Siemacie! :D
Wybaczcie za tak długą nieobecność, ale ten tydzień był ciężki.. szkoła, nauka, EXO, spanie, jedzenie... i to samo... a wcześniej byłam chora i nie bardzo mogłam pisać, bo naprawdę źle się czułam ;c
Ale już jestem i teraz POSTARAM SIĘ dodawać co tydzień :)
Miłego czytania <3
~Vanessa
-Dobrze
wiem, że to było celowe – oznajmił chłodno czarnooki, spoglądając gniewnie w
stronę Akihiko. Ten dzień nie należał do najbardziej udanych… na dodatek nowa
pracownica sprawiała mu ciągłe kłopoty.
-Przepraszam cię, Sehun. Nie zauważyłam, że przechodzisz obok, naprawdę – odezwała się zasmucona. – Ale nie zrobiłam tego celowo, więc proszę, przestań tak mówić, dobrze?
Nagle rozległ się doniosły dźwięk piosenki „In my head” CNBLUE z torby dziewczyny. Hiko przeprosiła na chwilę szefa i postanowiła odebrać telefon, który w tej chwili był dla niej wybawieniem… Bynajmniej tak na początku myślała..
-Bonjour madame, czy rozmawiam z Akihiko Earl Knox?
-Oui, to ja – odpowiedziała zdezorientowana.
Kto mógł do niej dzwonić z Francji? Miała tam kilku przyjaciół i rodzinę, owszem.. ale ten głos z pewnością nie należał do nikogo, kogo znała.
Kątem oka zerknęła na zdziwionego tęczowego chłopaka, który badawczo przyglądał się Aki, lewą ręką wciąż podtrzymując koszulę.
-Dzwonię z panienki pracy. Jestem nową sekretarką, Marie Louriex. Niestety, muszę panią poinformować, iż nie pracuje pani już w naszej firmie. Teraz zostaje pani na stałe w Chinach, pod opieką Pana Sehuna.
-Słucham?!
-Przykro mi, ale miałam to jedynie przekazać. Jeśli chce Pani uzyskać więcej informacji, proszę się zwracać bezpośrednio do szefa. Mamy nadzieję, że będzie pani dobrze w Chinach. Do widzenia.
-Pff - prychnęła poirytowana. – DO WIDZENIA.
Czy to.. działo się naprawdę? Właśnie, nowo okrzyknięta najlepszą projektantką młoda dziewczyna, straciła pracę i została skazana na łaskę tego oto stojącego przed nią mężczyzny, na którego dopiero co wylała drinka.
Podenerwowana wrzuciła telefon z powrotem do torby, wracając do kłopotu z jej nowym szefem. W jej oczach wezbrały się łzy.
-Daj mi tę koszulę. Wypiorę ją i oddam ci najpóźniej jutro, dobrze? – jej głos zaczął drżeć. Prawie że straciła równowagę, lecz w porę uratował ją Sehun, przytrzymawszy jej drobne ramiona.
-Przepraszam – szepnęła, stając naprzeciw niego.
-Nic nie szkodzi… - odezwał się po chwili ciszy, wciąż badawczo spoglądając na dziewczynę. - Stało się coś?
-Nie – szepnęła ze zrezygnowaniem. Nie chciała jeszcze o tym mówić. – Dasz mi tę koszulę, czy nie?
-No przecież nie oddam ci jej teraz. Jestem tu do dwudziestej pierwszej. Nie będę łaził pół nagi.
-Masz marynarkę, dasz radę – machnęła lekceważąco ręką.
-Nie – warknął poirytowany.
-Dobra – odburknęła równie zła, chwytając chłopaka za dłoń.
Przyspieszyła kroku i wyciągnęła go z SM. Jako że nie chciał robić zamieszania, pozwolił sobie na wyprowadzenie się przed budynek i dopiero tam miał zamiar na nią nawrzeszczeć. Jednak było mu jej trochę szkoda.. zauważył łzy, wywołane jej wcześniejszą rozmową przez telefon, więc postanowił odpuścić ten jeden raz.
Dziewczyna trzymała mocno jego dłoń, a jej serce przyspieszyło pracę, lecz nie dała tego po sobie poznać. Jego skóra był niczym aksamit, a nawet milsza. Naprawdę postradałam zmysły… pomyślała. Może nie jestem taka pijana skoro truchtam do domu w trzynastocentymetrowych szpilkach, aczkolwiek.. Idę razem z Sehunem… No, może nie jest jednak ze mną najlepiej…
-Gdzie my właściwie idziemy? – spytał, gdy skręcili w pierwszą uliczkę po prawo, za budynkiem.
-Do mojego domu. Dasz mi koszulę i wtedy ją wypiorę.
Jednak zwariowała… pomyślał. Dobra… zapamiętaj Akihiko… Robię to tylko dlatego, bo byłaś smutna.
_________________________________________________________________________________
-Aniąą! Uważaj! – dobiegł nagle głos Baekhyuna.
Niestety blondynka nie zdążyła w porę zareagować i spotkało ją bliskie spotkanie z ziemią. A wszystko przez jakiegoś chłopaka, który trącił innego, stojącego za dziewczyną.. Tylko, że on utrzymał równowagę, nie to co ona.
Syknęła z bólu, spoglądając na rozbite kolano i zakrwawioną rękę, na którą upadła. Wtem podbiegł do niej niedawno poznany znajomy, który przykucnął, obdarowując ją troskliwym i zmartwionym spojrzeniem, którego dawno u nikogo nie widziała..
-Złamałaś coś?
-Nie, wszystko w porządku.
-NO JAK W PORZĄDKU?! – krzyknął. – PRZEZ TEGO DUPKA SIĘ ZRANIŁAŚ.
-Dlaczego krzyczysz na mnie, zamiast na niego?! – spytała rozdrażniona. Nie dość, że bolą ją kończyny oraz tyłek, na którym wylądowała, to jeszcze będzie ją boleć głowa od jego wrzasków.
-Przepraszam – dopowiedział już spokojnie. – Chodź, pomogę ci wstać.
Beakhyun chwycił ramiona Anią, która po chwili stanęła przed nim z grymasem bólu. Chłopak poczuł straszne poczucie winy… przecież sam ją zaprosił, a teraz stała jej się krzywda.
-Chodź, wezmę taksówkę – zaproponował.
Dziewczyna nie miała siły zaprzeczać. Po jego minie widać było, iż łatwo by nie odpuścił, a teraz nie miała siły się kłócić. Po prostu.. pozwoliła ten jeden raz sobie pomóc… Pierwszy od bardzo dawna… Aż przypomniał jej się okres dzieciństwa, kiedy jeszcze miała rodziców.
__________________________________________________________________________________
Dlaczego zawsze musi być jakiś problem? Naprawdę nie może być chociaż raz dobrze?
Spięta Van siedziała naprzeciwko blondyna, który ciągle udawał, że nic nie słyszy. Najzwyczajniej starał się ignorować Vanesse, ale ta uparcie chciała dowiedzieć się, z jakiego powodu wykazuje takie, a nie inne zachowanie wobec niej.
-Mogę wiedzieć o co ci chodzi, Tao?
Nic. Zero odpowiedzi.
-Przecież wiem, że mnie słyszysz. Nie udawaj głupiego i odpowiedz mi na jedno pytanie.. Dlaczego mnie ignorujesz i nie chcesz nic powiedzieć?
-Przecież założyłem to - zawahał się - coś co nam uszykowałaś.
-Rozumiem, że strój nie wywarł na tobie pozytywnego wrażenia.. ale mogłeś mi powiedzieć. Przecież projektowałam to przy was. Nie mogłeś zwrócić uwagi, że to ci nie odpowiada?
I znów uciążliwa cisza.
-O co ci chodzi?
-Mi? Naprawdę chcesz wiedzieć?
Czerwono włosa skinęła głową w odpowiedzi, wyczekując na jakąkolwiek jego dalszą wypowiedź. To i tak dużo… jak na niego. Ostatnio słowem się nie odezwał.
-Nie twój interes.
-No mój, bo to mnie unikasz i to ja jestem niedoinformowana, a chciałabym wiedzieć, dlaczego mój klient mnie tak traktuje. Jestem stylistką… nigdy nie dopasuje stroju, który ci w pełni odpowie, jeśli nie będę nic o tobie wiedzieć. Oczywiście nie wymagam tego teraz, ale byłoby miło, gdybyśmy zaczęli od wytłumaczenia tej sytuacji.
-Nie o ciebie chodzi, jeśli ma cię to jakkolwiek pocieszyć. Koniec?
-Tao.. – zerknęła na niego zirytowana. – Jest już późno… Jestem zmęczona i nie mam już siły. No dobra… Jeśli tak bardzo musisz, to zachowaj to dla siebie, ale przy następnym spotkaniu nie odpuszczę ci tak łatwo. Nie wymagam od ciebie zwierzeń, tylko jasnych odpowiedzi na podstawowe pytania, które nie są żadną fizyką kwantową.
-Jeśli skończyłaś kazanie, to mogę wyjść?
-Nie, nie skończyłam. Obiecaj mi najpierw, że będziesz nosił to co wam uszykuję. Wcześniej będę z wami wszystko uzgadniać i pokażę wam projekty. Wtedy proszę MÓW COŚ, jeśli jest nie tak, zgoda?
-Dobra. Rozumiem. Już?
-Tak, miłej zabawy - wysiliła się na uśmiech. –Albo raczej jej końca, bo już późno. No i przepraszam, jeśli jakkolwiek cię uraziłam.
Chłopak jednak zdążył już wyjść, pozostawiając Vanesse samą sobie. Ta tylko westchnęła przeciągle. Naprawdę starała się jak tylko mogła, jednak do niektórych nie można czasem dotrzeć. Wiem, że są na pewno fajnymi chłopakami… Rozumiem, że nie muszą się ze mną przyjaźnić, no ale naprawdę.. Jestem taka zła, że jeden z nich nawet nie może mnie tolerować? Pogrążona w myślach wyszła na bankiet, który tak jak uważała, dobiegał końca. Nigdzie jednak nie spotkała już Tao.
Na koniec postanowiła, że zostanie i pomoże trochę w uprzątnięciu.
__________________________________________________________________________________
Ku i Chen bawili się razem świetnie. Jak się okazało, mieli też wiele wspólnych zainteresowań.. a co za tym idzie, długo ze sobą gawędzili, a potem poszli do restauracji na kolację. Miło spędzili razem wieczór.
Wychodząc z kawiarni postanowili wpaść jeszcze do parku, posiedzieć trochę na świeżym powietrzu.
Po pięciominutowym spacerze spędzonym w ciszy, doszli na miejsce, gdzie usiedli na pierwszej ławce.
-Tak właściwie - zaczął niepewnie Chen - to.. Jak masz na imię?
Dziewczyna zaśmiała się perliście.
-Naprawdę nie wiesz? – zerknęła roześmiana. – Jestem Kim Ku Jung, nie wiem czy wiesz, ale jestem menagerem SM i odpowiadam za kilka zespołów, w tym także twój.
-Aaa.. no faktycznie! Jakbym cię już kiedyś widział..
-Czyli… przetańczyłeś cały wieczór oraz zaprosiłeś na kolację i na spacer osobę, której nie znasz?
-No jak… Przecież wiem już dużo o tobie. Dlatego cię zaprosiłem. Chciałem cię poznać, Ku – uśmiechnął się serdecznie.
-Dzięki – szepnęła również uśmiechnięta.
-Wiesz… Trochę już późno… gdzie mieszkasz?
-A co?
-Chcę cię odprowadzić, późno już się zrobiło.
-Aaaa … No niedaleko. Jak chcesz to chodźmy.
Po chwili wstali i wolnym krokiem skierowali się w kierunku domu Ku. Chen bardzo zafascynował się jej osobą. Pracowała dodatkowo jako kaskaderka oraz nauczała wiele sławnych osób. A przede wszystkim, była bardzo ładna i niewątpliwie wywarła na brązowowłosym niemałe wrażenie.
-A ty? Daleko mieszkasz? – ni stąd ni zowąd głos zabrała brunetka.
-Dorm, w którym mieszkam z EXO jest na przedmieściach, nie tak daleko. Ale mój rodzinny dom jest w innym mieście. Daleko trochę, no ale, co zrobić? A twoi rodzice?
-Moi zostali w Korei, ale mam brata, który tu mieszka. Właśnie do niego idziemy, bo póki co nie znalazłam jeszcze lokum. Jak się ma starszego braciszka, to trzeba korzystać, nie?
Chen zaśmiał się pod nosem. Nawet nie zauważył, że dziewczyna została za nim. On dalej szedł przed siebie. Dopiero po chwili zorientował się, że idzie sam. Szybko obrócił się na pięcie i spojrzał pytająco na Ku, która stała kilka metrów dalej.
-Tu mieszka mój brat.
-Yyyyy …
-Coś się stało?
-Czy twój brat.. To Xiumin?
-Tak. Hahahaha byłam ciekawa, kiedy zauważysz, że to on. Dzisiaj w firmie się na niego natknęliśmy i mówił do mnie „siostra”. No, ale mogłeś nie zauważyć.
-Dobra, papa.
-Na razie.
-Do zobaczenia, spotkamy się jutro.
Po tym, jak Ku spojrzała się na niego pytająco, chłopak pospiesznie dodał:
-W pracy?
-Pewnie, nawet pójdę z tobą na lunch, jak będziesz miał czas – zaśmiała się, po czym zniknęła za ogromnymi dębowymi drzwiami.
Uradowany Chen stał tam jeszcze moment, aż ocknął się i powoli wrócił do domu. Cieszył się, że mógł poznać kogoś takiego jak ona.
__________________________________________________________________________________
Akihiko i Sehun, po trzydziesto minutowym spacerze, dostali się na osiedle, które zamieszkiwała dziewczyna. Była to bogata dzielnica, która w całości należała do jej matki chrzestnej przesiadującej całe dnie w pracy. Aki miała cały dom dla siebie.
Nagle dziewczyna przystanęła przed złota bramą prowadzącą do ogromnej willi.
-Jesteśmy, oto mój dom.
-Przepraszam cię, Sehun. Nie zauważyłam, że przechodzisz obok, naprawdę – odezwała się zasmucona. – Ale nie zrobiłam tego celowo, więc proszę, przestań tak mówić, dobrze?
Nagle rozległ się doniosły dźwięk piosenki „In my head” CNBLUE z torby dziewczyny. Hiko przeprosiła na chwilę szefa i postanowiła odebrać telefon, który w tej chwili był dla niej wybawieniem… Bynajmniej tak na początku myślała..
-Bonjour madame, czy rozmawiam z Akihiko Earl Knox?
-Oui, to ja – odpowiedziała zdezorientowana.
Kto mógł do niej dzwonić z Francji? Miała tam kilku przyjaciół i rodzinę, owszem.. ale ten głos z pewnością nie należał do nikogo, kogo znała.
Kątem oka zerknęła na zdziwionego tęczowego chłopaka, który badawczo przyglądał się Aki, lewą ręką wciąż podtrzymując koszulę.
-Dzwonię z panienki pracy. Jestem nową sekretarką, Marie Louriex. Niestety, muszę panią poinformować, iż nie pracuje pani już w naszej firmie. Teraz zostaje pani na stałe w Chinach, pod opieką Pana Sehuna.
-Słucham?!
-Przykro mi, ale miałam to jedynie przekazać. Jeśli chce Pani uzyskać więcej informacji, proszę się zwracać bezpośrednio do szefa. Mamy nadzieję, że będzie pani dobrze w Chinach. Do widzenia.
-Pff - prychnęła poirytowana. – DO WIDZENIA.
Czy to.. działo się naprawdę? Właśnie, nowo okrzyknięta najlepszą projektantką młoda dziewczyna, straciła pracę i została skazana na łaskę tego oto stojącego przed nią mężczyzny, na którego dopiero co wylała drinka.
Podenerwowana wrzuciła telefon z powrotem do torby, wracając do kłopotu z jej nowym szefem. W jej oczach wezbrały się łzy.
-Daj mi tę koszulę. Wypiorę ją i oddam ci najpóźniej jutro, dobrze? – jej głos zaczął drżeć. Prawie że straciła równowagę, lecz w porę uratował ją Sehun, przytrzymawszy jej drobne ramiona.
-Przepraszam – szepnęła, stając naprzeciw niego.
-Nic nie szkodzi… - odezwał się po chwili ciszy, wciąż badawczo spoglądając na dziewczynę. - Stało się coś?
-Nie – szepnęła ze zrezygnowaniem. Nie chciała jeszcze o tym mówić. – Dasz mi tę koszulę, czy nie?
-No przecież nie oddam ci jej teraz. Jestem tu do dwudziestej pierwszej. Nie będę łaził pół nagi.
-Masz marynarkę, dasz radę – machnęła lekceważąco ręką.
-Nie – warknął poirytowany.
-Dobra – odburknęła równie zła, chwytając chłopaka za dłoń.
Przyspieszyła kroku i wyciągnęła go z SM. Jako że nie chciał robić zamieszania, pozwolił sobie na wyprowadzenie się przed budynek i dopiero tam miał zamiar na nią nawrzeszczeć. Jednak było mu jej trochę szkoda.. zauważył łzy, wywołane jej wcześniejszą rozmową przez telefon, więc postanowił odpuścić ten jeden raz.
Dziewczyna trzymała mocno jego dłoń, a jej serce przyspieszyło pracę, lecz nie dała tego po sobie poznać. Jego skóra był niczym aksamit, a nawet milsza. Naprawdę postradałam zmysły… pomyślała. Może nie jestem taka pijana skoro truchtam do domu w trzynastocentymetrowych szpilkach, aczkolwiek.. Idę razem z Sehunem… No, może nie jest jednak ze mną najlepiej…
-Gdzie my właściwie idziemy? – spytał, gdy skręcili w pierwszą uliczkę po prawo, za budynkiem.
-Do mojego domu. Dasz mi koszulę i wtedy ją wypiorę.
Jednak zwariowała… pomyślał. Dobra… zapamiętaj Akihiko… Robię to tylko dlatego, bo byłaś smutna.
_________________________________________________________________________________
-Aniąą! Uważaj! – dobiegł nagle głos Baekhyuna.
Niestety blondynka nie zdążyła w porę zareagować i spotkało ją bliskie spotkanie z ziemią. A wszystko przez jakiegoś chłopaka, który trącił innego, stojącego za dziewczyną.. Tylko, że on utrzymał równowagę, nie to co ona.
Syknęła z bólu, spoglądając na rozbite kolano i zakrwawioną rękę, na którą upadła. Wtem podbiegł do niej niedawno poznany znajomy, który przykucnął, obdarowując ją troskliwym i zmartwionym spojrzeniem, którego dawno u nikogo nie widziała..
-Złamałaś coś?
-Nie, wszystko w porządku.
-NO JAK W PORZĄDKU?! – krzyknął. – PRZEZ TEGO DUPKA SIĘ ZRANIŁAŚ.
-Dlaczego krzyczysz na mnie, zamiast na niego?! – spytała rozdrażniona. Nie dość, że bolą ją kończyny oraz tyłek, na którym wylądowała, to jeszcze będzie ją boleć głowa od jego wrzasków.
-Przepraszam – dopowiedział już spokojnie. – Chodź, pomogę ci wstać.
Beakhyun chwycił ramiona Anią, która po chwili stanęła przed nim z grymasem bólu. Chłopak poczuł straszne poczucie winy… przecież sam ją zaprosił, a teraz stała jej się krzywda.
-Chodź, wezmę taksówkę – zaproponował.
Dziewczyna nie miała siły zaprzeczać. Po jego minie widać było, iż łatwo by nie odpuścił, a teraz nie miała siły się kłócić. Po prostu.. pozwoliła ten jeden raz sobie pomóc… Pierwszy od bardzo dawna… Aż przypomniał jej się okres dzieciństwa, kiedy jeszcze miała rodziców.
__________________________________________________________________________________
Dlaczego zawsze musi być jakiś problem? Naprawdę nie może być chociaż raz dobrze?
Spięta Van siedziała naprzeciwko blondyna, który ciągle udawał, że nic nie słyszy. Najzwyczajniej starał się ignorować Vanesse, ale ta uparcie chciała dowiedzieć się, z jakiego powodu wykazuje takie, a nie inne zachowanie wobec niej.
-Mogę wiedzieć o co ci chodzi, Tao?
Nic. Zero odpowiedzi.
-Przecież wiem, że mnie słyszysz. Nie udawaj głupiego i odpowiedz mi na jedno pytanie.. Dlaczego mnie ignorujesz i nie chcesz nic powiedzieć?
-Przecież założyłem to - zawahał się - coś co nam uszykowałaś.
-Rozumiem, że strój nie wywarł na tobie pozytywnego wrażenia.. ale mogłeś mi powiedzieć. Przecież projektowałam to przy was. Nie mogłeś zwrócić uwagi, że to ci nie odpowiada?
I znów uciążliwa cisza.
-O co ci chodzi?
-Mi? Naprawdę chcesz wiedzieć?
Czerwono włosa skinęła głową w odpowiedzi, wyczekując na jakąkolwiek jego dalszą wypowiedź. To i tak dużo… jak na niego. Ostatnio słowem się nie odezwał.
-Nie twój interes.
-No mój, bo to mnie unikasz i to ja jestem niedoinformowana, a chciałabym wiedzieć, dlaczego mój klient mnie tak traktuje. Jestem stylistką… nigdy nie dopasuje stroju, który ci w pełni odpowie, jeśli nie będę nic o tobie wiedzieć. Oczywiście nie wymagam tego teraz, ale byłoby miło, gdybyśmy zaczęli od wytłumaczenia tej sytuacji.
-Nie o ciebie chodzi, jeśli ma cię to jakkolwiek pocieszyć. Koniec?
-Tao.. – zerknęła na niego zirytowana. – Jest już późno… Jestem zmęczona i nie mam już siły. No dobra… Jeśli tak bardzo musisz, to zachowaj to dla siebie, ale przy następnym spotkaniu nie odpuszczę ci tak łatwo. Nie wymagam od ciebie zwierzeń, tylko jasnych odpowiedzi na podstawowe pytania, które nie są żadną fizyką kwantową.
-Jeśli skończyłaś kazanie, to mogę wyjść?
-Nie, nie skończyłam. Obiecaj mi najpierw, że będziesz nosił to co wam uszykuję. Wcześniej będę z wami wszystko uzgadniać i pokażę wam projekty. Wtedy proszę MÓW COŚ, jeśli jest nie tak, zgoda?
-Dobra. Rozumiem. Już?
-Tak, miłej zabawy - wysiliła się na uśmiech. –Albo raczej jej końca, bo już późno. No i przepraszam, jeśli jakkolwiek cię uraziłam.
Chłopak jednak zdążył już wyjść, pozostawiając Vanesse samą sobie. Ta tylko westchnęła przeciągle. Naprawdę starała się jak tylko mogła, jednak do niektórych nie można czasem dotrzeć. Wiem, że są na pewno fajnymi chłopakami… Rozumiem, że nie muszą się ze mną przyjaźnić, no ale naprawdę.. Jestem taka zła, że jeden z nich nawet nie może mnie tolerować? Pogrążona w myślach wyszła na bankiet, który tak jak uważała, dobiegał końca. Nigdzie jednak nie spotkała już Tao.
Na koniec postanowiła, że zostanie i pomoże trochę w uprzątnięciu.
__________________________________________________________________________________
Ku i Chen bawili się razem świetnie. Jak się okazało, mieli też wiele wspólnych zainteresowań.. a co za tym idzie, długo ze sobą gawędzili, a potem poszli do restauracji na kolację. Miło spędzili razem wieczór.
Wychodząc z kawiarni postanowili wpaść jeszcze do parku, posiedzieć trochę na świeżym powietrzu.
Po pięciominutowym spacerze spędzonym w ciszy, doszli na miejsce, gdzie usiedli na pierwszej ławce.
-Tak właściwie - zaczął niepewnie Chen - to.. Jak masz na imię?
Dziewczyna zaśmiała się perliście.
-Naprawdę nie wiesz? – zerknęła roześmiana. – Jestem Kim Ku Jung, nie wiem czy wiesz, ale jestem menagerem SM i odpowiadam za kilka zespołów, w tym także twój.
-Aaa.. no faktycznie! Jakbym cię już kiedyś widział..
-Czyli… przetańczyłeś cały wieczór oraz zaprosiłeś na kolację i na spacer osobę, której nie znasz?
-No jak… Przecież wiem już dużo o tobie. Dlatego cię zaprosiłem. Chciałem cię poznać, Ku – uśmiechnął się serdecznie.
-Dzięki – szepnęła również uśmiechnięta.
-Wiesz… Trochę już późno… gdzie mieszkasz?
-A co?
-Chcę cię odprowadzić, późno już się zrobiło.
-Aaaa … No niedaleko. Jak chcesz to chodźmy.
Po chwili wstali i wolnym krokiem skierowali się w kierunku domu Ku. Chen bardzo zafascynował się jej osobą. Pracowała dodatkowo jako kaskaderka oraz nauczała wiele sławnych osób. A przede wszystkim, była bardzo ładna i niewątpliwie wywarła na brązowowłosym niemałe wrażenie.
-A ty? Daleko mieszkasz? – ni stąd ni zowąd głos zabrała brunetka.
-Dorm, w którym mieszkam z EXO jest na przedmieściach, nie tak daleko. Ale mój rodzinny dom jest w innym mieście. Daleko trochę, no ale, co zrobić? A twoi rodzice?
-Moi zostali w Korei, ale mam brata, który tu mieszka. Właśnie do niego idziemy, bo póki co nie znalazłam jeszcze lokum. Jak się ma starszego braciszka, to trzeba korzystać, nie?
Chen zaśmiał się pod nosem. Nawet nie zauważył, że dziewczyna została za nim. On dalej szedł przed siebie. Dopiero po chwili zorientował się, że idzie sam. Szybko obrócił się na pięcie i spojrzał pytająco na Ku, która stała kilka metrów dalej.
-Tu mieszka mój brat.
-Yyyyy …
-Coś się stało?
-Czy twój brat.. To Xiumin?
-Tak. Hahahaha byłam ciekawa, kiedy zauważysz, że to on. Dzisiaj w firmie się na niego natknęliśmy i mówił do mnie „siostra”. No, ale mogłeś nie zauważyć.
-Dobra, papa.
-Na razie.
-Do zobaczenia, spotkamy się jutro.
Po tym, jak Ku spojrzała się na niego pytająco, chłopak pospiesznie dodał:
-W pracy?
-Pewnie, nawet pójdę z tobą na lunch, jak będziesz miał czas – zaśmiała się, po czym zniknęła za ogromnymi dębowymi drzwiami.
Uradowany Chen stał tam jeszcze moment, aż ocknął się i powoli wrócił do domu. Cieszył się, że mógł poznać kogoś takiego jak ona.
__________________________________________________________________________________
Akihiko i Sehun, po trzydziesto minutowym spacerze, dostali się na osiedle, które zamieszkiwała dziewczyna. Była to bogata dzielnica, która w całości należała do jej matki chrzestnej przesiadującej całe dnie w pracy. Aki miała cały dom dla siebie.
Nagle dziewczyna przystanęła przed złota bramą prowadzącą do ogromnej willi.
-Jesteśmy, oto mój dom.
Rozdział jakiś taki smutny wyszedł, nie? ;c Miał być wesoły, no ale co tam XD
Do następnego <3

Świetny rozdział, ale... WIĘCEJ KU I CHENA <3 i wgl... oj BIEDNA AKI będzie musiała znosić SEHUNA <333 Ach, ach :D ~Xiunia
OdpowiedzUsuń