poniedziałek, 17 lutego 2014

Wątek 3 - Rozdział 5

Ohayo! :D Tak więc nadchodzi rozdzialik! Szkoda tylko, że krótki... no ale niestety :c
Następny będzie dopiero w marcu, jakoś koniec pierwszego tygodnia/ początek drugiego T.T

Hehehe a tu macie takiego słodkiego Chanyeola Yeheeet ! <3



Na zegarach dochodziła 9 rano. Dla Ku była to najgorsza pora w życiu. Za chwilę miała poznać swojego przyszłego męża, którego nawet nie znała. Za kilka sekund miała otworzyć drzwi znajdujące się przed salą, w której siedzieli już jej rodzice, rodzice wybranka i… on sam.
Serce kruczowłosej biło coraz szybciej. Nagle zaczęła się zastanawiać.. Czy sam przyszły pan młody wyraził zgodę na takie swatki. Pewnie nie. Dlatego było jej trochę głupio, że od razu była wściekła na niego. Może on też nie jest tu z własnej woli? Może tak jak ona, w jego życiu znalazła się już osoba, która kocha i z którą chce być szczęśliwy?
Nadeszła ta chwila.
Xiumin, ciągle podtrzymując lekko siostrę szepnął w jej stronę ciche „fighting”, nim otworzył drzwi.
Kilka metrów, przed nimi znajdował się ten oto stolik, przy którym rozpoznała sylwetki rodziców, a od tyłu … oni. Tylko coś nie dawało jej spokoju. Jakby sylwetka młodego chłopaka była jej skądś znana…
- O kochani, zapraszam! – zawołała śpiewnie matka dziewczyny, śmiejąc się od ucha do ucha. Czuła się jak ryba w wodzie, bo przecież od zawsze chciała zaplanować swojej jedynej najukochańszej córeczce całe życie, co właśnie poczyniła.
Gdy znaleźli się przy stole, z przerażeniem spojrzała na człowieka, za którego miała wyjść.
Ja… śnię? To mi się śni, prawda? Czy.. czy.. to jest…
- Ku? – odezwał się pierwszy w totalnym otępieniu.
Tak. Właśnie upewnił ją w swych przekonaniach.
- Chen.. – odezwała się, będąc jeszcze w szoku -.. co.. co ty tu robisz? Ty…
- To wy się znacie? – wtrąciła się pani Jung – Toż to wspaniale!
- Słucham? – otrząśnięta w miarę Ku, obdarzyła matkę poważnym spojrzeniem.
- Kpisz sobie ze mnie mamo. Mówiłam ci, że wyjdę za kogoś kogo będę szczerze kochać. Czy tobie babcia nakazała wyjście za mąż z kimś kogo nie kochałaś? – coś w niej pękło i w kącikach oczu wezbrały się łzy – Jeśli myślisz, że będę kochanym dzieckiem, które porzuci własne uczucia i stanie się robotem wykonującym wszystkie twoje polecenia, to się mylisz.
- Jak się do matki odzywasz?! – głos zabrał ojciec dziewczyny, uderzając pięścią o stół.
- A jak wy mnie traktujecie, przepraszam bardzo? Zawsze was słuchałam, nie sprawiałam kłopotów, a wy mi teraz robicie takie świństwo?!
- Ku… - szepnął przygnębiony brat, kładąc ciepłą dłoń na ramieniu siostry – Chyba już wystarczy.
- Przepraszam za uniesienie, ale zrozumcie mnie chociaż raz. Chcę sama wybrać swojego męża, ponieważ pragnę szczęśliwego życia w prawdziwej miłości.
- A skąd będziesz wiedzieć, że to prawdziwa miłość, co? – odezwała się z pełną powagą i już nie tak śpiewnym głosem matka przyszłej panny młodej, składając ręce na piersiach.
- A skąd ty wiedziałaś, że tata, to ta prawdziwa miłość? Nigdy nie ma się całkowitej pewności. Bynajmniej ja tak twierdzę. Ja tylko chcę się prawdziwie zakochać i doczekać momentu, w którym mój chłopak spyta się mnie o rękę z prawdziwej miłości, z serca. Nie przymusu.. – głos jej się załamał. Nie wytrzymała. Przeprosiła wszystkich i wybiegła z sali, następnie z budynku. Biegła najszybciej jak tylko mogła, nie wiedząc nawet dokąd. Po prostu chciała się znaleźć jak najdalej stąd. Biegła niczym wicher, aż z rogu ulicy nie wyjechał rowerzysta. Wbiegła prosto na niego, po czym oboje wylądowali na chodniku. Chłopak, zapewne licealista, gdyż był w mundurku szkolnym, wyszedł bez szwanku. Od razu poderwał się z ziemi i nie zwracając uwagi na Ku po prostu pojechał. Jakby kompletnie nic się nie stało. A kruczowłosa siedziała na chodniku łapiąc się za bolącą kostkę.
- Ech, nie biega się w takich butach z takim tempem.
Obok dziewczyny przykucnął nie kto inny jak Chen.
- Xiumin został i rozmawia z rodzinami. Ja powiedziałem, że idę do łazienki. Na szczęście cię znalazłem, He He He – zaśmiał się lekko podenerwowany – Szkoda tylko, że ze skręconą kostką, ech. Chodź no tu.
Objął dziewczynę, pomagając jej ustać, następnie pomógł jej dojść do najbliższego postoju.
- Czy mogę ci pomóc dojść do domu? Chciałbym też porozmawiać.
Jeszcze przez chwilę wpatrywała się w niego z niepewnością. Przecież to był Chen. Chen, którego tak bardzo polubiła. On nie jest złą osobą, tylko kimś kogo.. lubi.
- Dobrze – kiwnęła ze zrozumieniem, wysilając się na subtelny uśmiech.
_________________________________________________________________________________

- Tao.. – odezwał się poważnie Kai.
- Tak?
- Dlaczego taki jesteś? – przysiadł się obok niego na kanapie w salonie. Na szczęście chłopacy poszli do sklepu, a Kris siedział w pokoju na górze i oglądał dramę, więc mieli go z głowy.
- Jaki? – oderwał wzrok od komórki.
- No… dlaczego jesteś wredny dla Vanessy?
- Serio.. Ty też.. – przewrócił teatralnie oczyma znów zerkając na wyświetlacz iphona.
- Tak, Tao. Zachowujesz się okropnie. Posłuchaj mnie… Wiem, że źle się z tym czujesz, że już nie ma z nami twojej siostry. Nam jest równie ciężko, przez te lata naprawdę stała się dla nas częścią rodziny i jej odejście było dla nas bolesne… A Vanessa nie zasłużyła sobie na takie traktowanie, ona nie jest niczemu winna. Ba, pewnie nawet nie wie nic o jej poprzedniczce. Nie uważasz, że powinniście o tym porozmawiać?
- Nie – odezwał się znużony wypowiedzią przyjaciela.
- Ech… możesz przynajmniej.. nie zrobić tego czego chciałeś..? – spytał z zażenowaniem Kai.
- Przecież nie mówiłem serio z tym, że wywrócę tą pracownie do góry nogami. Kai, proszę cię… Jestem wściekły, ale mam jeszcze rozsądek.
- Przynajmniej to..
- Słucham?
- Naprawdę dziewczyna sobie na to nie zasłużyła. Chciałem, żeby dowiedziała się tego od ciebie, bo to o twojej siostrze… Jednak jeśli nie chcesz.. Powiem jej o tym, sam. Okej?
- A co to zmieni, co? Po co jej to wiedzieć?!
- Bo chcę, żeby mogła choć trochę zrozumieć nasze zachowanie. Przecież my wszyscy jeszcze się nie otrząsnęliśmy. Chcę, żeby nie miała do nas żalu, albo pretensji do siebie, że coś źle robi. Sam powinieneś przyznać, że stara się jak tylko może. Dobra, to wszystko – chłopak poderwał się z aksamitnej sofy – Jutro po gali w Seulu, podejdę i spytam się ciebie „Tak, nie?” i chcę usłyszeć pozytywną odpowiedź. Inaczej dzień po gali, sam jej wszystko powiem.
_________________________________________________________________________________

Anią obudziła się właśnie leżąc na kanapie w salonie pod ciepłym kocykiem. Rozejrzała się dookoła, lecz nigdzie nie było widać Baekhyuna. Choć na stoliku obok zauważyła kartkę, za pewne od chłopaka. Od razu sięgnęła po nią, wczytując się uważnie w jej treść.

Hej, no więc… Film był świetny! Szkoda tylko, że jakoś w połowie zasnęliśmy, khe khe khe. Było naprawdę świetnie! :D Mam nadzieję, że z nogą już lepiej. Przepraszam, że nie zaczekałem, aż się obudzisz, ale obiecałem przyjacielowi, że pomogę mu rano. Nie gniewaj się proszę, zdrowiej!
Beakhyun
PS. Masz mój numer, więc jak się obudzisz daj znać, jak się czujesz, dobrze? J Będę czekać i się zamartwiać twoim stanem zdrowia po wypadku.. L

Dziewczyna prychnęła gniewnie.
- Jak się tak zamartwiasz, to mogłeś zostać…
_________________________________________________________________________________

- Aki! – krzyknęła radośnie Van – Cześć.
- No siemasz – odpowiedziała pół przytomna dziewczyna, opierając się łokciami o stół, wpatrując się głęboko w zaparzoną kawę.
- Opowiadaj! – zawołała Vanessa, zajmując miejsce naprzeciwko dziewczyny – Sehun nic mi nie chciał powiedzieć wczoraj w domu. Widać było że uporczywie o czymś myślał.
- A właśnie.. – Akihiko poderwała się i wyjęła z torby leżącej pod stołem koszulę chłopaka, podając ją dziewczynie – Proszę, mogłabyś mu oddać za mnie?
- Okej, Sehuna i tak dziś nie będzie w firmie. Ma jakieś interesy na drugim końcu miasta, a potem… - roześmiana, wesoła Van, właśnie przybrała o wiele poważniejsza postawę, jakiej dotychczas Aki u niej nie spotkała.
- Co się stało.. co potem? – spytała, zaintrygowana, a zarazem zmartwiona różowo włosa.
- Nic, nic – pokiwała głową – później jedzie w odwiedziny…
Widać było, że Vanessa bardzo posmutniała wspominając o „odwiedzinach”.
_________________________________________________________________________________

- Alex!
- Słucham, Sehun?
- Posłuchaj… Mogłabyś mnie zawieść do Gabrieli? Ja… chyba jestem gotowy na nasze ponowne spotkanie.
- Cieszę się – blondynka posłała mu promienny uśmiech – Gabriela na pewno też się ucieszy, gdy cię zobaczy. Wspominała o tobie kilka razy. No wiesz.. że chciałaby, znów cię ujrzeć, zanim stąd odejdzie.
Na twarzy chłopaka zagościł smutny, subtelny zarys uśmiechu. Bardzo za nią tęsknił. W końcu ją kochał… Gdyby nie wczorajsze wydarzenie i jego myśli o Akihiko.. prawdopodobnie nie zdobyłby się dziś na taki poważny krok.
- To jedźmy! – zawołała Alex, kierując się w stronę czarnego BMW.
Dwadzieścia minut później byli już w szpitalu. Ten smród pochodzący od pacjentów, najróżniejszych leków i samych lekarzy, których ubrania już dawno przesiąkły tym odorem sprawiał, że Sehun zbladł… i to dość mocno sądząc, po przerażonym spojrzeniu Alex, proponującej mu szklankę wody.
On jednak chciał już po prostu znaleźć się przy niej.
Chwilowo zerknął na zegar znajdujący się nad recepcją. Dochodziła szesnasta.
Vanessa pewnie już skończyła pracę… Oby siostrunia zostawiła mi coś z obiadu, ech… Ciekawe jak tam chłopacy… Niech tylko spróbują być dla niej nie mili….
Hm.. To Akihiko też już skończyła na dziś.. CO. NIEEE. Nie nie nie nie nie. A co mnie to….
- To tu – wyszeptała zmartwiona blondynka.
Nastała cisza. Sehun Wpatrywał się w  bladoniebieskie drzwi, za którymi znajdywała się jego kochana Gabriela, z którą spędził wiele wspaniałych chwil. Była z nim prawie, że całe życie…
Chłopak podszedł bliżej do Alex i objął ją, mówiąc:
- Dziękuję ci, za wszystko co robisz. Za to, że zostałaś w firmie, że jesteś moją przyjaciółką, pomimo tego, że zerwałem z Gabrielą, za to, że przyprowadziłaś mnie teraz w to miejsce… i za to, że jesteś. Nie wiem, co bym zrobił bez ciebie i Van. Bardzo mi pomogłyście.
- Przestań, bo się zaraz popłaczę, głupku – odepchnęła go lekko – Przecież jesteś dla mnie jak brat. Znamy się prawie od zawsze, a Vanessa.. to twoja prawdziwa siostra. Poza tym.. wiesz, że już tu była? Heh. Rozmawiała z Gabrielą o tobie. Wytłumaczyła jej pokrótce powód zerwania i po jej wizycie… Gabi naprawdę się uspokoiła. Momentami nawet się uśmiechała..
- Nic mi nie mówiła..
- Dziwisz się? Jeszcze  dostałoby jej się! A ona bardzo pomogła. Mam u niej dług wdzięczności. A teraz nie przedłużaj i wchodź! – posłała mu jeden z najpiękniejszych uśmiechów, na jaki było ją stać.
To było ostatnie, co widział tęczowo włosy chłopak, nim wkroczył do pokoju.


3 komentarze:

  1. ohorat! komentuję! XD
    kocham twoje powtórzenia w rozdziałach, bo moje słownictwo jest bardzo ubogie i wcale nie tak łatwo mi znaleźć synonimy, wiesz..... ;-;
    anyway, CZEKAM NA NASTĘPNY, DŁUŻSZY, WIĘCEJ ANIĄ XDD <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahahaha, sorka <3 XDD no ale znasz mój polisz no XD
      A no i ... w kolejnym rozdziale.. będzie więcej WSZYSTKICH XD zrobię taki mega długaśny, dlatego będzie... bardzo późno XD
      ~Vanessa

      Usuń
  2. ŚWIETNY ŚWIETNY ŚWIETNY ŚWIETNY <3 Czekam na kolejny.. Wreszcie trochę Ku <3 Pamiętaj, że to moje fałszy... DOBRA BEZ SPOILERÓW. Jak dla mnie powinien być jeszcze DŁUUUUUUŻSZYYYYY <3
    ~Xiunia

    OdpowiedzUsuń