środa, 27 listopada 2013

Wątek 4 - Rozdział 5 #

            Będąc w autobusie Xiunia myślała nad dzisiejszym rozkładem zajęć. Już znała go na pamięć. Tego dnia zaczynała od sekretów kultury japońskiej, następnie podstawy języka chińskiego i historia Koreii, następnie sposoby porozumiewania się z obcokrajowcami, i na koniec sztuka kaligrafii. Tak rozmyślając zauważyła, że jakiś chłopak w drugim końcu autobusu dziwnie się na nią patrzy. Było to spowodowane prawdopodobnie tym, że na dworze mimo śniegu jest słońce, a ona jest mokra jakby właśnie pływała w basenie, w ciuchach. *Och, dziękuję ci Nataszo, jeszcze się odpłacę* Ciemnowłosy w białej koszulce, dżinsach i skórzanej kurtce oraz ciemnymi okularami podszedł do niej, podając jej materiałową chusteczkę. Wtedy autobus stanął, a nieznajomy wysiadł. Z resztą ona także, bo był to przystanek naprzeciw uczelni. Jak zwykle dotarła piętnaście minut przed czasem. Nie miała wyboru, zawsze jeździła najpóźniejszym autobusem.
                Dzisiejszego dnia była całkowicie skupiona i przygotowana do nauki, więc z entuzjazmem wkroczyła na teren budynku. Niestety miała takie szczęście, że padła ofiarą głupiego żartu. Przekroczywszy próg głównego korytarza została obsypana jakimś kolorowym proszkiem. Była w nim cała. Chodząca tęcza. Mimo tego nie zniechęcała się. Poszła do łazienki, otarła twarz i przeczesała włosy. No właśnie… Wtedy prawda wyszła na jaw. Proszek doskonale zszedł ze skóry, ale nie chciał opuścić jej włosów, za żadne skarby. Musiała zostać z tęczową grzywą. No cóż… Chociaż niezła stylówa, ale nie pasująca do jej image’u. Właściwie to co za różnica…
                Po opuszczeniu łazienki, nadal z pozytywnym nastawieniem poszła na pierwsze zajęcia. Nic nie odbyło się bezproblemowo. Już, gdy otworzyła drzwi sali numer 9 na jej twarzy wylądowała gąbka, którą rzucał sobie Jeong Kook z BTS. Tyle sław na tym uniwerku, ale i tak wszystkie zachowują się jak totalne dzieci. Z powodu uczulenia na kredę Min Xiu zaczęła nieprzerwanie kichać i ciekło jej z nosa. Pomyślała, że takie rzeczy się zdarzają i musi to przeżyć.
                Po sześćdziesięciu minutach kichania, jej mózg w końcu nie wytrzymał. Z jej nozdrzy zaczął wypływać strumyk krwi, ale nadal trzymała się na nogach. Otworzyła tylko okno, by nawdychać się świeżego powietrza. Jednak w momencie odsunięcia szyby otrzymała cios śnieżką prosto w twarz od jakiegoś pierwszoklasisty. Uśmiechnęła się tylko, zatrzasnęła drzwiczki, przekręciła klamkę i przetarła się jeszcze raz chustką otrzymaną wcześniej od chłopaka z autobusu. Teraz była ona już nie tylko mokra, ale także zakrwawiona. *wypierze się*. Otworzywszy czytaną przez nią tego czasu lekturę, usiadła na korytarzu, bu trochę odsapnąć.
                Nadeszła pora na drugie zajęcia. Tym razem nic nie wskazywało na to, że wydarzy się coś niekorzystnego dla wyglądu lub zdrowia dzierlatki, więc trzęsąc się z zimna (dreszcze spowodowane śniegiem za koszulką) zajęła swoje miejsce w auli. Połowa wykładu upłynęła bardzo spokojnie. Niestety, tylko połowa. Gdy to piękne trzydzieści minut minęło Xiunia poczuła chłód na swoim ramieniu. Siedzący obok niej młodzieniec najwidoczniej zaczepił długopisem o jej sweter i próbując go uwolnić, rozdarł jeden z rękawów. Niewiasta tylko skinęła ręką, że nic się nie stało, ale powoli traciła cierpliwość.
                Około dwunastej z rozdartym swetrem, zakrwawionym i zakatarzonym nosem, kolorowymi włosami i cała zmarznięta Park, weszła do stołówki, by spożyć lunch. Dzisiaj miała ze sobą tylko kanapkę z serem i wodę mineralną. Nic ciepłego, a marzyła teraz o gorącym kakao. Nadszedł wybawca. Student, który wcześniej  zniszczył  odzienie dziewczyny w ramach przeprosin podarował jej kubek świeżej herbaty miętowej.
-Bardzo ci dziękuję – powiedziała z ulgą w głosie.
-Nie ma za co. Przepraszam za wcześniej.
-Nic się nie stało, naprawię ten sweter jak wrócę do domu.
-Jestem Minhyuk.
-Miło poznać. Jestem Min Xiu.
-#tofajne imię.
-Dziękuję.
-Nie wiem czy powinienem pytać, ale co ci się stało? – spytał widząc w jakim stanie jest Xiunia.
-Miałam kilka niefortunnych wypadków, czasem się zdarza.
-Chyba masz pechowy dzień.
-Najwidoczniej tak chciał los, nie można się sprzeciwiać.
-Nawet się nie da. *śmiech*
Rozmawiali sobie tak przez piętnaście minut, a potem coś im przerwało. Coś co zwróciło uwagę każdego w stołówce. Pewien osobnik płci męskiej najwyraźniej nieco starszy od nas (chyba 3 klasa) zaczął rozdawać jakieś kolorowe ulotki. Kiedy Xiunia go przeczytała jej humor stał się jeszcze lepszy niż od rana. Wybuchła głośnym śmiechem i aż padła na ziemię, i się turlała. #lol Wiedziała, że będzie miała z tego ubaw przez jeszcze długi, długi czas. Wzięła dwie takie ulotki, jedną sobie a drugą spakowała do torby. Przy okazji wyjęła komórkę i wysłała swojej współlokatorce sms’a: *Dobrze zrobiłaś, że nie przyszłaś. Za to ja mam niezły ubaw. Cudowna niespodzianka #lol*. Jeszcze chwilę wpatrywała się w napis na ulotce (wielkimi czerwonymi literami otoczonymi masą serduszek): „Natasha zakochałem się w Tobie od pierwszego wejrzenia, wyjdź za mnie. Wiedzcie wszyscy, że ona jest moja! To moja bogini ~Kyuhyun” krztusząc się ze śmiechu.
                Okazało się, że ulotowy manifest to nie było wszystko. Później był grany specjalny koncert o tematyce: „Natasha jako najpiękniejsza istota świata”. Wszystko zostało udokumentowane przez chyba najbardziej rozbawionego widza, czyli współlokatorkę głównej bohaterki. Największy smutek był taki, że Nat była nieobecna. Jej przyjaciółce zrobiło się przykro, że nie mogła zobaczyć tego na żywo. Zawsze inne wrażenia i lepszy efekt końcowy. Jednak… Temat do dręczenia przez następne trzy tygodnie się znalazł.
                Po występie Xiunia podeszła do wokalisty, by mu podziękować za to wspaniałe doświadczenie i uświadomić, że jest bliską zajomą jego sympatii. Kto by pomyślał jak bardzo on się ucieszy z tego faktu. Niestety miał pecha, bo Min Xiu nie jest aż tak chamska i nie mogła tego zrobić Natashy. Powiedziała mu tylko, że wszystko przekaże i pokaże swojej koleżance by mogła się z nim skontaktować jak najszybciej. Podał jej także swój numer, na wszelki wypadek.
                Idąc na ostatnią już godzinę nauki brunetka była w cudownym nastroju. Event w czasie lunchu poprawił jej całkowicie humor. Prawdopodobnie do końca dnia. Tak… TAK MYŚLAŁA. Do momentu, gdy nie patrząc pod nogi, potknęła się o siedzącego na podłodze chłopaka w skórzanej kurtce. Tego samego, którego spotkała rano. Niefortunnie upadła na twarz, co spowodowało rozcięcie lewego policzka. Tym razem po prostu się rozpłakała. Tyle zostało z jej wspaniałego nastawienia. W tej chwili uważała, że to najgorszy dzień jej życia. Do tego, jeżeli zaraz nie przemyje rany to zostanie blizna. Na twarzy. To się nazywa szczęście. Po prostu magicznie. Całkowicie załamana dzierlatka podniosła się powoli i ujrzała, że krwawi jej nie tylko twarz, lecz także kolano, a jej spodnie są w tamtym miejscu dziurawe. Koniec życia. Oparła się o parapet. Odwróciła głowę w stronę brązowowłosego studenta, który się na nią gapił.
-Proszę siedź następnym razem ze zgiętymi nogami lub na krześle – rzekła, bo nie przestawał się wpatrywać.
-Nie. Lubię tu siedzieć.
-Mogłam sobie coś przez ciebie złamać.
-To uważaj bardziej.
*chamsko – mruknęła pod nosem*
-Słyszałem to.
-Och, tak mi przykro – tym razem użyła już bardziej sarkastycznego niż miłego tonu.
-Powinno – wstał.
-Co?
-Powinnaś mnie przeprosić za to co powiedziałaś.
-Słucham?
-Niedosłyszysz? Lepiej przeproś.
-Ha! Jeszcze czego. Nie mam za co cię przepraszać. To prędzej ty powinieneś przepraszać mnie.
-Chyba czegoś nie zrozumiałaś – kontynuował przybliżając się do niej coraz bardziej, aż zaczęła cofać się do tyłu. – W tej chwili przeproś.
-Nie – załamał jej się głos, ale po chwili odwaga powróciła. – Nie mam zamiaru za nic przepraszać, to był twoja wina – mówiła przepychając go w stronę szafek. W końcu uderzył plecami o jedną z nich. Dziewczyna była bardzo blisko niego. Jednak po chwili odsunęła się, wytknęła mu język i odeszła. Nie dokończyli już tej konwersacji.
                Nadszedł upragniony moment powrotu do domu. Pech chciał, że nie zdążyła na autobus. Wracała więc pieszo, kuśtykając w podartych ubraniach i obitą twarzą. Ciekawie to wyglądało. Do tego podirytowany wyraz twarzy. Dzieci na jej widok odchodziły dwa metry dalej, a babcie wyjmowały różańce. Mało ją to obchodziło.
                Po drodze zatrzymała się w przydrożnym sklepie, by zjeść trochę ramenu. Po odczekaniu 5 minut aż się zaparzy wzięła powoli łyżeczkę do ręki. Każdy „kęs” zajmował jej co najmniej 5 minut. W trakcie jedzenie podszedł do niej chłopak o czarnych włosach. Kojarzyła go. To chyba on rzucił w nią zakurzoną gąbką. Ach, tak. Jung Kook… Przez chwilę go nie rozpoznała, bo w szkole zazwyczaj miał zaczesane włosy, a teraz grzywka przysłaniała mu twarz. Zapytał czy może się dosiąść. Dziewczynie było wszystko jedno, więc pokiwała twierdząco głową. Już nie pytając zabrał łyżkę z ręki Xiuni i dokończył za nią jedzenie. Po czym wstał i wyszedł. Nie ogarnęła co się stało…
                Kontynuowała drogę powrotną pociągając za sobą nogami. Szła jakby nigdzie nie zmierzała. Po prostu przed siebie. Ten dzień trochę ją wykończył, a nie doczekała nawet do jego połowy. Kto wie co ma się wydarzyć później. Wolała o tym nie myśleć. Za dużo wrażeń i doświadczeń. To wychodzi poza skalę przypadkowych zdarzeń. W parku zrobiła kolejny postój. Usiadła na ławce pod wierzbą i przymknęła oczy. Chciała tylko odpocząć i udało się. Obudziła się dopiero około godziny szesnastej. Zregenerowała siły i mogła bez obaw ruszyć dalej.

                Dotarła. Wyciągnąwszy z torby klucze, poczęła otwierać drzwi klatki schodowej. Weszła na pierwsze piętro. Jedyne o czym myślała to, żeby położyć się znowu spać. Włożyła klucz do zamka i przekręciła go.

________________________________________________________________________________________

Kolejny rozdział wątku 4... Jak w ogłoszeniach obiecała Natashiix :) Więc wstawiam.
~Xiunia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz