sobota, 1 lutego 2014

Wątek 3 - Rozdział 4

Mieszkasz w jednej z najbogatszych dzielnic Hong Kongu? – spytał zdezorientowany.
-No… Tak jakoś wyszło, że moja chrzestna mnie do siebie przygarnęła – szepnęła, lekko drżąc z zimna. W końcu miała na sobie zwiewną sukienkę, a wieczorami potrafiło zawiać i drastycznie się ochłodzić.
Chłopak, widząc jej reakcję, miał już zaoferować marynarkę, która wyszła bez szwanku, aby Hiko było cieplej, jednak różowo włosa wyprzedziła go, otwierając mosiężną bramę do posiadłości, w której aktualnie przebywała. Jako że jej matka chrzestna była bardzo bogatą i wpływową osobą, dom był pełen przepychu. Rozpoczynając od złotych żyrandoli, dywanów i mebli sprowadzanych z zagranicy, a kończąc na długich krętych schodach prowadzących na piętro, które przyozdobione były w drobne brylanciki.
-Rozumiem, że twoja ciocia jest … bogata – rzekł zszokowany widokiem przeogromnego pięknego mieszkania.


-No, można tak powiedzieć – kiwnęła głową, wchodząc na piętro. – Obecnie jest najbogatszą kobietą w Chinach, więc.. Mieszka w takich, a nie innych warunkach.
Aki przystanęła przy ostatnich drzwiach beżowego, przyozdobionego lustrem i obrazami korytarza. Otworzyła jasnobrązowe drzwi ze złotym wzorkiem, niby drzewem, ukazując wnętrze łazienki, które, również do skromnych nie należało.
-Dobra, dawaj koszulę – wyciągnęła w jego stronę dłoń. „Tęcza” teatralnie wywrócił oczyma, wieszając marynarkę na haku na ręczniki. Gdy tylko rozpiął do końca guziki, zdjął koszulę i wepchnął w rękę wystraszonej dziewczyny, ta od razu napełniła miskę wodą, po czym zaczęła ręcznie prać, ani razu nie zerkając w stronę chłopaka, który ciągle stał za nią, przy drzwiach.
Zapadła długa cisza. To było coś czego oboje teraz potrzebowali.
Sehun był wykończony tym wszystkim. W pracy wprawdzie nie układało się źle, kilka drobnych sprzeczek to przecież jeszcze nie katastrofa… Co innego w życiu prywatnym. Była dziewczyna, która jednocześnie jest jego najlepszą przyjaciółką, właśnie umiera… Dręczyło go ogromne poczucie winy, gdyż naprawdę kochał  Gabrielę… ale.. no właśnie. Problem polegał na tym, że nie potrafił sam do końca ocenić jaka była to miłość… Do partnera? A może do siostry? Gdy z nią zrywał był pewny na 80% swoich uczuć.. teraz jednak, w obliczu śmierci dziewczyny, w ogóle nic nie rozumiał. Wewnątrz niego panował totalny chaos.
A Akihiko.. tak naprawdę to bankrut. Straciła swój majątek, na który sama zapracowała, ponieważ musiała spłacić długi zmarłych rodziców. A kwota była powalająca.. Więc teraz była zdana tylko i wyłącznie na swoją ciocię. Wcale jej to nie odpowiadało. Nienawidziła polegać na innych, a już zwłaszcza na tych, których kocha. No, ale została jej tylko praca u… Sehuna. W dalszym ciągu stojącego gdzieś za nią bez koszulki.
O cholera… pomyślała Mój szef. U mnie w domu. Bez koszulki. Stojący za mną..
Nagle wróciła jej trzeźwość umysłu i zapaliła się czerwona lampka, oznaczająca nadchodzące kłopoty. Bo w końcu… nie oszukujmy się. Podobał jej się. Tak bardzo tego nie chciała, jednak nie miała na to większego wpływu..
Ech.. Serce nie sługa… Szkoda. Wtedy wszystko byłoby prostsze.
-Okej, skończone – Aki wylała wodę do wanny, a koszulę … no właśnie. Co teraz zrobić z koszulą? Aaaa suszarka. No tak.
-Eeee. Chyba jednak nie dostaniesz tej koszuli suchej. W sumie to nie do końca to przemyślałam.
-To ty myślisz? – odgryzł się.
Coś w niej ruszyło i odwróciła się w jego stronę. Tego poczynania też raczej nie przemyślała. Teraz stała na wprost chłopaka opierającego się plecami o ścianę. Jej serce od razu zaczęło bić szybciej, gdy ujrzała jego wyrzeźbioną klatę. Lekko speszona odwróciła się ponownie w stronę suszarki udając, iż coś poprawia.
-Wyobraź sobie, że tak. Jak jestem trzeźwa to myślę – odezwała się oburzona, czując jak pieką ją policzki.
Czy ona się mnie wstydzi? Ech… Ale w sumie… Zapomniałem, że mam marynarkę.
Od razu nałożył na siebie marynarkę zapinając się na tyle ile mógł.
-Daj mi telefon.
-Już. – Nadal lekko speszona podeszła do torby i podała Sehunowi komórkę, który od razu wykręcił numer do siostry.
-Halo? Vanessa, wejdź do mnie do gabinetu. Na biurku leży teczka, w lewej kieszonce kluczyki od auta. Mogłabyś przyjechać po mnie?
-To gdzieś ty polazł? – z drugiej strony słychać było oburzony głos Vanessy.
-Pamiętasz Akihiko? No więc właśnie… zdarzył się drobny wypadek i aktualnie jestem u niej w domu na yyyy… Akihiko, podaj proszę adres Van - dziewczyna pochwyciła od niego komórkę, posłusznie wykonała polecenie.
-Hej, przyjedź na CRNIBGSK 23.
-Widzę, że serio ci się spieszy do Sehuna. Już był u ciebie w domu, a mnie nawet nie zaprosiłaś, hahahahaha.
-Weeeeeeeź..
-Hahahaha, no taka prawda. Fighting! A ja zaraz będę. Daj mu wodę z cytryną i łyżeczką soku z malin, to od razu mu przejdzie. Pa.
-Hahahah, dzięki, pa.
Akihiko posłuchała rady koleżanki i podała chłopakowi napój, gdy tylko znaleźli się na dole.
-Skąd wiesz, że to lubię? – dopytał, marszcząc brwi, upijając łyk z kubka.
Dzięki Van. NO SKĄD JA TO WIEM?!
-Eeeee. Kobieca intuicja? – uśmiechnęła się przyjaźnie, mając w duchu nadzieję, że uwierzy w tą banalną, wymyśloną na biegu odpowiedź.
_____________________________________________________________________________
-Nie musisz mnie odprowadzać – odezwała się skrzywiona Ana z rozbitym kolanem i całym obolałym ciałem.
-Proszę cię.. to przeze mnie tam poszłaś. Czuję się za ciebie odpowiedzialny, więc daj sobie pomóc, okej? – złapał ją delikatnie za ramiona i spojrzał głęboko w oczy.
Serce blondynki biło z każdą sekundą coraz mocniej. Ten dzień zdecydowanie był dziwny… i zaskakujący.
W oczach Baekhyuna było tyle troski…
-Nie trzeba – otrząsnęła się, wyrywając się z jego ciepłych, delikatnych rąk.
-Błagam.. Anią? Dlaczego? Proszę, chcę ci pomóc. Będę mieć przez ciebie wyrzuty sumienia.
-No dobra – rzekła zrezygnowana - Wchodź.
Może nie należała do najbogatszych, ale jej mieszkanie z jedną sypialnią i salonem było naprawdę ładne i schludne.
Baek wyjął domową apteczkę, której miejsce zdradziła mu Ana. Usiadł obok niej na bordowej pufie, kładąc zranioną nogę na swoich kolanach. Zmieszana dziewczyna próbowała ukryć swoje zdziwienie, jednak chyba jej się nie udało, bo chłopak parsknął śmiechem. Delikatnie obmył rankę i starannie założył opatrunek. Przez ten cały czas Ana spoglądała w jego oczy. Były.. piękne. Wypełnione troską i czułością. Tak bardzo tęskniła za tymi uczuciami.
Była w szoku, że ktoś, kogo dopiero poznała, był dla niej taki dobry.
-Dobra.. skończone – uśmiechnął się w jej stronę. – Wszystko w porządku?
-T-taak – zająknęła się.
Po tych słowach delikatnie poczochrał dziewczynę po głowie i wstał, odsuwając pufę.
-Podać ci coś do picia?
-N-niee. Nie trzeba… A ty chcesz się napić? Zaraz coś uszykuję. – Poderwała się niemalże na równe nogi, co było błędem, ponieważ zakołowało jej się od tego w głowie. Na szczęście Baekhyun był obok i złapał blondynkę w porę, ratując ją od twardego lądowania. Ich twarze znalazły się bardzo blisko siebie, zdecydowanie za blisko, jak na gust dziewczyny. Jej serce waliło niemiłosiernie, jakby za chwilę miało wyskoczyć z piersi. Przez chwilę naprawdę chciała, żeby ich usta się spotkały. Ona. Ona, która nigdy się nie całowała. Ona, której tak bardzo zależało, żeby jej pierwszy pocałunek był z kimś kogo długo znała i kochała. Właśnie ona walczyła z samą sobą, aby nie dopuścić do pocałunku.
On miał ten sam problem. Lecz gdy spojrzał jej w oczy, widział wahanie. Już miał ją pocałować, jednak szybko pomógł jej z powrotem usiąść na swoim miejscu. Naprawdę bardzo ją polubił, dlatego bał się, że tym jednym pocałunkiem wszystko zniszczy.
-Prosiłbym o wodę, ale najpierw pozwól, że pójdę przemyć ręce. Potem napiję się szklanki i pójdę – rzekł, po czym z mieszanymi uczuciami wszedł na teren łazienki. Przystanął przy drzwiach, biorąc dwa głębokie oddechy.
-Co ja wyprawiam…
Zdezorientowana Ana siedziała teraz sama w salonie, zastanawiając się, co w nią wstąpiło. Jeszcze nigdy się tak nie czuła.
_________________________________________________________________________________
-Kuu!! – z salonu słychać było nieustanne wołanie Xiumina.
-Już idę! – odpowiedziała ciemnowłosa. – Zaraz zejdę!
Po chwili dziewczyna w piżamie i z rozczochranymi włosami znalazła się obok brata, który miał kamienny wyraz twarzy.
-Xiumin.. Co się stało? – spytała przejęta.
-Właśnie rozmawiałem z mamą. Ponoć… masz wyjść za mąż w przyszłym tygodniu. To ktoś z SM, kto ma bogatych rodziców. Tata go polubił, a rodzicom kandydata spodobało się, kiedy o tobie mówili i pokazali zdjęcia. Chłopak też rzekomo przystojny, ale… Przesadzili. Data jest już ustalona, a przyjęcie zaręczynowe będzie za 2 dni. Jutro rano mamy przyjechać do ulubionej restauracji rodziców. Tam go spotkamy.. Tego dupka i jego rodzinę.
-Błagam – pisnęła załamana – powiedz, że to jakiś żart… - opadła na sofę.
-Przykro mi Ku. Próbowałem im wyjaśnić.. Ale jeszcze nie wszystko stracone. Może jutro przyjdziemy wcześniej i z nimi porozmawiamy, co?
Chłopak przysiadł się do załamanej Ku, delikatnie obejmując siostrę. Naprawdę nie chciał dla niej takiego losu. Ślub z przymusu to nic dobrego. Sam prawie się o tym przekonał na własnej skórze. Na szczęście, w ostateczności nie doszło do ślubu.
-Nie obchodzi mnie kto to jest. Nie ma mowy, żebym za tydzień brała ślub – powiedziała po chwili stanowczo.
Nie teraz, kiedy ktoś mi się podoba. Dlaczego?! MAMO, TATO… Obiecaliście…
-Wiem, Ku. Wiem. Naprawdę postaram się zrobić co w mojej mocy, dobra? – posłał brązowookiej pocieszający uśmiech.
Dziewczyna była bardzo rozbudzona i bliska płaczu.
Gdy była mała, mama mówiła jej, że może się zdarzyć, iż jej przyszły małżonek będzie wybranych przez nią i jej ojca, ponieważ ten chce, aby jego jedyna córka żyła w bogactwie.
A co jeśli moje życie mi się podoba? Wolę być biedna niż trwać w związku opartym na umowie podpisanej przez rodziców.. Chciałabym prawdziwie kochać swojego męża, nie na pokaz, tak jak to chcą moi rodzice. CO ROBIĆ?...
-Xiumin… nie zasnę teraz – wyszeptała przerażona, a z kącików oczu zaczęły wypływać pojedyncze łzy.
-Nie płacz, moja mała siostrzyczko. Jestem tu przy tobie i nie dam ci zrobić krzywdy, wiesz o tym, prawda? – subtelnym muśnięciem kciuka o jej mokry policzek otarł spływające łzy. – Będę przy tobie, tak, jak ty przy mnie zawsze byłaś. Nie martw się tym, bo nie warto. Na pewno skończy się dobrze, tak jak to było ze mną, pamiętasz? A teraz… jestem głodny. Chcesz trochę ramen?
_________________________________________________________________________________
Po 5 minutach Baekhyun wyszedł z łazienki i zajrzał do salonu, jednak nikogo tam nie zastał. Zdziwiony zapukał do pokoju, którego drzwi były zamknięte. Chwilę potem Ana, odziana w długie spodnie od dresu w kolorze mięty oraz koszulkę na ramiączka o tym samym kolorze, uchyliła lekko drzwi.
-Ooo..widzę, że idziesz już spać, hehe – zaśmiał się, próbując rozładować atmosferę.
-Eeeem no… yyy.. W sumie, to miałam zamiar obejrzeć film w salonie, ale chciałam się przebrać – odezwała się nieśmiało.
-Ahaa..
Z lekko zaróżowionymi policzkami, podskakując na jednej nodze, wyszła z pokoju. Chłopak szedł za nią, aby w razie czego jej pomóc, jednak ona bez problemu dotarła do kuchni, w której naszykowała szklanki z piciem.
-Proszę – uśmiechnęła się podając brązowookiemu szklankę wody. – Dziękuję ci za pomoc.
-Naprawdę nie ma za co. Gdyby nie to, że cię zaprosiłem, to nic by się nie stało..
-Chcesz może zostać i obejrzeć film? – zagadnęła po dwu minutowej ciszy.
-Pewnie, jeśli masz popcorn, to czemu nie, hehehe – uśmiechnął się radośnie.
Chyba nic się takiego nie stało. Wydaje się, że wszystko jest tak jak wcześniej. - Pomyśleli równocześnie.
_________________________________________________________________________________
-Sehun… Przepraszam.
-Dobra.. Vanessa zaraz będzie. Jutro w pracy oddaj mi koszulę.
-Nie gniewasz się? – spytała skruszona.
Widząc jej strach i przejęcie w oczach, miał przeczucie, że źle zrobił, obwiniając ją. Może to naprawdę był wypadek? Teraz, kiedy stała przed nim, drobna, krucha, o głowę niższa od niego, wlepiając w niego swoje ciemne błyszczące oczy, wydawała się być taka… nierealna. Piękna. Była zupełnie inną osobą niż ta, z którą miał wcześniej do czynienia. 
Nie nie nie nie nie nie nie.
Ja wcale o niej nie myślę.
Nie.
Tak być nie może.
Moje serce.. należy do Gabrieli, prawda?

TO BE CONTINUED
________________________________________________________________________________
Tak więc... jestem! Witajcie moi drodzy bo dość długiej przerwie XD
No tak, więc yyym ... no ten.. no..
Jakie wrażenia po rozdzialiku? :D 

A co do kolejnego to... PRAWDOPODOBNIE za tydzień, ewentualnie 2 :D
Ewentualnie po konkursie z franca, ale do końca ferii jeszcze 1 powinien być :p

2 komentarze:

  1. 1. Akihiko mieszka na fajnej ulicy :D
    2. Co tak krótko :(
    3. Więcej Ku.. :D <3

    SUPPPPERRR RROZDZIAŁ <3

    ~Xiunia :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj w kolejnym w końcu wjedzie o wiele więcej Ku XDDD
      + zero mnie w tym rozdziale, to też muszę nadrobić :oooo XD

      W wordzie wyglądało mi, że dużo.... a faktycznie krótko jest XDDD
      ~Vanessa

      Usuń