Ohayo! :D Tak więc nadchodzi rozdzialik! Szkoda tylko, że krótki... no ale niestety :c
Następny będzie dopiero w marcu, jakoś koniec pierwszego tygodnia/ początek drugiego T.T
Hehehe a tu macie takiego słodkiego Chanyeola Yeheeet ! <3
Na
zegarach dochodziła 9 rano. Dla Ku była to najgorsza pora w życiu. Za chwilę
miała poznać swojego przyszłego męża, którego nawet nie znała. Za kilka sekund
miała otworzyć drzwi znajdujące się przed salą, w której siedzieli już jej
rodzice, rodzice wybranka i… on sam.
Serce
kruczowłosej biło coraz szybciej. Nagle zaczęła się zastanawiać.. Czy sam
przyszły pan młody wyraził zgodę na takie swatki. Pewnie nie. Dlatego było jej
trochę głupio, że od razu była wściekła na niego. Może on też nie jest tu z
własnej woli? Może tak jak ona, w jego życiu znalazła się już osoba, która
kocha i z którą chce być szczęśliwy?
Nadeszła
ta chwila.
Xiumin,
ciągle podtrzymując lekko siostrę szepnął w jej stronę ciche „fighting”, nim
otworzył drzwi.
Kilka
metrów, przed nimi znajdował się ten oto stolik, przy którym rozpoznała
sylwetki rodziców, a od tyłu … oni. Tylko coś nie dawało jej spokoju. Jakby
sylwetka młodego chłopaka była jej skądś znana…
- O
kochani, zapraszam! – zawołała śpiewnie matka dziewczyny, śmiejąc się od ucha
do ucha. Czuła się jak ryba w wodzie, bo przecież od zawsze chciała zaplanować
swojej jedynej najukochańszej córeczce całe życie, co właśnie poczyniła.
Gdy
znaleźli się przy stole, z przerażeniem spojrzała na człowieka, za którego
miała wyjść.
Ja… śnię? To mi się śni,
prawda? Czy.. czy.. to jest…
-
Ku? – odezwał się pierwszy w totalnym otępieniu.
Tak.
Właśnie upewnił ją w swych przekonaniach.
-
Chen.. – odezwała się, będąc jeszcze w szoku -.. co.. co ty tu robisz? Ty…
-
To wy się znacie? – wtrąciła się pani Jung – Toż to wspaniale!
-
Słucham? – otrząśnięta w miarę Ku, obdarzyła matkę poważnym spojrzeniem.
-
Kpisz sobie ze mnie mamo. Mówiłam ci, że wyjdę za kogoś kogo będę szczerze
kochać. Czy tobie babcia nakazała wyjście za mąż z kimś kogo nie kochałaś? –
coś w niej pękło i w kącikach oczu wezbrały się łzy – Jeśli myślisz, że będę
kochanym dzieckiem, które porzuci własne uczucia i stanie się robotem
wykonującym wszystkie twoje polecenia, to się mylisz.
-
Jak się do matki odzywasz?! – głos zabrał ojciec dziewczyny, uderzając pięścią
o stół.
- A
jak wy mnie traktujecie, przepraszam bardzo? Zawsze was słuchałam, nie
sprawiałam kłopotów, a wy mi teraz robicie takie świństwo?!
-
Ku… - szepnął przygnębiony brat, kładąc ciepłą dłoń na ramieniu siostry – Chyba
już wystarczy.
-
Przepraszam za uniesienie, ale zrozumcie mnie chociaż raz. Chcę sama wybrać
swojego męża, ponieważ pragnę szczęśliwego życia w prawdziwej miłości.
- A
skąd będziesz wiedzieć, że to prawdziwa miłość, co? – odezwała się z pełną
powagą i już nie tak śpiewnym głosem matka przyszłej panny młodej, składając
ręce na piersiach.
- A
skąd ty wiedziałaś, że tata, to ta prawdziwa miłość? Nigdy nie ma się
całkowitej pewności. Bynajmniej ja tak twierdzę. Ja tylko chcę się prawdziwie
zakochać i doczekać momentu, w którym mój chłopak spyta się mnie o rękę z
prawdziwej miłości, z serca. Nie przymusu.. – głos jej się załamał. Nie
wytrzymała. Przeprosiła wszystkich i wybiegła z sali, następnie z budynku.
Biegła najszybciej jak tylko mogła, nie wiedząc nawet dokąd. Po prostu chciała
się znaleźć jak najdalej stąd. Biegła niczym wicher, aż z rogu ulicy nie
wyjechał rowerzysta. Wbiegła prosto na niego, po czym oboje wylądowali na
chodniku. Chłopak, zapewne licealista, gdyż był w mundurku szkolnym, wyszedł
bez szwanku. Od razu poderwał się z ziemi i nie zwracając uwagi na Ku po prostu
pojechał. Jakby kompletnie nic się nie stało. A kruczowłosa siedziała na
chodniku łapiąc się za bolącą kostkę.
-
Ech, nie biega się w takich butach z takim tempem.
Obok
dziewczyny przykucnął nie kto inny jak Chen.
-
Xiumin został i rozmawia z rodzinami. Ja powiedziałem, że idę do łazienki. Na
szczęście cię znalazłem, He He He – zaśmiał się lekko podenerwowany – Szkoda
tylko, że ze skręconą kostką, ech. Chodź no tu.
Objął
dziewczynę, pomagając jej ustać, następnie pomógł jej dojść do najbliższego
postoju.
-
Czy mogę ci pomóc dojść do domu? Chciałbym też porozmawiać.
Jeszcze
przez chwilę wpatrywała się w niego z niepewnością. Przecież to był Chen. Chen,
którego tak bardzo polubiła. On nie jest złą osobą, tylko kimś kogo.. lubi.
-
Dobrze – kiwnęła ze zrozumieniem, wysilając się na subtelny uśmiech.
_________________________________________________________________________________
-
Tao.. – odezwał się poważnie Kai.
-
Tak?
-
Dlaczego taki jesteś? – przysiadł się obok niego na kanapie w salonie. Na
szczęście chłopacy poszli do sklepu, a Kris siedział w pokoju na górze i
oglądał dramę, więc mieli go z głowy.
-
Jaki? – oderwał wzrok od komórki.
-
No… dlaczego jesteś wredny dla Vanessy?
- Serio..
Ty też.. – przewrócił teatralnie oczyma znów zerkając na wyświetlacz iphona.
-
Tak, Tao. Zachowujesz się okropnie. Posłuchaj mnie… Wiem, że źle się z tym
czujesz, że już nie ma z nami twojej siostry. Nam jest równie ciężko, przez te
lata naprawdę stała się dla nas częścią rodziny i jej odejście było dla nas
bolesne… A Vanessa nie zasłużyła sobie na takie traktowanie, ona nie jest
niczemu winna. Ba, pewnie nawet nie wie nic o jej poprzedniczce. Nie uważasz,
że powinniście o tym porozmawiać?
-
Nie – odezwał się znużony wypowiedzią przyjaciela.
-
Ech… możesz przynajmniej.. nie zrobić tego czego chciałeś..? – spytał z
zażenowaniem Kai.
-
Przecież nie mówiłem serio z tym, że wywrócę tą pracownie do góry nogami. Kai,
proszę cię… Jestem wściekły, ale mam jeszcze rozsądek.
-
Przynajmniej to..
-
Słucham?
-
Naprawdę dziewczyna sobie na to nie zasłużyła. Chciałem, żeby dowiedziała się
tego od ciebie, bo to o twojej siostrze… Jednak jeśli nie chcesz.. Powiem jej o
tym, sam. Okej?
- A
co to zmieni, co? Po co jej to wiedzieć?!
-
Bo chcę, żeby mogła choć trochę zrozumieć nasze zachowanie. Przecież my wszyscy
jeszcze się nie otrząsnęliśmy. Chcę, żeby nie miała do nas żalu, albo pretensji
do siebie, że coś źle robi. Sam powinieneś przyznać, że stara się jak tylko
może. Dobra, to wszystko – chłopak poderwał się z aksamitnej sofy – Jutro po
gali w Seulu, podejdę i spytam się ciebie „Tak, nie?” i chcę usłyszeć pozytywną
odpowiedź. Inaczej dzień po gali, sam jej wszystko powiem.
_________________________________________________________________________________
Anią
obudziła się właśnie leżąc na kanapie w salonie pod ciepłym kocykiem.
Rozejrzała się dookoła, lecz nigdzie nie było widać Baekhyuna. Choć na stoliku
obok zauważyła kartkę, za pewne od chłopaka. Od razu sięgnęła po nią, wczytując
się uważnie w jej treść.
Hej, no więc… Film był świetny!
Szkoda tylko, że jakoś w połowie zasnęliśmy, khe khe khe. Było naprawdę
świetnie! :D Mam nadzieję, że z nogą już lepiej. Przepraszam, że nie
zaczekałem, aż się obudzisz, ale obiecałem przyjacielowi, że pomogę mu rano.
Nie gniewaj się proszę, zdrowiej!
Beakhyun
PS. Masz mój
numer, więc jak się obudzisz daj znać, jak się czujesz, dobrze? J
Będę czekać i się zamartwiać twoim stanem zdrowia po wypadku.. L
Dziewczyna
prychnęła gniewnie.
-
Jak się tak zamartwiasz, to mogłeś zostać…
_________________________________________________________________________________
-
Aki! – krzyknęła radośnie Van – Cześć.
-
No siemasz – odpowiedziała pół przytomna dziewczyna, opierając się łokciami o
stół, wpatrując się głęboko w zaparzoną kawę.
-
Opowiadaj! – zawołała Vanessa, zajmując miejsce naprzeciwko dziewczyny – Sehun
nic mi nie chciał powiedzieć wczoraj w domu. Widać było że uporczywie o czymś
myślał.
- A
właśnie.. – Akihiko poderwała się i wyjęła z torby leżącej pod stołem koszulę
chłopaka, podając ją dziewczynie – Proszę, mogłabyś mu oddać za mnie?
-
Okej, Sehuna i tak dziś nie będzie w firmie. Ma jakieś interesy na drugim końcu
miasta, a potem… - roześmiana, wesoła Van, właśnie przybrała o wiele
poważniejsza postawę, jakiej dotychczas Aki u niej nie spotkała.
-
Co się stało.. co potem? – spytała, zaintrygowana, a zarazem zmartwiona różowo
włosa.
-
Nic, nic – pokiwała głową – później jedzie w odwiedziny…
Widać
było, że Vanessa bardzo posmutniała wspominając o „odwiedzinach”.
_________________________________________________________________________________
-
Alex!
-
Słucham, Sehun?
-
Posłuchaj… Mogłabyś mnie zawieść do Gabrieli? Ja… chyba jestem gotowy na nasze
ponowne spotkanie.
-
Cieszę się – blondynka posłała mu promienny uśmiech – Gabriela na pewno też się
ucieszy, gdy cię zobaczy. Wspominała o tobie kilka razy. No wiesz.. że
chciałaby, znów cię ujrzeć, zanim stąd odejdzie.
Na
twarzy chłopaka zagościł smutny, subtelny zarys uśmiechu. Bardzo za nią
tęsknił. W końcu ją kochał… Gdyby nie wczorajsze wydarzenie i jego myśli o
Akihiko.. prawdopodobnie nie zdobyłby się dziś na taki poważny krok.
-
To jedźmy! – zawołała Alex, kierując się w stronę czarnego BMW.
Dwadzieścia
minut później byli już w szpitalu. Ten smród pochodzący od pacjentów,
najróżniejszych leków i samych lekarzy, których ubrania już dawno przesiąkły
tym odorem sprawiał, że Sehun zbladł… i to dość mocno sądząc, po przerażonym
spojrzeniu Alex, proponującej mu szklankę wody.
On
jednak chciał już po prostu znaleźć się przy niej.
Chwilowo
zerknął na zegar znajdujący się nad recepcją. Dochodziła szesnasta.
Vanessa pewnie już skończyła
pracę… Oby siostrunia zostawiła mi coś z obiadu, ech… Ciekawe jak tam chłopacy…
Niech tylko spróbują być dla niej nie mili….
Hm.. To Akihiko też już
skończyła na dziś.. CO. NIEEE. Nie nie nie nie nie. A co mnie to….
-
To tu – wyszeptała zmartwiona blondynka.
Nastała
cisza. Sehun Wpatrywał się w
bladoniebieskie drzwi, za którymi znajdywała się jego kochana Gabriela,
z którą spędził wiele wspaniałych chwil. Była z nim prawie, że całe życie…
Chłopak
podszedł bliżej do Alex i objął ją, mówiąc:
-
Dziękuję ci, za wszystko co robisz. Za to, że zostałaś w firmie, że jesteś moją
przyjaciółką, pomimo tego, że zerwałem z Gabrielą, za to, że przyprowadziłaś
mnie teraz w to miejsce… i za to, że jesteś. Nie wiem, co bym zrobił bez ciebie
i Van. Bardzo mi pomogłyście.
-
Przestań, bo się zaraz popłaczę, głupku – odepchnęła go lekko – Przecież jesteś
dla mnie jak brat. Znamy się prawie od zawsze, a Vanessa.. to twoja prawdziwa
siostra. Poza tym.. wiesz, że już tu była? Heh. Rozmawiała z Gabrielą o tobie.
Wytłumaczyła jej pokrótce powód zerwania i po jej wizycie… Gabi naprawdę się
uspokoiła. Momentami nawet się uśmiechała..
-
Nic mi nie mówiła..
-
Dziwisz się? Jeszcze dostałoby jej się!
A ona bardzo pomogła. Mam u niej dług wdzięczności. A teraz nie przedłużaj i
wchodź! – posłała mu jeden z najpiękniejszych uśmiechów, na jaki było ją stać.
To
było ostatnie, co widział tęczowo włosy chłopak, nim wkroczył do pokoju.

ohorat! komentuję! XD
OdpowiedzUsuńkocham twoje powtórzenia w rozdziałach, bo moje słownictwo jest bardzo ubogie i wcale nie tak łatwo mi znaleźć synonimy, wiesz..... ;-;
anyway, CZEKAM NA NASTĘPNY, DŁUŻSZY, WIĘCEJ ANIĄ XDD <3
hahahaha, sorka <3 XDD no ale znasz mój polisz no XD
UsuńA no i ... w kolejnym rozdziale.. będzie więcej WSZYSTKICH XD zrobię taki mega długaśny, dlatego będzie... bardzo późno XD
~Vanessa
ŚWIETNY ŚWIETNY ŚWIETNY ŚWIETNY <3 Czekam na kolejny.. Wreszcie trochę Ku <3 Pamiętaj, że to moje fałszy... DOBRA BEZ SPOILERÓW. Jak dla mnie powinien być jeszcze DŁUUUUUUŻSZYYYYY <3
OdpowiedzUsuń~Xiunia