozwie, bo przez nią ma siniaka na pół
twarzy… Pomyślała tylko *cholera, mam
kłopoty* Mimo wczesnej godziny, szybko się ubrała i ruszyła do nadawcy. W
połowie drogi zorientowała się, że nie zna jego adresu. Fail. Zdecydowała, by poczekać te niecałe dwie godziny w szkole,
która okazała się zamknięta. Szkoda, że nie mogło być choć jednego dnia bez
problemów. Usiadła na ławce przed budynkiem. Wykorzystała ten czas, by trochę
odespać. Obudził ją szelest kartek. Chłopak, który był dzisiejszym celem
brunetki, wymachiwał jej przed oczami plikiem stron A4. Po otworzeniu oczu
wzięła je do ręki. Widniał na nich tekst: *POZEW.
Szanowna Pani Park Min Xiu jest proszona o stawienie się w sądzie dnia
23.12.2013r. w celu rozwiązania sprawy dotyczącej uszkodzenia ciała i przemocy
wobec pokrzywdzonego Lee Jonghyun*. Gdy to przeczytała, nie mogła uwierzyć.
-Co ty ?
Serio masz zamiar zaciągnąć mnie do sądu?
-Nie widać?
-Nie rób tego – powiedziała skruszona. – To zostanie w moich aktach. Przepraszam, że cię uderzyłam.
-Pff. Trzeba było pomyśleć wcześniej. Musisz ponieść konsekwencje.
-Błagam *uklęknęła*. Zrobię co chcesz, ale wycofaj to.
-Hmm… Co chcę ? – zaczął się zastanawiać. – Bądź moim niewolnikiem przez tydzień.
-Co? WTF?! – wstała. – Chyba sobie jaja robisz… Czy siniak na twarzy to w ogóle uszkodzenie ciała?! Jakim cudem go w ogóle masz?! Co za facet ma siniaka po spoliczkowaniu przez dziewczynę?! *pogardliwe spojrzenie*
-Nie widać?
-Nie rób tego – powiedziała skruszona. – To zostanie w moich aktach. Przepraszam, że cię uderzyłam.
-Pff. Trzeba było pomyśleć wcześniej. Musisz ponieść konsekwencje.
-Błagam *uklęknęła*. Zrobię co chcesz, ale wycofaj to.
-Hmm… Co chcę ? – zaczął się zastanawiać. – Bądź moim niewolnikiem przez tydzień.
-Co? WTF?! – wstała. – Chyba sobie jaja robisz… Czy siniak na twarzy to w ogóle uszkodzenie ciała?! Jakim cudem go w ogóle masz?! Co za facet ma siniaka po spoliczkowaniu przez dziewczynę?! *pogardliwe spojrzenie*
-W takim
razie odezwie się do ciebie mój prawnik *spojrzenie
bez emocji*.
-Czekaj… dobra. Niech będzie.
-No to się dogadaliśmy, odezwę się później *szyderczy uśmiech*.
-No to się dogadaliśmy, odezwę się później *szyderczy uśmiech*.
Poszedł w stronę drzwi wejściowych. Za minutę miały się
rozpocząć zajęcia. Min Xiu pobiegła z prędkością światła do sali. Po drodze
spotkała swoją przyjaciółkę, która niezbyt przejęta zmierzała tam gdzie ona.
Widząc to, pociągnęła ją za rękaw, by się nie spóźniły.
-Hej! Co ci się tak śpieszy? – zapytała blondynka.
-Przecież zaraz zaczyna się pierwszy wykład.
-Co w związku z tym?
-Przecież zaraz zaczyna się pierwszy wykład.
-Co w związku z tym?
-Chcesz się spóźnić?
-Co to za różnica?
-Dla mnie duża. Chodźmy.
-Czemu wyszłaś dziś tak wcześnie?
-Dla mnie duża. Chodźmy.
-Czemu wyszłaś dziś tak wcześnie?
-Miałam pewien problem do rozwiązania z Jonghyunem.
-On się do ciebie odzywa? – zaskoczona spytała.
-Ta… Kiedy indziej ci wyjaśnię. Chodźmy.
-Okej…
-On się do ciebie odzywa? – zaskoczona spytała.
-Ta… Kiedy indziej ci wyjaśnię. Chodźmy.
-Okej…
Nie udało im się dotrzeć na czas. W wyniku tego były w
centrum uwagi. Jednakże nie na długo, bo ktoś inny po chwili je przebił. Był to
Jung Kook, który wbiegł do klasy cały zdyszany, spocony i w podartych
ubraniach. Zaczął coś mówić o bójce, że został w nią przypadkowo wciągnięty i
żeby ktoś zadzwonił po karetkę, bo są ranni. Po ty nakazał, by inni poszli za
nim. Karetka była już w drodze, bo jeden z uczniów zareagował na potok słów
wypowiedzianych przez świadka zdarzenia.
Walka
odbywała się na placu, a jej uczestnikami byli: Minhyuk, Minhyuk, Jonghyun oraz
Ilhoon. Ambulans musiał zabrać obydwu Minhyuków (Lee i Kanga), bo mieli otwarte
rany i złamania. Nikt nie wiedział co się stało, ale zaczęła krążyć całkiem
wiarygodna pltoka, że powodem bitwy było coś, co miało miejsce na poprzedniej
imprezie. Dziewczyny też tam były, ale nie przypominały sobie, żeby ich tam
widziały. Jonghyun o to samo kłócił się z Raehwanem. Oni to mają sporów a
sporów w tym świecie gwiazd…
Dwójka, która pozostała na środku ciąć patrzyła na siebie
zawistnym wzrokiem. W tym momencie Xiunia wyszła z tłumu przyglądającego się
wszystkiemu, podając kubek kawy Lee Jonghyunowi. Szepnęła przy tym tylko, że to
chyba on teraz zostanie pozwany, chichocząc bezgłośnie. Jednak po sekundzie jej
nastawienie się zmieniło, bo w końcu prawdopodobnie z jego winy przyjaciel
dziewczyny leży w tej chwili na łóżku szpitalnym albo nawet sali operacyjnej.
Zmartwiona wepchnęła napój w dłoń rozwścieczonego studenta, obróciła się na
pięcie i ruszyła najszybciej jak umiała na przystanek autobusowy. Jej
współlokatorka podążyła za nią. W końcu ona też ma teraz znajomego w ciężkim
stanie. Chyba znowu nie uda im się skupić na nauce.
Dojechawszy do szpitala, szybko znalazły salę, w której leżeli ranni chłopcy. Byli nieprzytomni. Zostawiły więc im tylko karteczki z prośbą, by się odezwali, gdy się obudzą i kwiaty, które zdołały kupić po drodze z notką: „wracajcie do zdrowia, nie walczcie więcej i wytłumaczcie nam o co chodzi”. Potem już tylko wróciły do domu.
Nat nagle przypomniało się, że o 16 ma umówione spotkanie z Judem. Było już w pół do czwartej. Otworzyła szafę i wybrała jakieś ciuchy na szybko. Dżinsy i koszula w kratę, standard. Jeszcze tylko przerzuciła brązową, skórzaną torbę przez ramię i była gotowa. Punkt szesnasta zadzwonił dzwonek. Na wycieraczce z napisem „witaj w domu” stał jej towarzysz. Przypadkiem ubrany w koszulę o takim samym kolorze i wzorze co zaproszonej przez niego na wyjście niewiasty.
Dojechawszy do szpitala, szybko znalazły salę, w której leżeli ranni chłopcy. Byli nieprzytomni. Zostawiły więc im tylko karteczki z prośbą, by się odezwali, gdy się obudzą i kwiaty, które zdołały kupić po drodze z notką: „wracajcie do zdrowia, nie walczcie więcej i wytłumaczcie nam o co chodzi”. Potem już tylko wróciły do domu.
Nat nagle przypomniało się, że o 16 ma umówione spotkanie z Judem. Było już w pół do czwartej. Otworzyła szafę i wybrała jakieś ciuchy na szybko. Dżinsy i koszula w kratę, standard. Jeszcze tylko przerzuciła brązową, skórzaną torbę przez ramię i była gotowa. Punkt szesnasta zadzwonił dzwonek. Na wycieraczce z napisem „witaj w domu” stał jej towarzysz. Przypadkiem ubrany w koszulę o takim samym kolorze i wzorze co zaproszonej przez niego na wyjście niewiasty.
Wyszli i
poszli do starego budynku bez żadnego szyldu. Jego wnętrze całkowicie różniło
się od zewnętrznej skorupy. Budowla okazała się buszowiskiem. Nat była trochę
zdezorientowana, ale stwierdziła, że raz na jakiś czas można się pozachowywać
jak dziecko. Szaleli pływając w basenie kolorowych kulek i na różnych innych
obiektach m.in. trampolinach. W końcu nastała godzina zamknięcia, więc
właściciel ich wyprosił. Stwierdzili, że trochę się przejdą, by ochłonąć po
zabawie. Blondynka po dziesięciu minutach zorientowała się, że nie zabrała
kurtki z pokoju zabaw. Zaczęła marznąć. Cofnęli się więc, ale drzwi były już
zamknięte na kłódkę, a po samochodzie właściciela nie było śladu. Usta
dziewczyny zaczęły sinieć i trzęsła się z zimna. Dodatkowo po takim wysiłku
fizycznym jeszcze bardziej marzła. Widząc ten stan, jej towarzysz zdjął jedyną
rzecz jaką miał na górnej części swojego ciała i okrył dzierlatkę. Jemu wcale
nie było zimno, chyba się przyzwyczaił. Co to za moda, to chodzenie z sześciopakiem
na wierzchu… Objął ją jeszcze ramieniem i ruszyli w stronę domu.
__________________________________________________________________
HAHAHA NO WIĘC WRESZCIE WATEK 4 XD Xiunia przeprasza ;c







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz