niedziela, 1 lutego 2015

wątek 5 - rozdział 3#

                Rozdział 3# - Szczęście w nieszczęściu


              Po zakończonych lekcjach Yu Ri wstała, powoli spakowała rzeczy do torby i wyszła z klasy. Szła ostrożnym krokiem wzdłuż korytarza, gdy nagle ktoś ją popchnął. Siwowłosy młodzieniec był już daleko przed nią. Nie przejął się zbytnio tym, że przez niego dziewczyna upadła na zimną posadzkę. Dodatkowo, jej łokieć uległ uszkodzeniu. Na całej jego powierzchni momentalnie pojawił się krwistoczerwony siniak. Chwilowo nie czuła bólu, ale kiedy podniosła się na nogi, jej mózg akurat przekazał impulsy, które pozwoliły jej odczuć skutek upadku, do odpowiedniej części ciała. Nie potrafiła ruszyć się z miejsca, była całkowicie sparaliżowana. W  końcu otworzyła usta jakby chciała krzyknąć, ale nie wydała z siebie żadnego dźwięk. Trwała tak w bezruchu, aż upadła ponownie. Ból ją pokonał
            Kilka godzin później brązowowłosa uczennica, ze złamaną ręką, ocknęła się w niewielkim pomieszczeniu szpitalnym. Nie była to standardowa sala. Ściany zamiast kolorem białym, pokryte były jasnym, pastelowym różem. Szerokość łóżka także przekraczała tą stałą, które znajdowały się na zwykłych oddziałach. Na stoliku po prawej stronie stał wielki bukiet szarych róż, a obok nich leżała kartka. Dziewczyna podniosła się i podeszła do nietypowo ubarwionych kwiatów, a następnie nachyliła się, by je powąchać. Róże musiały być perfumowane, bo pachniały bardzo słodko, niczym landrynki owocowe. Ri wzięła do ręki prostokątną wiadomość i zaczęła czytać na głos, ściszonym tonem: „Przepraszam, że przeze mnie upadłaś. Mam nadzieję, że szybko ci się polepszy. Zapłaciłem za leczenie, nie martw się. Do zobaczenia niedługo.”
             Akihiko siedziała na ławce przed szkołą rozmyślając o wczorajszych wydarzeniach. Nadal nie mogła uwierzyć, że ktokolwiek przy czymkolwiek jej pomógł. Była w takim szoku, że nie usłyszała dzwonka obwieszczającego początek pierwszej lekcji. Nawet krzyki dzieciaków pośpiesznie zmierzających w stronę odpowiednich sali nie wyciągnął Japonki z zadumy. W dalszym ciągu spoglądała na niebo z wzrokiem pełnym nadziei. Nadziei na to, że może życie w tej szkole chociaż trochę się polepszy i stanie się lżejsze, łatwiejsze… W pewnym momencie rozbudziła się. Uświadomiła sobie, że nie podziękowała nieznajomemu za pomoc. Szybko więc podniosła się i ruszyła na poszukiwania swojego wybawcy. Po kolei zaglądała przez szyby każdej klasy, wypatrując barwnej czupryny. Przeszukała nawet piwnicę. Ze względu na wielkość budynku zajęło jej to kilka godzin i nie przyniosło żadnego efektu. Nigdzie go nie było. Powoli traciła wiarę, że odnajdzie swego wybawiciela. W końcu w jej głowie pojawiły się rozmyślenia na temat miejsc, których jeszcze nie odwiedziła. No tak… DACH. Wbiegła po schodach na najwyższe pięto i z impetem otworzyła drzwi prowadzące na taras. Szczęście pojawiło się w oczach dziewczyny, ale tylko na chwilę. Tu też nie było po nim śladu.
                Lekko już zrezygnowana Japonka, przeszła jeszcze po dachu z ostatnimi okruchami nadziei w sercu, że może jej bohater będzie się ukrywał w schowku na miotły po drugiej jego stronie. Podeszła do niewiele od niej wyższego otworu zasłoniętego przez kruczoczarną, z lekka wypłowiałą, zasłonę, znajdującego się w betonowej budce o wymiarach 2mx2mx2m. Niepewnym ruchem ręki odsunęła materiał na bok. Gdy słońce oświetliło środek ciemnej komórki, ujrzała męską sylwetkę. Chwilę później ktoś gwałtownie wciągnął ją do wnętrza schowka i ponownie zasłonił wejście.
          *Nikt nie ma takiego szczęścia jak ja* - to główna myśl krążąca po głowie, niedawno umierającej, Jung Ji Rin. Teraz, gdy była świadoma, że nic jej już nie grozi, wiedziała, że musi coś zrobić ze swoim życiem. Nie można przecież marnować takiej szansy. Szansy, która na pewno nie pojawiła się bez powodu. To właśnie pragnęła odkryć dziewczyna. Powód, dla którego żyje. Przecież musi jakiś być. Na tę jednak chwilę zdecydowała się odłożyć poszukiwania na bok i pójść na spacer, wykorzystać całą energię, która wypełniła jej ciało, gdy choroba zaczęła znikać. Przeciągnęła się więc na łóżku, odetchnąwszy przy tym tak, jakby pierwszy raz miała tlen w płucach. Teraz kąciki jej ust były nieprzerwanie skierowane ku górze. Ktokolwiek zobaczyłby ten uśmiech, mógłby pomyśleć, że tak właśnie wygląda najszczęśliwszy człowiek na świecie. Człowiek, który ma już wszystko i niczego więcej nie potrzebuje. Później powstała na równe nogi i kilka razy energicznie podskoczyła. Tak dawno tego nie robiła… Tak dawno, że przez chwilę zastanawiała się, czy pamięta jak to robić. Na szczęście nie zapomniała. Wreszcie przeszła kilka metrów w poprzek pokoju, by u kresu tej ścieżki dotrzeć do drzwi. Pewną ręką chwyciła za zardzewiałą, przestarzałą klamkę. Nacisnęła ją i przyciągnęła do siebie. Jej włosy rozwiał delikatny wietrzyk z zewnątrz. Wyczuła wilgoć w atmosferze. *Prawdopodobnie w nocy padało*- pomyślała. Przyszedł czas na pierwszy długi marsz, po tak ogromnej przerwie. Przed wyjściem Ji Rin zrobiła jeszcze kilka przysiadów. Opuściwszy teren mieszkania, skręciła w lewo, by opuścić gąszcz szarego zabudowania. Wolnym tempem zmierzała przed siebie. W końcu trafiła na mały, zielony placyk, który można by było nazwać parkiem. Prawdopodobnie nie był on odwiedzany przez nikogo od dłuższego czasu. Dzierlatce nie przeszkadzał jednak brak towarzystwa. W ten sposób mogła się w spokoju zrelaksować i pomyśleć o planach na przyszłość. Wypadałoby w najbliższym czasie wrócić do szkoły…
                Ach, szkoła… Ji Rin zawsze jej nienawidziła, lecz teraz, po tak długiej przerwie, zaczęła tęsknić. Tęsknić za mało inteligentnymi znajomimy, pozdzieranymi, burymi ścianami, ledwo słyszalnymi dzwonkami, brakiem równouprawnienia, znajomych i ławkami z „pięknym” graffiti, zrobionym własnoręcznie przez uczniów. Choć ta instytucja posiada w sobie wiele negatywnej energii, to jest miejsce, gdzie młoda Azjatka może znaleźć nowy początek. Kto wie? Może uda jej się znaleźć jakąś przyjaciółkę, a może nawet chłopaka? Wszystko jest możliwe. Ktoś z tej całej ferajny, którą pamięta musi być w miarę cywilizowany.

niedziela, 4 stycznia 2015

wątek 6 - rozdział 2#


Przyjaciółki niemal równocześnie obróciły się w stronę, z której dochodził męski głos. Była godzina 23, panowała ciemność, a pod mostem nikt raczej nie ustawił lamp, aby oświetlały drogę mało rozważnym studentkom. Właściwie stała tam tylko jedna, nie paliła się jednak odkąd Xiunia sięgała pamięcią. Dziewczyny były w stanie dostrzec tylko ciemną postać, która powoli się do nich zbliżała. Obie stały jak sparaliżowane. Nie dlatego, że czuły się zagrożone, bo jakiś nieznajomy mężczyzna szedł w ich stronę. Powód był zupełnie inny. Chodziło o to, że doskonale rozpoznawały ten głos.
-Miło usłyszeć swoją piosenkę podczas spaceru, śpiewaną w dodatku tak dobrze.

Natasha tylko wytrzeszczyła oczy i dziękowała w duchu, że w tych ciemnościach nie widać jej twarzy. Miała zamiar odpowiedzieć, ale tak jak nigdy zaczęła się bać, że pomyli się i palnie po koreańsku coś głupiego. Minxiu z kolei nie była w stanie uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Od urodzenia mieszkała w Seulu, nigdy jednak nie miała okazji spotkać na ulicy kogoś sławnego i już dawno przyzwyczaiła się do swojego pecha. Dlatego też zapanowała bardzo niezręczna cisza. Dziewczyny słyszały tylko bicie własnych serc (które odbywało się zdecydowanie za szybko) oraz cichy odgłos kroków. Obie czekały, co stanie się dalej, a cisza trwała jakby nieskończoność. I nagle wydarzyło się coś, czego żadna z nich kompletnie się nie spodziewała. Lampa znajdująca się tuż za nimi kilka razy zabrzęczała i rzuciła słabe światło na dzierlatki. Natasha lekko się wzdrygnęła. Teraz nie tylko było je widać. One również mogły wyraźnie zobaczyć Junhyunga, który znajdował się zaledwie półtora metra od nich. Chłopak zatrzymał się równie zaskoczony co dzierlatki. Jego wzrok najpierw padł na Xiunię, która teraz zaczęła odchrząkiwać i nerwowo się uśmiechać.  Dopiero po chwili spojrzał na jej przyjaciółkę i od razu nawiązał z nią kontakt wzrokowy. Nat nie miała pojęcia, co zrobić i mimo szczerych chęci nie potrafiła odwrócić wzroku. Stali tak w ciszy przez minutę, która zdawała się trwać całą noc. W końcu Junhyung zamrugał kilka razy zdezorientowany i zwrócił się do Minxiu.
-Czy twoja koleżanka mówi po koreańsku?
Natasha uśmiechnęła się ledwo widocznie pod nosem. No tak, pomyślała, to dlatego tak na mnie patrzył. O czym ja właściwie myślałam? Chodziło mu o moje niebieskie, nie-skośne oczy. To logiczne.
-Tak, nie ma  tym większych problemów – odparła w końcu Xiunia, przerywając w ten sposób rozmyślenia przyjaciółki. Jej głos był całkowicie wyprany z emocji. Była w ogromnym szoku i starała się tego nie pokazywać, czego wynikiem był jej ton.
Chłopak jednak zdawał się tego nie zauważać. Uśmiechnął się do dziewczyn, próbując je ośmielić, co dało całkowicie odwrotny efekt, bowiem dzierlatkom odebrało mowę już doszczętnie.
-Oh, zapomniałbym! Yong Junhyung, miło mi.
Natasha spojrzała na rękę wyciągniętą w jej stronę, jakby pierwszy raz w życiu doświadczyła czegoś takiego. W porę jednak się otrząsnęła i podała chłopakowi swoją dłoń.
-Natasha – odezwała się cicho, a w jej głowie zabrzmiało to tak, jakby mówił to ktoś z bardzo daleka. I bynajmniej nie była to ona.
Junhyung uścisnął ją lekko i zwrócił się w stronę Koreanki. Xiunia odzyskała już pełnię świadomości, poradziła sobie z tym zadaniem więc lepiej od koleżanki. Wszystko robiła bardzo naturalnie, jakby wcześniejsze zachowanie było wywołane chwilowym szokiem.
-Co robicie tutaj same o tej godzinie? – spytał po zapoznaniu się z obiema studentkami.
-Czy zwiedzanie Seulu nocą jest dziwne? – odparła żartobliwie ciemnowłosa.

środa, 31 grudnia 2014

wątek 6 - rozdział 1#

Witajcie kochani, a oto noworoczna niespodzianka! Xiunia nakłoniła mnie do rozpoczęcia własnego wątku~. Więc oto i on, wątek 6! Od razu ostrzegam, że to będzie jedna wielka tragedia, ale może komuś się spodoba lel. Tak czy inaczej zapraszam do czytania, no i szczęśliwego nowego roku!! ^^
~natashiix
_______________________________________________


Korea Południowa, Seul

-Więc, kto idzie na zakupy? – spytała Park Minxiu wymownie spoglądając na swoją jasnowłosą przyjaciółkę.
-Jasne, bardzo chętnie. Gdybym chociaż wiedziała, gdzie znajduje się sklep – odparła ironicznie Natasha.
-To fakt, żadna z nas nie może iść Xiunia. Jesteśmy pierwszy raz w Korei – wtrąciła Vanessa.


Dziewczyny siedziały w niewielkim salonie. Na lawendowych ścianach wisiały obrazy o różnorakiej tematyce, wszystkie jednak zostały wykonane przez tę samą osobę. Natasha czuła się nieco skrępowana faktem, iż gdzie nie spojrzy widzi swoje wytwory, z drugiej jednak strony było jej bardzo miło. Szczupła blondynka na co dzień studiowała astronomię na polskiej uczelni. Jednak szczerze powiedziawszy nie interesowało jej to zbytnio. Poszła na ten kierunek ze względu przede wszystkim na rodziców. Poza tym, z tym wyborem pozwoliła jej się pogodzić perspektywa dobrze płatnej pracy w przyszłości. Jednak jej prawdziwą pasją była sztuka w każdym tego słowa znaczeniu. Uwielbiała malować, rysować, pisać, czytać, śpiewać, grać na najróżniejszych instrumentach,  podróżować i poznawać ludzi z różnych zakątków świata. Był to główny powód, dla którego jako pierwsza zaprzyjaźniła się z Park Minxiu – Koreanką z wymiany. Przyjechała do Polski dwa lata temu i spotkała się z niezbyt przyjemnym powitaniem ze strony studentów.  Była po prostu inna. Niewielkiego wzrostu drobna Azjatka o kruczoczarnych włosach do łopatek i grzywką zasłaniającą niezbyt wysokie czoło ciągle przesiadywała sama na korytarzach w przerwach pomiędzy zajęciami, które trwały czasami nawet godzinę. Dziewczyna kompletnie nie znała tego miasta, a do mieszkania, które wynajmowała, miała godzinę drogi. Studiowała muzykologię, niezbyt popularny kierunek ze względu na fakt, że trudno znaleźć po nim pracę. Mimo wszystko Natasha podświadomie czuła, że odpowiadałby jej on o wiele bardziej niż astronomia. Być może był to kolejny powód, dla którego pewnego dnia podeszła do nieznajomej i pomimo jej ogromnego lęku przed rozmową z obcymi, odezwała się do niej:
-Jakim cudem jesteś w stanie siedzieć tak w jednym miejscu przez bitą godzinę i nic nie robić?

niedziela, 28 grudnia 2014

wątek 4 - rozdział 11#

            Następnego ranka Natashę obudził krzyk Xiuni. Nie zainteresowało ją to za bardzo, więc położyła się dalej spać. Obudziła się za kolejne trzy godziny. Wcześniej myślała, że jej przyjaciółce śnił się koszmar, ale to chyba nie to, bo nie było jej już w domu. Wykręciła, więc jej numer. Odebrała zdyszana Park Min Xiu.
-Hej Nat! Gdzie jesteś?
-Co? Gdzie TY jesteś?
-Pobiegłam do sklepu
-A okej. Czemu rano krzyczałaś?
-Wystraszyłam się… z resztą zobaczysz jak wejdziesz do salonu.
Zaciekawiona blondynka poszła sprawdzić o co chodzi. Gdy to zobaczyła, przestała się dziwić, że Xiu krzyczała. Na środku stała dwumetrowa kartonowa podobizna TOP’a.
-O cholera! Co to ma być ?!
Teraz ze sklepu wróciła tęczowo włosa.
-No heeej! A tobie jak się podoba? – przywitała ją współlokatorka.
-Co to tu robi?
-Przyszło rano pocztą. Myślałam, żeby to jakoś fajnie ozdobić – rzekła wyjmując marker z plastikowej reklamówki, którą trzymała w ręku.
            Po kilku chwilach TOP miał już wąsy, makijaż i całkiem stylową sukienkę. Dziewczyny podziwiały swoje dzieło przez ponad pół godziny, śmiejąc się przy tym bardzo głośno. Potem przerwał im dzwonek do drzwi. Byli to Jung Kook i Suga. Skąd znali ich adres?
-Hej! – powiedzieli w harmonii.
-Hej, co tu robicie? – odpowiedziała Nat.
-Przyszliśmy was odwiedzić. Macie trochę czasu?
-Pewnie, wchodźcie – odpowiedziała Park.
Usiedli sobie na kanapie przy stole. Xiunia zaparzyła herbatę i podała upieczone przez nią ciasto. Jedząc, siedzieli w ciszy. W pewnym momencie usłyszeli śmiech, chociaż żadne z nich się nawet nie uśmiechało w tej chwili. Dzierlatka o nienagannym słuchu, której włosy nie miały już takich wyrazistych kolorów jak wcześniej, od razu wstała i ruszyła w stronę przedpokoju. Gestem palca uciszyła towarzystwo i przyłożyła ucho do stojącej w tamtym miejscu szafy. Po upływie około dziesięciu sekund, szybkim ruchem ręki odsunęła drzwiczki mebla. Wypadły z niego dwie chichoczące istoty... Całkowicie rozbawiony Kai i Taemin, który powstrzymywał śmiech, jednocześnie zasłaniając usta koledze.
-Przepraszam, ale co wy robiliście w naszej szafie?- spytała miłym tonem ta, która ich zdemaskowała.
-No ten... – zaczął członek EXO. – Przyszliśmy zobaczyć jak mieszkacie.
-Czy któraś z nas wam otwierała? Jakoś sobie nie przypominam. Poza tym... On nas nawet nie zna! – wskazała na rudowłosego.
-O! Właśnie! On chciał was poznać! – powiedział, jakby to była wymyślona na poczekaniu wymówka.