Będąc w autobusie Xiunia
myślała nad dzisiejszym rozkładem zajęć. Już znała go na pamięć. Tego dnia
zaczynała od sekretów kultury japońskiej, następnie podstawy języka chińskiego
i historia Koreii, następnie sposoby porozumiewania się z obcokrajowcami, i na
koniec sztuka kaligrafii. Tak rozmyślając zauważyła, że jakiś chłopak w drugim
końcu autobusu dziwnie się na nią patrzy. Było to spowodowane prawdopodobnie
tym, że na dworze mimo śniegu jest słońce, a ona jest mokra jakby właśnie
pływała w basenie, w ciuchach. *Och, dziękuję ci Nataszo, jeszcze się odpłacę*
Ciemnowłosy w białej koszulce, dżinsach i skórzanej kurtce oraz ciemnymi
okularami podszedł do niej, podając jej materiałową chusteczkę. Wtedy autobus
stanął, a nieznajomy wysiadł. Z resztą ona także, bo był to przystanek
naprzeciw uczelni. Jak zwykle dotarła piętnaście minut przed czasem. Nie miała
wyboru, zawsze jeździła najpóźniejszym autobusem.
Dzisiejszego dnia była
całkowicie skupiona i przygotowana do nauki, więc z entuzjazmem wkroczyła na
teren budynku. Niestety miała takie szczęście, że padła ofiarą głupiego żartu.
Przekroczywszy próg głównego korytarza została obsypana jakimś kolorowym
proszkiem. Była w nim cała. Chodząca tęcza. Mimo tego nie zniechęcała się.
Poszła do łazienki, otarła twarz i przeczesała włosy. No właśnie… Wtedy prawda
wyszła na jaw. Proszek doskonale zszedł ze skóry, ale nie chciał opuścić jej
włosów, za żadne skarby. Musiała zostać z tęczową grzywą. No cóż… Chociaż
niezła stylówa, ale nie pasująca do jej image’u. Właściwie to co za różnica…
Po opuszczeniu łazienki, nadal z
pozytywnym nastawieniem poszła na pierwsze zajęcia. Nic nie odbyło się
bezproblemowo. Już, gdy otworzyła drzwi sali numer 9 na jej twarzy wylądowała
gąbka, którą rzucał sobie Jeong Kook z BTS. Tyle sław na tym uniwerku, ale i
tak wszystkie zachowują się jak totalne dzieci. Z powodu uczulenia na kredę Min
Xiu zaczęła nieprzerwanie kichać i ciekło jej z nosa. Pomyślała, że takie
rzeczy się zdarzają i musi to przeżyć.
Po sześćdziesięciu minutach
kichania, jej mózg w końcu nie wytrzymał. Z jej nozdrzy zaczął wypływać strumyk
krwi, ale nadal trzymała się na nogach. Otworzyła tylko okno, by nawdychać się
świeżego powietrza. Jednak w momencie odsunięcia szyby otrzymała cios śnieżką
prosto w twarz od jakiegoś pierwszoklasisty. Uśmiechnęła się tylko, zatrzasnęła
drzwiczki, przekręciła klamkę i przetarła się jeszcze raz chustką otrzymaną
wcześniej od chłopaka z autobusu. Teraz była ona już nie tylko mokra, ale także
zakrwawiona. *wypierze się*. Otworzywszy czytaną przez nią tego czasu lekturę,
usiadła na korytarzu, bu trochę odsapnąć.
Nadeszła pora na drugie zajęcia.
Tym razem nic nie wskazywało na to, że wydarzy się coś niekorzystnego dla
wyglądu lub zdrowia dzierlatki, więc trzęsąc się z zimna (dreszcze spowodowane
śniegiem za koszulką) zajęła swoje miejsce w auli. Połowa wykładu upłynęła
bardzo spokojnie. Niestety, tylko połowa. Gdy to piękne trzydzieści minut
minęło Xiunia poczuła chłód na swoim ramieniu. Siedzący obok niej młodzieniec
najwidoczniej zaczepił długopisem o jej sweter i próbując go uwolnić, rozdarł
jeden z rękawów. Niewiasta tylko skinęła ręką, że nic się nie stało, ale powoli
traciła cierpliwość.
Około dwunastej z rozdartym
swetrem, zakrwawionym i zakatarzonym nosem, kolorowymi włosami i cała zmarznięta
Park, weszła do stołówki, by spożyć lunch. Dzisiaj miała ze sobą tylko kanapkę
z serem i wodę mineralną. Nic ciepłego, a marzyła teraz o gorącym kakao.
Nadszedł wybawca. Student, który wcześniej
zniszczył odzienie dziewczyny w
ramach przeprosin podarował jej kubek świeżej herbaty miętowej.
-Bardzo
ci dziękuję – powiedziała z ulgą w głosie.
-Nie
ma za co. Przepraszam za wcześniej.
-Nic się nie stało, naprawię ten sweter jak wrócę do domu.
-Nic się nie stało, naprawię ten sweter jak wrócę do domu.
-Jestem
Minhyuk.
-Miło poznać. Jestem Min Xiu.
-#tofajne imię.
-Dziękuję.
-Miło poznać. Jestem Min Xiu.
-#tofajne imię.
-Dziękuję.
-Nie
wiem czy powinienem pytać, ale co ci się stało? – spytał widząc w jakim stanie
jest Xiunia.
-Miałam
kilka niefortunnych wypadków, czasem się zdarza.
-Chyba
masz pechowy dzień.
-Najwidoczniej
tak chciał los, nie można się sprzeciwiać.
-Nawet
się nie da. *śmiech*
Rozmawiali
sobie tak przez piętnaście minut, a potem coś im przerwało. Coś co zwróciło
uwagę każdego w stołówce. Pewien osobnik płci męskiej najwyraźniej nieco
starszy od nas (chyba 3 klasa) zaczął rozdawać jakieś kolorowe ulotki. Kiedy
Xiunia go przeczytała jej humor stał się jeszcze lepszy niż od rana. Wybuchła
głośnym śmiechem i aż padła na ziemię, i się turlała. #lol Wiedziała, że będzie
miała z tego ubaw przez jeszcze długi, długi czas. Wzięła dwie takie ulotki,
jedną sobie a drugą spakowała do torby. Przy okazji wyjęła komórkę i wysłała
swojej współlokatorce sms’a: *Dobrze zrobiłaś, że nie przyszłaś. Za to ja mam
niezły ubaw. Cudowna niespodzianka #lol*. Jeszcze chwilę wpatrywała się w napis
na ulotce (wielkimi czerwonymi literami otoczonymi masą serduszek): „Natasha
zakochałem się w Tobie od pierwszego wejrzenia, wyjdź za mnie. Wiedzcie
wszyscy, że ona jest moja! To moja bogini ~Kyuhyun” krztusząc się ze śmiechu.
Okazało się, że ulotowy manifest
to nie było wszystko. Później był grany specjalny koncert o tematyce: „Natasha
jako najpiękniejsza istota świata”. Wszystko zostało udokumentowane przez chyba
najbardziej rozbawionego widza, czyli współlokatorkę głównej bohaterki.
Największy smutek był taki, że Nat była nieobecna. Jej przyjaciółce zrobiło się
przykro, że nie mogła zobaczyć tego na żywo. Zawsze inne wrażenia i lepszy
efekt końcowy. Jednak… Temat do dręczenia przez następne trzy tygodnie się
znalazł.
Po występie Xiunia podeszła do
wokalisty, by mu podziękować za to wspaniałe doświadczenie i uświadomić, że
jest bliską zajomą jego sympatii. Kto by pomyślał jak bardzo on się ucieszy z
tego faktu. Niestety miał pecha, bo Min Xiu nie jest aż tak chamska i nie mogła
tego zrobić Natashy. Powiedziała mu tylko, że wszystko przekaże i pokaże swojej
koleżance by mogła się z nim skontaktować jak najszybciej. Podał jej także swój
numer, na wszelki wypadek.
Idąc na ostatnią już godzinę
nauki brunetka była w cudownym nastroju. Event w czasie lunchu poprawił jej
całkowicie humor. Prawdopodobnie do końca dnia. Tak… TAK MYŚLAŁA. Do momentu,
gdy nie patrząc pod nogi, potknęła się o siedzącego na podłodze chłopaka w
skórzanej kurtce. Tego samego, którego spotkała rano. Niefortunnie upadła na
twarz, co spowodowało rozcięcie lewego policzka. Tym razem po prostu się
rozpłakała. Tyle zostało z jej wspaniałego nastawienia. W tej chwili uważała,
że to najgorszy dzień jej życia. Do tego, jeżeli zaraz nie przemyje rany to
zostanie blizna. Na twarzy. To się nazywa szczęście. Po prostu magicznie. Całkowicie
załamana dzierlatka podniosła się powoli i ujrzała, że krwawi jej nie tylko
twarz, lecz także kolano, a jej spodnie są w tamtym miejscu dziurawe. Koniec
życia. Oparła się o parapet. Odwróciła głowę w stronę brązowowłosego studenta,
który się na nią gapił.
-Proszę
siedź następnym razem ze zgiętymi nogami lub na krześle – rzekła, bo nie
przestawał się wpatrywać.
-Nie.
Lubię tu siedzieć.
-Mogłam
sobie coś przez ciebie złamać.
-To
uważaj bardziej.
*chamsko
– mruknęła pod nosem*
-Słyszałem
to.
-Och,
tak mi przykro – tym razem użyła już bardziej sarkastycznego niż miłego tonu.
-Powinno
– wstał.
-Co?
-Powinnaś
mnie przeprosić za to co powiedziałaś.
-Słucham?
-Niedosłyszysz?
Lepiej przeproś.
-Ha!
Jeszcze czego. Nie mam za co cię przepraszać. To prędzej ty powinieneś
przepraszać mnie.
-Chyba
czegoś nie zrozumiałaś – kontynuował przybliżając się do niej coraz bardziej,
aż zaczęła cofać się do tyłu. – W tej chwili przeproś.
-Nie – załamał jej się głos, ale po chwili odwaga powróciła. – Nie mam zamiaru za nic przepraszać, to był twoja wina – mówiła przepychając go w stronę szafek. W końcu uderzył plecami o jedną z nich. Dziewczyna była bardzo blisko niego. Jednak po chwili odsunęła się, wytknęła mu język i odeszła. Nie dokończyli już tej konwersacji.
-Nie – załamał jej się głos, ale po chwili odwaga powróciła. – Nie mam zamiaru za nic przepraszać, to był twoja wina – mówiła przepychając go w stronę szafek. W końcu uderzył plecami o jedną z nich. Dziewczyna była bardzo blisko niego. Jednak po chwili odsunęła się, wytknęła mu język i odeszła. Nie dokończyli już tej konwersacji.
Nadszedł upragniony moment
powrotu do domu. Pech chciał, że nie zdążyła na autobus. Wracała więc pieszo,
kuśtykając w podartych ubraniach i obitą twarzą. Ciekawie to wyglądało. Do tego
podirytowany wyraz twarzy. Dzieci na jej widok odchodziły dwa metry dalej, a
babcie wyjmowały różańce. Mało ją to obchodziło.
Po drodze zatrzymała się w
przydrożnym sklepie, by zjeść trochę ramenu. Po odczekaniu 5 minut aż się
zaparzy wzięła powoli łyżeczkę do ręki. Każdy „kęs” zajmował jej co najmniej 5
minut. W trakcie jedzenie podszedł do niej chłopak o czarnych włosach.
Kojarzyła go. To chyba on rzucił w nią zakurzoną gąbką. Ach, tak. Jung Kook… Przez chwilę go nie rozpoznała, bo w szkole zazwyczaj miał
zaczesane włosy, a teraz grzywka przysłaniała mu twarz. Zapytał czy może się dosiąść.
Dziewczynie było wszystko jedno, więc pokiwała twierdząco głową. Już nie
pytając zabrał łyżkę z ręki Xiuni i dokończył za nią jedzenie. Po czym wstał i
wyszedł. Nie ogarnęła co się stało…
Kontynuowała drogę powrotną
pociągając za sobą nogami. Szła jakby nigdzie nie zmierzała. Po prostu przed
siebie. Ten dzień trochę ją wykończył, a nie doczekała nawet do jego połowy.
Kto wie co ma się wydarzyć później. Wolała o tym nie myśleć. Za dużo wrażeń i
doświadczeń. To wychodzi poza skalę przypadkowych zdarzeń. W parku zrobiła
kolejny postój. Usiadła na ławce pod wierzbą i przymknęła oczy. Chciała tylko
odpocząć i udało się. Obudziła się dopiero około godziny szesnastej.
Zregenerowała siły i mogła bez obaw ruszyć dalej.
Dotarła. Wyciągnąwszy z torby
klucze, poczęła otwierać drzwi klatki schodowej. Weszła na pierwsze piętro.
Jedyne o czym myślała to, żeby położyć się znowu spać. Włożyła klucz do zamka i
przekręciła go.
________________________________________________________________________________________
Kolejny rozdział wątku 4... Jak w ogłoszeniach obiecała Natashiix :) Więc wstawiam.
~Xiunia
~Xiunia
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz